Drugi chiński szok w Europie. Kolejny rynek. "Coś trzeba zrobić"

Firmy z Chin po udanej ekspansji w sektorze motoryzacji coraz śmielej przejmują rynek maszyn budowlanych. Szczególnie szkodliwa jest lawina taniego sprzętu – alarmuje ekspert. Tymczasem jedną z niewielu barier na drodze chińskiego smoka stawia Wojsko Polskie.

Koparki SANYChiny po cichu przejmują kolejny rynek
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, GETTY | Andreas, Evan Vucci, Luca Piccini Basile
Jacek Losik

– Rynek zalany jest wieloma małymi i tanimi maszynami, skierowanymi głównie do małych firm. W branży mówi się o "jakości z AliExpress". Spotkaliśmy się nawet z sytuacją, że dystrybutor, któremu zarzucono brak norm, tłumaczył, że sprzedaje maszyny w celach kolekcjonerskich, a nie do pracy – mówi money.pl Rafał Jajor, dyrektor biura Związku Producentów i Dystrybutorów Maszyn Roboczych, a także wydawca magazynu "Robocze News" i organizator targów e-robocze show

– Jeśli chodzi o liczbę firm, to jeszcze dziesięć lat temu chińskie marki na polskim rynku można było policzyć na palcach jednej ręki. Dziś na organizowanych przeze mnie targach na około 120 wystawców kilkunastu to firmy chińskie lub ich polscy dystrybutorzy. I ciągle wchodzą nowe, podobnie jak w branży motoryzacyjnej – dodaje ekspert.


WIDEO
Bogaci też tracą fortuny. "Inwestowanie może być ukrytym hazardem"


Ekspansja w liczbach

Dowody ekspansji chińskiej motoryzacji widać gołym okiem na europejskich ulicach, także w Polsce. Analitycy ostrzegają, że dokładnie tą samą ścieżką podąża rynek maszyn budowlanych, a więc ciężkiego sprzętu. Wcześniej też podążały nią firmy z Japonii czy Korei Południowej.

Założyciel niemieckiej platformy aukcyjnej Khadrox z Bochum w Niemczech, która specjalizuje się w sprzęcie dla budowlanki, przytoczył niedawno dane, z których wynika, że w 2015 r. Chińczycy mieli w Europie mniej niż 1 proc. udziału. W 2021 r. było to już 3 proc. (przekraczając 1 mld euro przychodów), a trzy lata później 5-6 proc. przy skurczeniu się rynku o 19 proc. W 2030 r. mają mieć od 10 do 15 proc.

"Chińskie marki nie korzystały z rozwoju branży. Pobierały udziały bezpośrednio od Caterpillara i Komatsu, podczas gdy rynek się kurczył" – zwraca uwagę Darius Khadro.

Pokazuje przy tym przykładową różnicę w cenie. Sany SY215C, czyli 21-tonowa koparka drugiej co do wielkości chińskiej firmy w tej branży, kosztuje 57-69 tys. euro. Jej odpowiednik od amerykańskiego Caterpillara (320) – lidera na rynku – to natomiast wydatek 85-98 tys. euro.

To od 25 tys. do 35 tys. euro na maszynie. Na flocie dziesięciu sztuk to uwolnione 300 tys. euro (1,3 mln zł) i kapitał trafiający bezpośrednio na operacje, a nie na finansowanie – zwraca uwagę Khadro.

Francuzi dostrzegli problem

Podobnych wyliczeń jest więcej. "Les Echos", najważniejszy francuski dziennik o profilu gospodarczym i finansowym, ostrzegał w styczniu 2026 r. przed "tsunami" chińskich marek na rynku – dodajmy, że największym w Europie pod tym względem.

Według danych organizacji branżowej Evolis, przytaczanych przez dziennik, w 2025 r. udział Chin w imporcie sprzętu we Francji wzrósł o 3,3 pkt proc. do 9,6 proc. W tym samym czasie łączny import maszyn do tego państwa spadł o 15 proc., do 2,7 mld euro.

W prestiżowym rankingu Yellow Table magazynu "International Construction", przedstawiającym 50 największych producentów maszyn budowlanych na świecie rośnie dominacja podmiotów z Chin. W 2020 r. było ich w zestawieniu dziewięć, w latach 2021-2023 już 10, a w latach 2024-2025 ta liczba wzrosła do 13. Chińskie XCMG zajęło w zeszłym roku czwarte miejsce.

Bez norm

Jak ekspansja chińskich marek wygląda w Polsce? – To są dokładnie te same procesy, które obserwowane są w innych krajach europejskich. Jaki jest udział w polskim rynku, nikt do końca nie wie. Są segmenty maszyn, na przykład minikoparki, gdzie ta konkurencja jest większa, a w innych, bardziej wyspecjalizowanych, wciąż mniejsza – ocenia Rafał Jajor w rozmowie z money.pl.

Z naszego punktu widzenia pojawienie się wielu firm z Chin nie jest problemem – konkurencja jest dobra dla rynku, ale tylko wtedy, gdy jest uczciwa i wszyscy gracze spełniają te same normy. Nie mamy uwag do wielu chińskich koncernów, które produkują maszyny spełniające przepisy – zwraca uwagę ekspert.

– Owszem, często są one tańsze, między innymi dlatego, że chiński rząd bardzo mocno subsydiuje swój przemysł, co w Europie nie jest możliwe. Jednak często różnice cenowe wynikają z tego, że te maszyny nie spełniają norm, które muszą spełniać producenci oferujący sprzęt na rynku europejskim. Chodzi o całą listę przepisów, od kwestii oświetlenia po amortyzowany fotel operatora – dodaje wydawca magazynu "Robocze News".

Związek Producentów i Dystrybutorów Maszyn Roboczych, na polecenie członków, podjął walkę z tego typu maszynami. Alarmują m.in. służby od ochrony środowiska. Zadanie nie jest proste.

Niedawno samorządy organizowały duży cykl przetargów w ramach pieniędzy rządowych na zwiększenie obronności. Kupowano agregaty prądotwórcze, ale także maszyny budowlane, które są potrzebne w sytuacjach kryzysowych. W wielu z tych przetargów oferowano maszyny z Chin, które czasami były tańsze od zachodniej konkurencji nie o 5 proc., ale nawet o 40 proc. – relacjonuje Rafał Jajor.

– Mieliśmy przypadek, gdzie oferent posługiwał się certyfikatem CE wydanym przez instytucję z Włoch, która w ogóle nie miała do tego uprawnień. Kłopot w tym, że samorządowcy nie znają się na tym na tyle, by ocenić dokumentację, i niektórzy sprzedawcy z tej furtki korzystają – alarmuje.

Wojsko Polskie barierą dla Chin

Nie jest jednak tak, że chińskie marki – zwłaszcza te notowane w Yellow Table – dostarczają produkt złej jakości. Przykładowo Budimex i Gulermak wykorzystują chińskie tunelownice do budowy tuneli w projekcie Podłęże-Piekiełko. Gdy "Kinga" i "Jadwiga" skończyły prace na jednej inwestycji, zostały przetransportowane do kolejnej.

– Z zainteresowaniem śledzimy rozwój technologiczny oraz rosnącą obecność producentów z Azji w sektorze maszyn budowlanych, elektryfikacji, instalacji przemysłowych i nowoczesnych rozwiązań, w tym maszyn autonomicznych. W ostatnich latach zauważalna jest istotna poprawa jakości, innowacyjności oraz konkurencyjności ich produktów. Pozostajemy w kontakcie z wieloma producentami i na bieżąco monitorujemy kierunki rozwoju rynku – komentuje dla money.pl Marcin Graczyk, rzecznik prasowy Budimeksu.

Jednocześnie zaznacza, że fundament naszej bazy sprzętowej i technicznej Budimeksu nadal stanowią sprawdzone rozwiązania dostawców z Europy i USA.

Chińczycy ponadto, wykorzystując swoje doświadczenia w motoryzacji, wiodą prym w elektrycznych maszynach budowlanych. Tutaj jednak pojawia się pewien dylemat dla polskich firm budowlanych, który każe dokładnie przemyśleć taką inwestycję. Tego typu sprzętu nie można używać np. na inwestycjach zlecanych przez Wojsko Polskie.

Rynek chińskich maszyn elektrycznych jest dla nas interesujący ze względu na ich atrakcyjną cenę i uważnie mu się przyglądamy. Należy jednak pamiętać, że do realizacji niektórych kontraktów takie maszyny nie są dopuszczane ze względów bezpieczeństwa narodowego. Dotyczy to przede wszystkim kontraktów o charakterze niejawnym realizowanych dla polskiego wojska – mówi money.pl Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Mirbudu.

– Takich kontraktów w portfelu zamówień Mirbudu jest coraz więcej, co sprawia, że ostrożnie podchodzimy do tego zagadnienia – dodaje.

Europejskie firmy tracą zdolność do rozwoju

Na niebezpieczną dla Europy i Zachodu ekspansję chińskich firm zwrócił niedawno uwagę Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który wspólnie z Ośrodkiem Studiów Wschodnich opublikował raport pt. "Polska – Europa – Chiny: współpraca czy pułapka uzależnienia?".

Nasze modelowanie pokazuje, że mamy do czynienia z trwałym odpływem wartości dodanej z europejskiej gospodarki. Problem nie polega wyłącznie na tym, że europejskie przedsiębiorstwa sprzedają mniej, ale na tym, że stopniowo tracą zdolność do finansowania innowacji, inwestycji i dalszego rozwoju – stwierdził tam prof. n. dr hab. Konrad Trzonkowski, główny ekonomista Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Jak wyliczono, "tylko w 2025 r. europejska gospodarka utraciła w ten sposób około 87 mld euro wartości dodanej, z czego 11,4 mld euro przypadło na Polskę". Największe straty poniosły sektory stanowiące "fundament przyszłej konkurencyjności Europy" – motoryzacja i elektromobilność (28,5 mld euro), przemysł maszynowy (22,1 mld euro), elektronika i komponenty IT (19,8 mld euro) oraz zielone technologie (16,6 mld euro).

"To nie jest krótkotrwałe zachwianie koniunktury, lecz sygnał głębokiej zmiany strukturalnej zachodzącej w światowej gospodarce" — wskazał główny ekonomista ZPiP.

Winne zamówienia publiczne?

— Z perspektywy firm budowlanych, które pracują na bardzo niskich marżach, a dominującym kryterium wyboru oferty jest najniższa cena, liczy się każda złotówka. A chińskie maszyny w wielu segmentach są równie dobre jak produkty ich konkurentów, a przy tym zdecydowanie tańsze, m.in. dlatego, że są subsydiowane przez chińskie państwo – zauważa z kolei w rozmowie z money.pl dr Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Chińczycy są w Polsce doskonale znani, bo w 2012 r. LiuGong kupił Dresstę, czyli część HSW w Stalowej Woli. Przez kilka lat montowano tam koparki i ładowarki przeznaczone na rynek europejski, ale w 2023 r. produkcję przeniesiono z powrotem do Chin. Chińczycy nie zwiększają więc potencjału produkcyjnego w Polsce, a polska gospodarka nie zyskuje z tego tytułu właściwie żadnej wartości dodanej – zwraca uwagę.

– Z perspektywy firm niska cena zakupu lub wyleasingowania maszyny ma ogromne znaczenie i należy to zrozumieć. Natomiast z perspektywy państwa zalew chińskich maszyn, będący jedną z odnóg tzw. drugiego chińskiego szoku, przyczynia się do osłabiania europejskiego i polskiego przemysłu. I coś należy z tym na poziomie europejskim zrobić – uważa wiceprezes PZPB.

Wybrane dla Ciebie