biznes klasa (strona 7 z 12)

Spłonęła fabryka, nikogo nie zwolnił. "Czułem gigantyczny ból"
WIDEO

Spłonęła fabryka, nikogo nie zwolnił. "Czułem gigantyczny ból"

Pod koniec marca 2024 wybuchł groźny pożar w fabryce COBI w Mielcu. Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale straty finansowe były gigantyczne. - W wyniku pożaru ucierpiały dwie hale produkcyjne. Jedna spłonęła i będzie wyłączona z użytku na kilka miesięcy - informowała wówczas firma. W "Biznes Klasie" Robert Podleś, założyciel COBI, wrócił do tych wydarzeń. - O trzeciej nad ranem obudził mnie telefon pracownika i przesyłane zdjęcie. To był gigantyczny pożar, płomienie na 20-30 metrów w górę. 25 jednostek straży pożarnej ten pożar gasiło. Ja byłem wtedy po operacji Achillesa, nie jeździłem wówczas samochodem, ale instynktownie szedłem do tego samochodu i z tą nieczynną nogą pojechałem do fabryki. Byłem tam przed siódmą rano, o kulach, gdzie strażacy dogaszali zgliszcza i jak widziałem ten popiół, wszystko zalane tą masą piany, to świeże pogorzelisko... Czułem gigantyczny ból, byłem przerażony. I ci ludzie, pracownicy, którzy przyszli do pracy i nie wiedzieli, co robić. (...) Nikogo nie zwolniliśmy. Po dwóch miesiącach wróciliśmy do pracy, de facto musieliśmy wrócić do pracy ręcznej, bo maszyny spłonęły - opowiada. COBI to polska marka klocków konstrukcyjnych, która z małej rodzinnej firmy stała się znaczącym graczem w świecie zabawek. Za jej sukcesem stoi Robert Podleś, który przez ponad trzy dekady konsekwentnie rozwijał firmę. Dziś ponad 80 procent produkcji z Mielca wyjeżdża w świat, m.in. do USA, Niemiec.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Odmówił szefowi, bo miał squasha i wyszedł. Finał był zaskakujący
WIDEO

Odmówił szefowi, bo miał squasha i wyszedł. Finał był zaskakujący

"Biznes Klasa" to program money.pl, który ma swoją premierę w każdą niedzielę o godzinie 20. Gościem jednego z odcinków był Piotr Beaupre, prezes Neo Energy Group. Podczas rozmowy przytoczył on historię pracownika, która zmieniła jego myślenie. - Pewien mężczyzna w naszej firmie wychodził z pracy zawsze o piątej, ani minuty wcześniej, ani minuty później, ale zawsze wszystko, co było do zrobienia, było zrobione. Po roku pracy powiedziałem do niego: "słuchaj, musimy na jutro przygotować bardzo ważną projekcję finansową, prosiłbym cię, żebyś mi pomógł". On spojrzał na mnie, spojrzał na zegarek i powiedział" "ale ja mam squasha" i wyszedł. Wtedy pomyślałem, że powinienem go wyrzucić, bo odmówił szefowi, ale bardzo szybko doszedłem do wniosku, że on ma racje. To jest jego wolny czas, który jest mu zapewniony ustawowo, czyli 8 godzin pracy - mówi. Według Beaupre ta sytuacja zmieniła nie tylko jego myślenie, ale jest też dowodem na transformację jaką przeszedł polski rynek pracy, a nawet szerzej - model polskiego kapitalizmu. - Uważam, że to jest taki też symbol dojrzewania tego naszego kapitalizmu, takiego agresywnego. (...) Do tej pory polski kapitalizm budowany był po pierwsze na nieco niższych wynagrodzeniach, po drugie właśnie na tym, że ludzie pracowali więcej godzin. Mówi się, że Polacy pracowali mniej efektywnie w tych godzinach. Trudno mi to tak do końca zaakceptować, ale przyjmuję statystyki - dodaje. Jeśli chcesz zobaczyć najnowsze oferty pracy, kliknij tutaj.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek