Milion pracowników drugiej kategorii. Tak pracodawcy traktują cudzoziemców [OPINIA]

Migranci nie wypychają Polaków z rynku pracy i nie unikają zatrudnienia. Pracują częściej, dłużej i za mniejsze pieniądze, a niemal 40 proc. z nich jest zatrudnionych na umowach zleceniach. Największym problemem nie są więc leniwi cudzoziemcy, lecz firmy, które wykorzystują ich słabszą pozycję i obchodzą prawo pracy. Pisze o tym w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.

 Pracują więcej, zarabiają mniej. Tak wygląda rzeczywistość cudzoziemców na rynku pracy w Polsce
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Sergii, ZipZapic.com, settapong
Kamil Fejfer

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

W ostatnich miesiącach wiele można usłyszeć na temat problemów, jakie obcokrajowcy sprawiają na polskim rynku pracy. Najważniejszym – i takim, o którym rzadko przeczytacie Państwo w social mediach – jest to, że są oni masowo wyzyskiwani przez polskich pracodawców. Nie chodzi tylko o płace. Obcokrajowcy stanowią dzisiaj odrębną podklasę pracowników. Pracują w gorszych warunkach, 40 proc. z nich jest zatrudnionych na śmieciówkach, znacznie częściej niż Polacy pracują w ogóle bez umowy. A rządzący patrzą na tę sprawę przez palce.

Ponad milion cudzoziemców w ZUS

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce w styczniu 2026 r. pracowało około 1,1 mln migrantów. A przynajmniej tyle odprowadzało składki, więc było zatrudnionych albo na umowach o pracę, albo na umowach zleceniach. Realnie średnia zatrudnienia z całego roku będzie nieco wyższa, ponieważ praca migrantów często ma charakter sezonowy. Cudzoziemcy częściej niż Polacy pracują przy zbiorach albo w budownictwie, które – przynajmniej częściowo – zamiera na okres zimowy. Część z nich pracuje również na czarno (o czym później), a pewna ich liczba na platformach cyfrowych, przez co jest niewidoczna dla systemu.

Jednoosobowa działalność gospodarcza a umowa o pracę. Szef PIP wyjaśnia

Większość z pracujących to Ukraińcy i Ukrainki. Stanowią oni niemal 70 proc. zatrudnionych u nas migrantów. Dalej są Białorusini, Indusi, Gruzini, Kolumbijczycy i Filipińczycy.

© GUS

Wbrew temu, co możemy przeczytać w wielu internetowych komentarzach (część z nich to oczywiście rosyjska propaganda), bezrobocie wśród migrantów jest bardzo niskie. Nie mamy dobrze zmapowanej całej populacji przyjezdnych na naszym rynku pracy. Sporo wiemy natomiast o Ukraińcach, którzy stanowią ogromną większość z nich.

Dezaktywizacja zawodowa

Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, który analizował sytuację migrantów ze Wschodu, 90 proc. spośród osób, które przyjechały do Polski przed 2022 rokiem, w ubiegłym roku pracowało. Jeśli chodzi o pracę migrantów powojennych, to zatrudnionych jest 55 proc. z nich, co wynika z faktu, że są oni inną grupą niż migranci stricte ekonomiczni: są uciekinierami wojennymi.

Zresztą w Polsce również aktywność zawodowa przybyłych po wojnie jest znacznie wyższa niż aktywność zawodowa porównywalnych grup w innych krajach.

Dezaktywizacja zawodowa dotyka 1-2 proc. osób, które przyjechały do Polski przed atakiem wojsk Putina oraz 11-12 proc. uchodźców powojennych. To kategoria opisująca osoby, które ani nie pracują, ani nie poszukują pracy.

Tymczasem według GUS zdezaktywizowanych Polaków (w grupie wiekowej 18-59/64 lat) jest znacznie więcej, bo 18 proc. Dlaczego wśród Polaków jest więcej biernych zawodowo niż wśród Ukraińców? Wśród biernych zawodowo największymi grupami są emeryci i studenci. Tymczasem grupy migrantów są zazwyczaj młode.

Nie istnieje więc problem "leniwych" migrantów: pracują oni częściej niż Polacy. Problemem jest natomiast to, jak pracują, a mówiąc precyzyjniej: jak są zatrudniani. Ale zacznijmy od pensji.

Tyle zarabiają obcokrajowcy w Polsce

W 2025 r. - według wspomnianego raportu NBP - mediana wynagrodzeń netto Ukraińców wynosiła 4,5 tys. zł. Dla Polaków było to 5,3 tys. zł. Goście ze Wschodu pracowali jednak statystycznie dłużej (mimo propagandy o "leniwych" Ukraińcach), przez co różnica procentowa wypłat godzinowych była na niekorzyść przyjezdnych.

Mamy również informacje o zarobkach w społecznościach przybyszów z Azji oraz Ameryki Południowej. Raport na temat ich statusu na rynku pracy opracowały firma EWL Group oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Dane pochodzą z roku 2024.

Średnia płaca netto dla tych grup wynosiła wtedy nieco ponad 3800 zł. Dla porównania: wśród Polaków zatrudnionych na umowach o pracę było to 5,9 tys. zł na rękę.

