wybory (strona 26 z 180)

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."
WIDEO

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."

Bilion złotych - to łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej. Tak wynika z wyliczeń money.pl i Forum Obywatelskiego Rozwoju. - To gigantyczna kwota, która pokazuje, że politycy mieli wyjątkowy rozmach. Obiecali nam wszystko, wręcz złote góry - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Jako redakcja uznaliśmy, że trzeba to policzyć, bo taka jest nasza rola. Musimy patrzeć politykom na ręce. Tym bardziej, że politycy prawie nigdy nie mówią o tym, skąd na spełnienie obietnic wziąć pieniądze. Dlatego zachęcam do odwiedzenia strony wybory2023.money.pl, by dowiedzieć się, jaka jest prawda. Każda z tych partii zaproponowała ogromny wzrost wydatków publicznych w najbliższym czasie. Mówimy tak naprawdę o ogromnej dziurze w finansach publicznych - dodał Łukasz Kijek. - Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców - powiedział Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 proc. PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł. Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 proc. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? - zastanawia się ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Najdroższe obietnice PO i PiS. Jeden wspólny program. "Zagadka"
WIDEO

Najdroższe obietnice PO i PiS. Jeden wspólny program. "Zagadka"

- Dwa kluczowe ugrupowania polityczne, czyli PiS i PO, przedstawiły swój program wyborczy na niespełna miesiąc przed wyborami - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, redaktor naczelny money.pl. - To zaskakujące, że wyborcy musieli tak długo czekać na konkrety PO i pomysły PiS. Największe koszty wiążą się oczywiście z obietnicą rozbudowy armii. To oczywiście ważny temat, ale pojawia się pytanie o finansowanie. Dowiadujemy się, że jest jakiś kredyt w Korei Południowej, ale nic nie wiemy o tym, jakie będą jego koszty. Jest dużo obietnic, które dobrze wyglądają na papierze, natomiast na koniec nie ma rzetelnej odpowiedzi na pytanie, skąd znajdą się na to pieniądze. Jeśli chodzi o Platformę to najbardziej kosztowne jest podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł. KO także obiecuje dopłatę do czynszu 600 zł. Jest też program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”. PO chce, żeby to było 0 proc. To ogromny koszt dla całego sektora. Do tego duże podwyżki dla budżetówki. Są też mniejsze konkrety, takie jak rozliczenie Daniela Obajtka, które zostały do programu wpisane trochę na siłę - ocenia Łukasz Kijek. - My z kolei przyglądamy się temu, co zostało zapisane w projekcie budżetu na przyszły rok i przewidujemy, co się w nim znajdzie, mimo że na razie tego nie widzimy - dodaje Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Z pewnością po zapowiedzi Magdaleny Rzeczkowskiej, minister finansów, zostanie przedłużona tarczy antyinflacyjna. Do tego pojawiła się obietnica poprawienia posiłków w szpitalach, czy rewitalizacji bloków z wielkiej płyty. Myśmy to wszystko podliczyli. Do tego doliczyliśmy wydatki, które zostały wyprowadzone poza budżet. Jeśli chodzi o opozycję, to faktycznie program tanich kredytów jest wielką zagadką. Już w tej chwili wniosków jest tyle, że system jest zablokowany i limity są niewystarczające. Pytanie, czy program będzie rozszerzany? Jeśli tak, to rachunek kosztów obietnic diametralnie rośnie po obu stronach sceny politycznej - zaznacza ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Jeden temat rozgrzeje debatę. Donald Tusk ma koronny argument
WIDEO

Jeden temat rozgrzeje debatę. Donald Tusk ma koronny argument

- Jestem pewny, że w dzisiejszej debacie przedwyborczej pojawi się ze strony premiera Mateusza Morawieckiego wątek straszenia wyborców opozycją, która odbierze 800 plus, podniesie wiek emerytalny, zabierze wszelkie świadczenia i benefity - powiedział w programie "Newsroom" WP Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Z drugiej strony Donald Tusk będzie mówił, że to wszystko, co robił przed 2015 r., to były pomysły, które popierał sam Morawiecki jako jego doradca. Prawda jest taka, że mamy w Polsce ten wiek emerytalny na jednym z najniższych poziomów w UE. Nie ma już merytorycznej dyskusji o tym, jak powinien wyglądać system emerytalny, służba zdrowia. W tej drugiej sprawie jedyny pomysł, jaki się pojawia, to zasypanie system pieniędzmi, a to nie jest rozwiązanie - dodał ekspert. - Ubolewam, że w całej tej kampanii wyborczej nie ma tematów ważnych dla Polaków. Zwróćmy uwagę na to, że nie ma tematu inflacji, a to tę kwestię Polacy wskazują jako najbardziej wartą poruszania w kampanii. Nikt nie mówi o tym, jak po wyborach rządzący zamierzają nas wyprowadzić z tej wysokiej inflacji - podkreśla Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Politycy wciąż zrzucają odpowiedzialność wyłącznie na NBP, tymczasem rząd ma w tej sprawie także bardzo wiele do zrobienia. Ja bym oczekiwał, że ta rozmowa będzie na poważne tematy. Tymczasem jestem już w tej chwili w stanie przewidzieć pytania, które padną. Wiek emerytalny - to łatwa i trudna "piłka" dla Mateusza Morawieckiego. O tym mówił już mój przedmówca. To będzie taka przepychanka, wymiana ciosów. Pojawi się temat prywatyzacji i wyprzedaży majątku polskiego. Nie będzie interakcji, zatem spodziewam się wymiany zdań. Dlatego uważam, że tam nie będzie odpowiedzi na pytania, raczej wygłaszanie swoim komunikatów. Według mnie Donald Tusk za to, że zdecydował się pójść do TVP i stanąć w debacie, ma na starcie lekką przewagę nad premierem Morawieckim. Ubolewam jednak strasznie, że to tak wygląda. We Francji na finiszu kampanii przed wyborami prezydenckimi odbyła się prawie dwugodzinna debata. To była prawdziwa potyczka, starcie polityków, merytoryczna dyskusja. Na koniec wychodzi ze mnie marzyciel, ale właśnie takiej debaty chciałbym w Polsce. Na tym przecież polega demokracja - dodaje Kijek.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek