Ważna deklaracja szefa Państwowej Inspekcji Pracy. Tak chce podchodzić do pracowników i firm

- Państwowa Inspekcja Pracy nie chce nikomu ścinać głów. Chcemy siłą argumentów skłaniać strony do uczciwych rozwiązań - deklaruje w rozmowie z money.pl Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy. W wywiadzie mówi, które branże znajdą się na celowniku PIP, zapowiada także, że w pierwszym rzucie inspektorzy będą szli kontrolować firmy, od których pracowników otrzymali skargi.

24. posiedzenie Sejmu X kadencjiFot. Wojciech Olkusnik/East News, Warszawa, 06.12.2024. 24 posiedzenie Sejmu X kadencji. Powolanie zastepcow Glownego Inspektora Pracy, w gabinecie marszalka Sejmu Szymona Holowni.
N/z: Glowny Inspektor Pracy Marcin StaneckiWojciech OlkusnikMarcin Stanecki
Źródło zdjęć: © EastNews | Wojciech Olkusnik
Grzegorz OsieckiTomasz Żółciak
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl: Czy Główny Inspektor Pracy czeka na ustawę, czy może raczej spodziewa się prezydenckiego weta do niej?

Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy: Na pewno czekamy na ustawę, ponieważ projekt przewiduje wiele rozwiązań, które wzmocnią Państwową Inspekcję Pracy. Opisanie trybu przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty, ale też inne ważne zmiany, chociażby analizę ryzyka, czyli typowanie podmiotów do kontroli tam, gdzie z największym prawdopodobieństwem dochodzi do nadużyć, wymianę danych z ZUS-em i KAS-em, a także kontrole zdalne. Moim zdaniem wzmocnienie inspekcji na pewno nastąpi.

Stworzył potężną firmę. Mówi, kiedy Polacy będą dużo zarabiać

Jaki jest plan B, jeśli ustawa zostanie zawetowana przez prezydenta?

To nie jest nasz projekt, więc liczę, że pani minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk ma plan B. My natomiast będziemy nadal robili swoją robotę. Nie mamy planu B, bo nie mamy inicjatywy legislacyjnej. Nie jesteśmy instytucją, która ma coś do powiedzenia w kwestii polityki. Jesteśmy urzędnikami, sługami ustaw i wykonujemy to, do czego nas ustawa zobowiązuje.

Ustawa przeszła daleko idącą ewolucję od swojego pierwotnego kształtu. Czy nie wyrwano jej zębów? Pierwotnie inspektor miał wydawać decyzję przekształcającą umowę cywilnoprawną w umowę o pracę, teraz po zmianie najpierw polecenie dostosowania umowy do stanu zgodnego z prawem.

Nadal jest to bardzo dobra ustawa. Cieszę się z tego, że jest polecenie – uważam, że to bardzo dobre rozwiązanie. Polecenie będzie skłaniało strony kontraktu cywilnoprawnego do zawarcia ugody w trakcie czynności kontrolnych. Podmiot kontrolowany będzie miał świadomość, że jeżeli nie dogada się z potencjalnym pracownikiem, konsekwencją może być wydanie decyzji, ale nie zawsze.

Polecenie będzie wydawane w dwóch sytuacjach. Po pierwsze, gdy inspektor będzie pewny, że ma do czynienia z obejściem przepisów i powinna być umowa o pracę. Po drugie, gdy sytuacja będzie niejednoznaczna, bo cechy umowy o pracę i umowy cywilnoprawnej będą się równoważyły. Wtedy będzie mógł wydać polecenie usunięcia z umowy cywilnoprawnej elementów charakterystycznych dla umowy o pracę.

Ale czy to nie będzie uszczęśliwianie na siłę – zwłaszcza gdy obie strony chcą pracować na B2B?

Jeżeli inspektor uzna, że cechy stosunku pracy i cechy umowy cywilnoprawnej są w tym samym natężeniu i uzyska komunikat od obu stron, że chcą mieć umowę cywilnoprawną, to nie będzie przekształcał umowy, tylko wyda polecenie usunięcia elementów charakterystycznych dla umowy o pracę. Wola stron jest ważna, ale Kodeks Pracy w definicji stosunku pracy nie mówi nic na temat woli stron. Cywilnoprawna zasada swobody zawierania umów nie ma charakteru absolutnego.

Czy wystarczy np. usunięcie zapisu o stałych godzinach pracy, żeby uciec spod kontroli inspekcji?

Swoboda decydowania o swoim czasie świadczenia usług to kluczowy element umowy cywilnoprawnej. Klasyczna umowa cywilnoprawna pozwala wykonywać przewidziane w niej zadania, kiedy chcemy i ile chcemy – i daje możliwość wyznaczenia zastępcy, gdy nie możemy robić tego osobiście. Państwowa Inspekcja Pracy nie chce nikomu ścinać głów. Chcemy siłą argumentów skłaniać strony do uczciwych rozwiązań. Jeżeli to nie poskutkuje i trzeba będzie sięgnąć po decyzję przekształcającą, to w razie odwołania sąd rozstrzygnie, czy inspektor miał rację.

Mówił pan wcześniej o współpracy z ZUS-em i analityce. Jak to wygląda na dziś – czy jesteście gotowi?

Rozmowy na szczeblu roboczym cały czas trwają, natomiast bez ustawy nie jesteśmy w stanie rozpocząć działań o charakterze oficjalnym. Dopóki nie będzie ustawy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie może z nami w tym zakresie współpracować.

Gdyby regulacje dotyczące analityki i wymiany danych z ZUS-em i Krajową Administracją Skarbową weszły w życie nawet bez całej reszty – byłaby to jakościowa zmiana?

Kolosalna zmiana dla Państwowej Inspekcji Pracy. Posiadanie dostępu do danych ZUS i KAS przeniesie nas w XXI wiek. Dziś korzystamy z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, Krajowego Rejestru Sądowego i danych GUS-u, które są aktualizowane z opóźnieniem – w KRS jest sześć miesięcy na wprowadzenie zmian. Często przez to nie jesteśmy nawet w stanie ustalić prawidłowego adresu czy siedziby podmiotu kontrolowanego. Z danych ministerstwa pracy wynika, że ponad 150 tys. podmiotów zatrudnia wyłącznie na umowy zlecenia i nigdy nie było kontrolowanych przez inspekcję.

A co z Krajowym Systemem e-Faktur? Pojawiały się głosy, że po co reforma PIP, skoro jest KSeF?

Nie byliśmy brani pod uwagę przy wdrożeniu KSeF. Poza tym informacje o wystawianych fakturach nie mają dla nas większego znaczenia. Dla nas priorytetem po zmianach będą zleceniobiorcy i pomoc tym, którzy są w najsłabszej pozycji. Tam skierujemy naszą uwagę.

Które branże będą szczególnie objęte kontrolami? Budowlanka, gastronomia, usługi sprzątające?

Budowlankę już teraz dość intensywnie kontrolujemy, bo dochodzi tam do dużej liczby wypadków i ma miejsce nielegalne zatrudnienie, bez umowy i prawa do świadczeń z ubezpieczeń społecznych, co okazuje się katastrofalne w skutkach, gdy taka osoba ulegnie wypadkowi. Ale nie chciałbym przesądzać, bo to, gdzie trafią nasze kontrole, zdeterminują skargi.

W zeszłym roku mieliśmy rekordową liczbę zgłoszeń od pracowników – prawie 52 tysiące, blisko 90 tysięcy zagadnień skargowych. Średnio 30 skarg przypada na jednego inspektora, a bywa, że czynności kontrolne wynikające ze skargi trwają całe miesiące, bo wymaga to sprawdzenia skomplikowanej dokumentacji technicznej albo przesłuchania świadków czy przeprowadzenia ankiety antymobbingowej. W razie wydania decyzji konieczna jest rekontrola. Bywa więc, że jedna skarga wymaga przeprowadzenia kilku kontroli. W Warszawie na początku lutego mieliśmy 2,1 tys. skarg i dwa tematy przewodnie to mobbing i przekształcenie umów cywilnoprawnych.

Jeśli chodzi o planowe kontrole, to trudno wskazać konkretne branże, bo będziemy tu opierali się na wskazaniach nowej analizy ryzyka, która na podstawie danych z ZUS i KAS wskaże nam podmioty, w których z dużym prawdopodobieństwem dochodzi do naruszeń w tym zakresie. Sam jestem ciekaw, jaki będzie efekt nowych regulacji w tej kwestii.

Ten efekt wzrostu skarg wystąpił już w ubiegłym roku, mimo że ustawa nie była jeszcze uchwalona?

Tak. W 2025 r. liczba skarg wzrosła o 8 proc. w porównaniu do wcześniejszego roku. Sam przez godzinę odbierałem telefony w telewizji śniadaniowej i telefon się grzał – pytania były tylko o to, kiedy można złożyć skargę i kiedy inspekcja pomoże uzyskać umowę o pracę. Oczekiwania społeczne są ogromne i spodziewamy się naprawdę olbrzymiego napływu skarg.

Słyszał pan sygnały, że sama dyskusja o ustawie wywiera efekt mrożący na firmy?

Tak, to nie ulega wątpliwości. Przez ostatnie kilka miesięcy brałem udział w niezliczonej liczbie spotkań i debat z pracodawcami. Ten efekt psychologiczny ustawy spowodował dużo zmian w myśleniu wielu osób. Uważam, że samo kilkumiesięczne rozmawianie o różnicach między umowami cywilnoprawnymi a umowami o pracę już odcisnęło piętno na naszym rynku. To była chyba największa akcja edukacyjna, jaką nasze społeczeństwo odebrało w tej dziedzinie, a hasło "Państwowa Inspekcja Pracy" było trzecim najczęściej wyszukiwanym określeniem związanym z prawem pracy.

Oczywiście są przypadki, gdzie są nadużycia, ale pewnie też takie, gdzie te umowy zlecenia się przyjęły. Co dalej na przykład z pracą sezonową? W takim przypadku etat może być kłopotliwy.

Nie mówimy o pracy sezonowej, która z założenia ma krótkotrwały charakter. Mówimy o sytuacjach, kiedy nawet na produkcji zdarzają osoby, które pracują latami na umowach cywilnoprawnych. A szef na pytanie naszego inspektora odpowiada, że zatrudnia w ten sposób, bo nie jest pewny stabilności zatrudnienia i w razie potrzeby chce szybko się z nimi rozstać. Przykład z targów budowlanych, na których byłem w Poznaniu.

Jeden z szefów dużej firmy budowlanej podszedł do mnie i powiedział, że popiera projekt, bo jest uczciwy. Bo on zatrudnia na zleceniu tylko na próbę, na trzy miesiące, a jak ktoś się sprawdzi, dostaje umowę o pracę. Dlatego ciągle przypominam, że umowa o pracę nie może być nagrodą.

Ale czy te regulacje nie wywrócą rynku pracy w niektórych branżach, czego obawia się część pracodawców? Jakie typy umów trafią pod lupę inspekcji?

Chcemy iść w kierunku tych osób, które tej pomocy najbardziej potrzebują. Nic bardziej mnie nie niepokoi niż sytuacja, gdy ktoś pracuje 400 godzin miesięcznie, bez odpoczynku, bez odpowiednich warunków BHP, bez minimalnej stawki godzinowej, z karami umownymi zapisanymi w umowie cywilnoprawnej i nic nie zarabia.

Na jednym ze spotkań jeden z pośredników platform cyfrowych powiedział, że musi płacić ludziom 4-5 złotych za godzinę, bo inaczej dowóz pizzy zdrożałby o 100 proc. Zadaję sobie pytanie, czy chcemy mieć tani dowóz pizzy i godzimy się na to, żeby cudzoziemiec wykonujący tę pracę zarabiał symboliczną kwotę? W XXI wieku nie możemy pozwalać na to, żebyśmy odnosili korzyści przez to, że ktoś pracuje w warunkach na poły niewolniczych.

Sprawa waszej głośnej kontroli w sieci marketów Dino to nie sygnał, że kontrolowani będą sobie z inspekcją coraz sprawniej radzić? Przypomnijmy: PIP zajęła się sprawą niskich temperatur w sklepach Dino, ale z informacji, jakie uzyskała od kierowników kontrolowanych sklepów, wynika, że ich pełnomocnictwa do działania w imieniu pracodawcy zostały zmodyfikowane, w związku z czym nie mogą już podpisywać protokołów pokontrolnych Inspekcji Pracy w miejscu przeprowadzonej kontroli.

Bardzo mocno to odczułem. Kontrole w Dino pokazały, że bardzo trudno dziś być kontrolerem i że procedury tworzone po to, by kontrolujący nie skrzywdził podmiotu kontrolowanego, mogą być użyte przeciwko niemu. W projekcie ustawy, w pierwotnej wersji, przewidziano, że protokół po kontroli podpisuje sam kontrolujący. To było dobre rozwiązanie, które nie znalazło się w ostatecznym tekście i bardzo nad tym ubolewam. Niemniej odnieśliśmy sukces, wskutek naszych interwencji temperatura w sklepach została na stałe podniesiona, a inspektorzy wydali łącznie ponad tysiąc decyzji podczas czterystu kontroli, wskutek których nieprawidłowości BHP były usuwane na bieżąco.

Ta sytuacja wymusiła na nas opracowanie nowych procedur. Na przykład inspektorzy sprawdzali kilka razy w tygodniu temperatury w sklepach, w których zanotowali wcześniej przekroczenie norm zapisanych w przepisach. To nie były rekontrole, tylko monitorowanie temperatury w danej placówce handlowej. To cenna lekcja.

Ile kontroli dotyczących umów cywilnoprawnych planujecie w tym roku?

To zależy od liczby skarg. Podjąłem decyzję, że ze względu na rekordowy rok pod względem skarg odstępujemy od kontroli rutynowych i tematycznych, a priorytetem są skargi. Planowaliśmy 200 kontroli podmiotów korzystających z kontraktów cywilnoprawnych, ale myślę, że w tym roku tych kontroli raczej nie przeprowadzimy w tej liczbie. Poza obligatoryjnymi działaniami wynikającymi z ustaw, czyli kontrolami powypadkowymi, kontrolami dotyczącymi zatrudniania osób niepełnosprawnych, wszystkie ręce na pokład i skargi są priorytetem. Ludzie potrzebują pomocy, a my jesteśmy od tego, by ją zapewnić.

Mówił pan o nowej roli prokuratorskiej inspekcji wynikającej z ustawy o układach zbiorowych. Na czym to polega?

Pod koniec zeszłego roku dostaliśmy nowe uprawnienie, którego nigdy nie mieliśmy. Chodzi o możliwość prowadzenia dochodzenia i bycia oskarżycielem publicznym w sprawach przestępstw z ustawy o układach zbiorowych, np. niepodjęcia rokowań czy utrudniania zawarcia układów zbiorowych. To dla nas zupełnie nowa funkcja. Już zaczęliśmy współpracować z prokuraturą, przygotowujemy wzory dokumentów. Bycie oskarżycielem publicznym w sprawach karnych to zupełnie inna waga naszych działań niż np. wniosek o ukaranie do sądu w sprawie wykroczeniowej. Słyszałem też głosy ze strony związkowej, by rozszerzyć te uprawnienia prokuratorskie na przypadki utrudniania działalności związkowej z art. 35 ustawy o związkach zawodowych.

Był pan krytykowany za filmik, w którym przestrzegał przed ogłoszeniami o pracę zawierającymi nieneutralne płciowo nazwy stanowisk. Grożą za to kary, wiele osób zrozumiało, że to PIP będzie karać.

W filmie mówiłem, że inspekcja nie nakłada kar za treść ogłoszeń, ale każdy kandydat czy kandydatka, którzy poczuli się dyskryminowani ogłoszeniem o pracę, mogą wystąpić z pozwem do sądu i naruszenie nowych przepisów w tym zakresie może przynieść poważne konsekwencje. Chodziło mi o dobrą radę dla pracodawców, bo od 24 grudnia 2025 roku z Kodeksu pracy jasno wynika, że ogłoszenia muszą być neutralne płciowo, a osoba, która poczuje się pokrzywdzona, może domagać się odszkodowania przed sądem. Dolny próg rekompensaty za takie naruszenie to jednomiesięczne wynagrodzenie minimalne.

Na dzisiaj inspekcja nie karze za ogłoszenia i ich nie weryfikuje – nie mamy na to czasu. Uprawnienie do nakładania kar może pojawić się dopiero w projekcie wdrażającym dyrektywę o luce płacowej. Nie jestem jednak pewien, czy PIP powinna się tym zajmować z urzędu. W wielu przypadkach poczucie nierównego traktowania ogłoszeniem o pracę to kwestia bardzo subiektywna. Nie chciałbym więc, aby po takiej zmianie powstał obowiązek po stronie inspekcji skanowania dziesiątek tysięcy ogłoszeń o pracę, jakie pojawiają się w różnego rodzaju portalach, i rozstrzygania, które z nich może dyskryminować kandydatów i kandydatki, a które nie.

KPO przewiduje wzmocnienie finansowe inspekcji. Na ile nowych etatów to się przełoży?

W ocenie skutków regulacji mamy blisko 300 etatów, rozłożonych na dwa lata. To liczba mniejsza, niż pierwotnie planowano, ale gdybyśmy je rzeczywiście dostali, byłoby to olbrzymie wzmocnienie. Dziś mamy 2790 etatów, z czego około 1600 to inspektorzy. Gdyby ustawa weszła w życie, w tym roku mielibyśmy blisko 100 nowych etatów sfinansowanych z rezerwy celowej. Nie wszystkie z tych 300 osób zostałyby jednak inspektorami.

Chcemy zwiększyć liczbę radców prawnych, bo inspektorzy są szkoleni w procedurze administracyjnej, a w sądach cywilnych potrzebujemy prawników wyspecjalizowanych w procedurze cywilnej. To by poprawiło naszą skuteczność w sądach. Dziś wygrywamy mniej więcej połowę spraw o przekształcenie kontraktów w etaty, choć doliczając tu ugody zawarte przed sądem pracy, można powiedzieć, że wygrywamy większość takich spraw.

Ile zarabia przeciętny inspektor?

Przeciętnie 11 tysięcy złotych brutto. To się wydaje dużo, ale inspektor wydaje decyzje, nakłada mandaty, bierze za nie olbrzymią odpowiedzialność. Bo czasem jedna decyzja w zakresie BHP może oznaczać po stronie pracodawcy ogromne koszty wdrożenia zmian, które mają podnieść bezpieczeństwo pracowników. Dlatego musimy przyciągać inżynierów, energetyków, budowlańców z uprawnieniami, a tych trudno pozyskać za te pieniądze. Zależy nam, żeby wynagrodzenia były jak najwyższe, żeby przyciągać do pracy w inspekcji najlepszych specjalistów.

Wszyscy pracownicy inspekcji są oczywiście na umowach o pracę?

Tak, wszyscy na umowach o pracę. To rzecz oczywista.

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Polska i Niemcy dostają pieniądze z tego samego funduszu. Wydają je zupełnie inaczej
Polska i Niemcy dostają pieniądze z tego samego funduszu. Wydają je zupełnie inaczej
Pompy ciepła nie wzięły się znikąd. O tym rzadko mówi się wprost
Pompy ciepła nie wzięły się znikąd. O tym rzadko mówi się wprost
Ropa po 100 dolarów już niedługo? Analitycy kreślą scenariusz
Ropa po 100 dolarów już niedługo? Analitycy kreślą scenariusz
Odpływ turystów z Bliskiego Wschodu. Zapatrują się na nowy kierunek
Odpływ turystów z Bliskiego Wschodu. Zapatrują się na nowy kierunek
Kryzys na Bliskim Wschodzie w liczbach. Kilkanaście tysięcy odwołanych lotów
Kryzys na Bliskim Wschodzie w liczbach. Kilkanaście tysięcy odwołanych lotów
Chińczycy kupią od Amerykanów 500 Boeingów? Nadchodzi historyczna transakcja
Chińczycy kupią od Amerykanów 500 Boeingów? Nadchodzi historyczna transakcja
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 06.03.2026
Ile kosztuje dolar? Kurs dolara do złotego PLN/USD 06.03.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 06.03.2026
Ile kosztuje frank szwajcarski? Kurs franka do złotego PLN/CHF 06.03.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 06.03.2026
Ile kosztuje funt? Kurs funta do złotego PLN/GBP 06.03.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 06.03.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 06.03.2026
Rezygnacja z wyjazdu z obawy przed wojną. Kiedy można odstąpić od umowy?
Rezygnacja z wyjazdu z obawy przed wojną. Kiedy można odstąpić od umowy?
Muszą ograniczyć wydobycie ropy. Kuwejtowi braknie miejsca w magazynach
Muszą ograniczyć wydobycie ropy. Kuwejtowi braknie miejsca w magazynach