Takich strajków nie było od pół wieku. Brytyjczycy mówią dość drożyźnie

Gwałtowny wzrost cen energii elektrycznej oraz inflacja pomniejszająca wynagrodzenie sprawiły, że w Wielkiej Brytanii wzbiera fala protestów, jakiej nie widziano tam od pół wieku - pisze "Rzeczpospolita". Dziennik wskazuje, że burzliwe nastroje społeczne na Wyspach to niewątpliwie sukces Władimira Putina.

Policja w Wielkiej BrytaniiPolicja w Wielkiej Brytanii musi przygotować się na jesienne protesty na Wyspach, zdjęcie ilustracyjne
Źródło zdjęć: © Getty Images

Wielka Brytania czeka ogromna podwyżka cen energii. W piątek (26 sierpnia) tamtejszy urząd ds. dystrybucji gazu i elektryczności (Ofgem) poinformował, że rachunki za energię dla gospodarstw domowych wzrosną o 80 proc. Ponadto Citibank przewiduje, że inflacja na Wyspach - obecnie na poziomie 10,1 proc. - podskoczy do 18 proc.

Już w tym momencie drożyzna spowodowało protesty szeregu branż w Wielkiej Brytanii. Zaczęło się od śmieciarzy w Edynburgu, których strajk zmienił to miasto w wysypisko. Dołączyli do nich koledzy po fach z Glasgow i Aberdeen. Protestowali także pracownicy lotnisk i linii lotniczych, londyńskiego metra, kolei oraz poczty.

"Ale dopiero wraz z końcem wakacji ruch protestu zaczyna się na dobre" - pisze "Rz". Od 5 września pracować nie będą adwokaci. Do strajku szykuje się też m.in. personel medyczny oraz nauczyciele. To największy ruch protestów społecznych na Wyspach od czasów Margaret Thatcher.

Do tej pory Brytyjczycy zajmowali twarde stanowisko wobec agresji Rosji na Ukrainę i zdecydowanie wprowadza restrykcje, mające zahamować machinę wojenną Putina. Pytanie, czy zmienią to burzliwe nastroje społeczne.

Wybrane dla Ciebie