rynek nieruchomości (strona 7 z 21)

Nowy program mieszkaniowy rządu. Ekspert: pieniądze trafią do kieszeni deweloperów
WIDEO

Nowy program mieszkaniowy rządu. Ekspert: pieniądze trafią do kieszeni deweloperów

500 mln zł - to budżet nowego programu rządu "Mieszkanie na start" tylko na ten rok. W ciągu 10 lat resort ma wpompować w rynek 12-13 mld zł. Do kogo trafią te pieniądze? - One trafią przede wszystkim do kieszeni deweloperów - powiedział w programie "Newsroom" WP Jan Mencwel, aktywista miejski z warszawskiego ruchu „Miasto jest nasze”. - Dzięki nim podniosą się ceny mieszkań, firmy nie zejdą z marż, a będą je wręcz pompować. Szef firmy deweloperskiej zaczyna zastanawiać się, czy zamiast kupować nowy jacht nie lepiej zainwestować w pozyskanie klientów na mieszkania, które już zostały zbudowane. Zmarnujemy miliardy złotych z publicznych pieniędzy na program, który nie poprawi sytuacji mieszkaniowe w Polsce i pogłębi kryzys mieszkaniowy. Polaków jeszcze bardziej nie będzie stać na własne mieszkania. Program dopłat do kredytów doprowadzi do wzrostu cen, to lampka ostrzegawcza dla rządu. Mówi się o tym, że minister Hetman, który nowy program mieszkaniowy rządu ogłosił, nie ustalił jego założeń z partnerem z Lewicy, z Krzysztofem Kukuckim, który mieszkalnictwem miał się zajmować w rządzie. Miał się o wszystkim dowiedzieć z mediów. To źle świadczy. Będziemy namawiać, by rząd się z tego programu wycofał. Nie trzeba pompować tego rynku, dopłacać do kredytu, tylko tak można doprowadzić do spadku cen. Branża deweloperska to jest w tej chwili żyła złota, mieszkania stały się najlepszą inwestycją. Wszyscy wkładają pieniądze w mieszkania, to jest szkodliwe społecznie, a także negatywnie wpływa na gospodarkę – uważa gość Wirtualnej Polski.
Adam Janczewski Adam Janczewski
Plaga "osiedli łanowych". Ekspert: na osiedlach z PRL-u jest dużo lepiej
WIDEO

Plaga "osiedli łanowych". Ekspert: na osiedlach z PRL-u jest dużo lepiej

- Deweloperzy wciąż narzekają na brak procedur. Dla nich najlepiej byłoby, gdyby dostawali ziemię prawie za bezcen i od razu z pozwoleniem na budowę - powiedział w programie "Newsroom" WP Jan Mencwel, aktywista miejski z warszawskiego ruchu "Miasto jest nasze". - Tylko efekt będzie taki, że będziemy mieli coraz więcej patodeweloperki i osiedli, z których wszyscy się śmieją, tzw. osiedli łanowych, czyli domów identycznie wyglądających. To w ogóle nie przypomina struktury miejskiej miejskiej i psuje krajobraz. To nie są też dobre miejsca do mieszkania. A potem okazuje się, że tam nie ma żadnych usług publicznych: sklepów, chodników, przystanku autobusowego. Łupem deweloperów padają też zabytki, które nagle potem płoną. Miasta oddają zabytki deweloperom, a później wyrastają na ich miejscu osiedla deweloperskie. To jest ogromny problem. Dostępność mieszkań jest ograniczona, a do tego to co, pojawia się na rynku, jest poniżej wszelkich standardów. Mikrokawalerki zostały już tak opisane, że sami deweloperzy wstydzą się je tak określać. Ale ta oferta pokazuje, do jakiego punktu dotarliśmy na rynku. Ludzie są tak zdesperowani, by mieć gdzie mieszkać. Młode rodziny wprowadzą się na osiedla i odkrywają, że tam nie ma żadnych usług publicznych, wszędzie muszą dojeżdżać, stać w korkach i jakość życia bardzo spada. Mówi się o blokowiskach z wielkiej płyty i konotacje są negatywne, a to są bardzo dobre miejsca do mieszkania. Wówczas myślano nie tylko o tym, by wybudować budynki, ale żeby przestrzeń była zaplanowana. Są zielone skwery, place zabaw, jest cała infrastruktura. Dziś deweloperzy chcą jedynie sprzedać jak najwięcej metrów kwadratowych. Na Zachodzie jest inne myślenie. Deweloper stawia osiedle, ale oprócz tego musi postawić szkołę, przedszkole, park. To jest standard w Holandii, w Niemczech. Te regulacje sprawiają, że firmy zaczynają się bić o klientów, ceny mieszkań spadają. Tak się stało m.in. w USA - dodaje gość Wirtualnej Polski.
Ceny w Niemczech doszły do ściany. Firmy upadają. "Alarm dla Polski"
WIDEO