© EWL, SEW UW
© EWL, SEW UW

Dlaczego obcokrajowcy zarabiają u nas mniej?

Tutaj ważna uwaga. Niższe płace migrantów nie muszą być wynikiem dyskryminacji. Są one pochodną obiektywnie gorszej pozycji na rynku. Mamy cztery główne powody tego stanu rzeczy. Po pierwsze, migranci mają niższe płace progowe: są w stanie podjąć zajęcie, które jest nieatrakcyjne płacowo dla miejscowych. Bierze się to z faktu, że znacznie niższa w porównaniu choćby z Polakiem płaca jest i tak zauważalnie wyższa niż ta, którą otrzymywali w swoim rodzimym państwie.

I tak dla przykładu średnia pensja cudzoziemców pochodzących z Azji i Ameryki Łacińskiej w ich ojczyznach (przed migracją oczywiście) wynosiła równowartość od ok. 1000 zł do 1400 zł. Oczywiście realna różnica w sile nabywczej pensji może być zauważalnie niższa z uwagi na droższe dobra i usługi w Polsce niż np. w Ekwadorze.

© EWL, SEW UW

Druga sprawa to znacznie uboższa siatka społeczna. A pamiętajmy, że spora część z nas dostaje pracę nie tylko dlatego, że ma kompetencje, ale również dlatego, że zna osoby, które mogą pośredniczyć w jej zdobyciu. Osoby z zagranicy zazwyczaj nie mają znajomych, którzy pomogliby znaleźć lepszą pracę.

Trzecia kwestia to brak zasobów, które pozwalałyby na "postojowe" w oczekiwaniu na lepiej płatną posadę. Kiedy miejscowy przedstawiciel klasy średniej, ze świadomością niezłych znajomości w branży i z oszczędnościami traci zatrudnienie, może przeczekać kilka tygodni, a czasem nawet miesięcy na możliwie dobrą ofertę. Migrant zazwyczaj tego luksusu nie ma.

Kolejna to oczywiście znajomość języka. W wielu miejscach język jest kluczową kompetencją. Bez niego nie zarobi się zbyt wiele. To też widać w raporcie NBP o Ukraińcach: ci z nich, którzy znają polski, zarabiają w Polsce lepiej niż ci, którzy się go nie nauczyli.

Prawdziwym problemem jest jednak forma umowy. Spośród ponad 1,1 mln cudzoziemców, którzy pracują w Polsce, niemal 40 proc. (425 tys.) jest zatrudnionych na umowach zleceniach. Nie ma żadnych wątpliwości, że ogromna większość z tych umów to po prostu śmieciówki. Czyli sposób pracodawców na obchodzenie Kodeksu pracy, w tym praw do płatnych urlopów, okresów wypowiedzenia czy płatnego zwolnienia chorobowego.

Skąd wiemy, że tak jest? Z pośrednich danych GUS na temat samego stosowania "zleceń". Według danych urzędu, w Polsce w 2025 r. 1,5 mln osób pracowało wyłącznie w takiej formie. Najwięcej zatrudnionych w ten sposób pracowało w takich sektorach jak działalność w zakresie administrowania i działalność wspierająca (tu znajdują się agencje pośrednictwa pracy), handel, opieka zdrowotna i przetwórstwo przemysłowe. Jako żywo, praca w tych miejscach w ogromnej mierze nie jest żadnym "zleceniem". Jest kodeksowym etatem.

Nie wiemy, jak dokładnie wygląda sytuacja z osobami pracującymi na czarno. Mamy jedynie poszlaki. I tak - dobrze Państwo podejrzewają - obcokrajowcy są w ten sposób znacznie częściej zatrudniani niż miejscowi. Otóż w 2025 r. inspektorzy pracy wykryli 13,5 tys. sytuacji, w których nasi rodacy byli zatrudniani bez umowy. Oczywiście to tylko wierzchołek góry lodowej. Ale ta wartość może stanowić pewien benchmark w odniesieniu do "nieprawidłowości" w zatrudnianiu cudzoziemców. W zeszłym roku PIP ujawniła 5,8 tys. przypadków zatrudniania migrantów na czarno. To oczywiście mniejsza liczba niż w przypadku Polaków. Tylko że naszych rodaków aktywnych na rynku pracy jest około 16 mln, a migrantów - trochę ponad milion. Z tego zestawienia można wnosić, że w odniesieniu do liczby pracowników zatrudnianych na czarno obcokrajowców jest kilka razy więcej niż Polaków.

Największym problemem z migrantami na rynku pracy nie jest to, że są oni "roszczeniowi" czy "leniwi". Jest zupełnie odwrotnie: migranci są częściej aktywni zawodowo niż Polacy. Kiedy mają pracę, to pracują dłużej niż my, a wskaźniki bezrobocia mają na poziomie zbliżonym do miejscowych. Problemem jest to, jak są traktowani przez bardzo wielu pracodawców. Ci ostatni, korzystając z gorszej sytuacji cudzoziemców, bardzo często zatrudniają ich na gorszych warunkach i - piszę to z pełną odpowiedzialnością - po prostu ich wyzyskują. Miejmy nadzieję, że inspektorzy pracy wyposażeni w nowe kompetencje nie będą mieli litości dla tego typu januszexów.

Wybrane dla Ciebie