rynek mieszkaniowy (strona 4 z 19)

Mieszkanie na wynajem za 1,5 zł miesięcznie. "Są pomysły z komuny, z których warto czerpać"
WIDEO

Mieszkanie na wynajem za 1,5 zł miesięcznie. "Są pomysły z komuny, z których warto czerpać"

Ile kosztowałoby mieszkanie na wynajem, gdyby program wspierany był przez państwo? - Mogę powiedzieć na przykładzie mieszkań budowanych w Warszawie w ostatnich latach, np. na Pradze przy ul. Jagiellońskiej. Tam za 50-metrowe mieszkanie trzeba zapłacić ok 1,5 tys. zł. To jest cena dziś niemożliwa na rynku, ale myślę, że te ceny w przypadku programu wspieranego przez rząd, mogłaby być nawet niższa - powiedział w programie "Newsroom" WP Jan Mencwel, aktywista miejski z warszawskiego ruchu "Miasto jest nasze". - Byłby to sygnał dla rynku i alternatywa dla prywatnego sektora, że cen mieszkań nie można windować w nieskończoność. Takie programy można rożnie kształtować. W Włocławku postawiono na mieszkania na wynajem. Tam postawiono na określone grupy mieszkańców. Bo to zależy od tego, jakich grup, np. zawodowych, w mieście brakuje. Może brakuje pielęgniarek, nauczycieli? Trudno oczekiwać, że wszyscy rzucą się na mieszkania na wynajem. Były kiedyś mieszkania kolejarskie. Zaraz pojawiają się porównania do komuny. Trzeba jednak czerpać z dobrych przykładów. Żoliborz został zbudowany jako takie społeczne, spółdzielcze osiedle przy udziale środków państwowych. Można przenieść ten wzorzec na współczesność. To nie jest komunizm, to jest nowoczesne podejście do mieszkalnictwa, w którym dajemy wybór: albo mieszkanie na kredyt z ryzykiem, być może w wyższym standardzie, albo mieszkanie na wynajem, gdzie nie musimy oddawać większości swojej pensji, by godnie mieszkań - uważa Mencwel.
Adam Janczewski Adam Janczewski
Nowy program mieszkaniowy rządu. Ekspert: pieniądze trafią do kieszeni deweloperów
WIDEO

Nowy program mieszkaniowy rządu. Ekspert: pieniądze trafią do kieszeni deweloperów

500 mln zł - to budżet nowego programu rządu "Mieszkanie na start" tylko na ten rok. W ciągu 10 lat resort ma wpompować w rynek 12-13 mld zł. Do kogo trafią te pieniądze? - One trafią przede wszystkim do kieszeni deweloperów - powiedział w programie "Newsroom" WP Jan Mencwel, aktywista miejski z warszawskiego ruchu „Miasto jest nasze”. - Dzięki nim podniosą się ceny mieszkań, firmy nie zejdą z marż, a będą je wręcz pompować. Szef firmy deweloperskiej zaczyna zastanawiać się, czy zamiast kupować nowy jacht nie lepiej zainwestować w pozyskanie klientów na mieszkania, które już zostały zbudowane. Zmarnujemy miliardy złotych z publicznych pieniędzy na program, który nie poprawi sytuacji mieszkaniowe w Polsce i pogłębi kryzys mieszkaniowy. Polaków jeszcze bardziej nie będzie stać na własne mieszkania. Program dopłat do kredytów doprowadzi do wzrostu cen, to lampka ostrzegawcza dla rządu. Mówi się o tym, że minister Hetman, który nowy program mieszkaniowy rządu ogłosił, nie ustalił jego założeń z partnerem z Lewicy, z Krzysztofem Kukuckim, który mieszkalnictwem miał się zajmować w rządzie. Miał się o wszystkim dowiedzieć z mediów. To źle świadczy. Będziemy namawiać, by rząd się z tego programu wycofał. Nie trzeba pompować tego rynku, dopłacać do kredytu, tylko tak można doprowadzić do spadku cen. Branża deweloperska to jest w tej chwili żyła złota, mieszkania stały się najlepszą inwestycją. Wszyscy wkładają pieniądze w mieszkania, to jest szkodliwe społecznie, a także negatywnie wpływa na gospodarkę – uważa gość Wirtualnej Polski.
Adam Janczewski Adam Janczewski
Plaga "osiedli łanowych". Ekspert: na osiedlach z PRL-u jest dużo lepiej
WIDEO

Plaga "osiedli łanowych". Ekspert: na osiedlach z PRL-u jest dużo lepiej

- Deweloperzy wciąż narzekają na brak procedur. Dla nich najlepiej byłoby, gdyby dostawali ziemię prawie za bezcen i od razu z pozwoleniem na budowę - powiedział w programie "Newsroom" WP Jan Mencwel, aktywista miejski z warszawskiego ruchu "Miasto jest nasze". - Tylko efekt będzie taki, że będziemy mieli coraz więcej patodeweloperki i osiedli, z których wszyscy się śmieją, tzw. osiedli łanowych, czyli domów identycznie wyglądających. To w ogóle nie przypomina struktury miejskiej miejskiej i psuje krajobraz. To nie są też dobre miejsca do mieszkania. A potem okazuje się, że tam nie ma żadnych usług publicznych: sklepów, chodników, przystanku autobusowego. Łupem deweloperów padają też zabytki, które nagle potem płoną. Miasta oddają zabytki deweloperom, a później wyrastają na ich miejscu osiedla deweloperskie. To jest ogromny problem. Dostępność mieszkań jest ograniczona, a do tego to co, pojawia się na rynku, jest poniżej wszelkich standardów. Mikrokawalerki zostały już tak opisane, że sami deweloperzy wstydzą się je tak określać. Ale ta oferta pokazuje, do jakiego punktu dotarliśmy na rynku. Ludzie są tak zdesperowani, by mieć gdzie mieszkać. Młode rodziny wprowadzą się na osiedla i odkrywają, że tam nie ma żadnych usług publicznych, wszędzie muszą dojeżdżać, stać w korkach i jakość życia bardzo spada. Mówi się o blokowiskach z wielkiej płyty i konotacje są negatywne, a to są bardzo dobre miejsca do mieszkania. Wówczas myślano nie tylko o tym, by wybudować budynki, ale żeby przestrzeń była zaplanowana. Są zielone skwery, place zabaw, jest cała infrastruktura. Dziś deweloperzy chcą jedynie sprzedać jak najwięcej metrów kwadratowych. Na Zachodzie jest inne myślenie. Deweloper stawia osiedle, ale oprócz tego musi postawić szkołę, przedszkole, park. To jest standard w Holandii, w Niemczech. Te regulacje sprawiają, że firmy zaczynają się bić o klientów, ceny mieszkań spadają. Tak się stało m.in. w USA - dodaje gość Wirtualnej Polski.