Ceny w Niemczech doszły do ściany. Firmy upadają. "Alarm dla Polski"

- Niemcy borykają się z największą recesją w budownictwie w tym stuleciu. Tam kluczowy jest problem kosztowy. Koszt budowy doszedł już do ściany i rynek nie jest w stanie już zaakceptować poziomu cen. Myślę, że to samo może czekać nas w Polsce - powiedział w programie "Newsroom" WP Tomasz Narkun, inwestor i analityk rynku nieruchomości. - Deweloperzy bardzo ograniczyli budowy i są pierwsze duże upadłości firm. Im po prostu nie opłaca się budować. Rynek ze względu na wysokie stopy procentowe doszedł do kresu siły nabywczej. I to się wszystko rozjechało. Nic się nie sprzedaje. Ciekawe, że ceny spadły od 10 do 15 proc. Powód? Dużo zrobiły unijne wymogi energetyczne. Największe spadki widzimy na rynku wtórnym. Nowe przepisy mówią o tym, że jeśli chcemy kupić stary dom, to są tylko 3 lata na dostosowanie go do nowych norm. To oznacza ok. 300-400 tys. zł, które trzeba przeznaczyć na renowację. I ceny zaczynają się urealniać. Dziś nikt w Polsce o tym nie myśli. Ludzie kupują dom w zabudowie szeregowej i myślą, że przez lata będą na spokojnie sobie w nim różne rzeczy remontować. Tymczasem ten czas będzie gonił. Poza tym w najbliższym czasie ma się pojawić zakaz ogrzewania domów piecami gazowymi. To kolejny problem. Będą także podatki od ogrzewania. To wszystko wpłynie na rynek wtórny. On się bardzo rozjedzie z rynkiem pierwotnym. Będzie tu duże rozwarstwienie - prognozuje ekspert.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Nowy program mieszkaniowy rządu już pewny. Ekspert: rynek przejęli spekulanci
WIDEO

Nowy program mieszkaniowy rządu już pewny. Ekspert: rynek przejęli spekulanci

Rząd Donalda Tuska pracuje nad nowym programem mieszkaniowym, który zastąpi Bezpieczny Kredyt 2 proc. wdrożony przez poprzednią władzę. To dobry pomysł? - To zależy dla kogo. Cieszą się kupujący, których nowy program obejmie i sprzedający, których oferta zmieści się w kryteriach - powiedział w programie "Newsroom" WP Tomasz Narkun, inwestor i analityk rynku nieruchomości. - Dziś jesteśmy w takiej fazie cyklu na rynku nieruchomości, która jest przepełniona spekulacjami. To się powtarza i zawsze rozpala opinię publiczną. Mamy na rynku dość wysokie ceny, jak na polskie realia. Ale to nie jest tak, że tylko kredyt 2 proc., czy inne programy mieszkaniowe, które się pojawią, wpływają na wzrost cen. W grę wchodzi wiele czynników. Nikt nie mówi o tym, że mamy dziś „Rzeczpospolitą Spekulacyjną” na rynku nieruchomości. Era łatwego zarobku na tym rynku sprawiła, że spekulantów jest coraz więcej. Mieszkania zamiast trafiać do ludzi, którzy ich najbardziej potrzebują, są hurtem wykupywane przez inwestorów, którzy nimi o obracają. Wykupują pół bloku, a to podbija ceny. Nieruchomości w Polsce stały się obiektem dużych spekulacji. Piłkarze, sportowcy, dziennikarze - wszyscy dziś mówią o nieruchomościach. Ekonomiści zachęcają do inwestowania w mieszkania. Nikt nie przyjmuje już do wiadomości, że ceny mogą spaść. Kolejne osoby wchodzą na rynek i chcą na nim zarobić. Ale moim zdaniem już niedługo wszyscy przekonamy się, że nie jest to już tak łatwy pieniądz jak dotychczas - uważa ekspert.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga