Całkowity zakaz. UE chce wykluczenia przewozu ropy z Rosji. Polska ważnym graczem
Unia Europejska przygotowuje kolejne uderzenie w rosyjskie interesy. Głos z Polski jest tu bardzo istotny. Plan zakłada objęcie całkowitym zakazem świadczenia przewozów rosyjskiej ropy przez kraje UE. – To ograniczy Rosji możliwości manewru – ocenia dr Damian Szacawa, analityk Instytutu Europy Środkowej.
Europa szykuje finansowe uderzenie w Rosję. Zamierza dokręcić śrubę sankcji w ramach 20. pakietu, który ma zostać uruchomiony w czwartą rocznicę napaści na Ukrainę. Komisja Europejska konsultuje rozwiązania z krajami członkowskimi. W piątek, według informacji pozyskanych przez RMF FM od unijnego dyplomaty, rozpocznie poufne konsultacje z Polską.
Nasz głos jest tu bardzo istotny. Rozmowy mają dotyczyć zastąpienia limitu cenowego (tzw. price cap), nałożonego przez UE na rosyjską ropę, całkowitym zakazem jej przewozów przez państwa UE.
W czwartek doniesienia te potwierdził będący w Brukseli minister spraw zagranicznych Francji Jean-Noel Barrot. – Kontynuujemy prace, by 20. pakiet sankcji wobec Rosji był równie surowy jak dwa poprzednie, a w szczególności pracujemy nad zakazem świadczenia wszelkich usług morskich, aby uniemożliwić ruch statków floty cieni – powiedział Barrot.
90 miliardów złotych odsetek. Znany analityk o zadłużeniu Polski
Całkowity zakaz oznaczałby, że europejskie firmy nie mogłyby ubezpieczać, serwisować ani obsługiwać technicznie żadnych statków transportujących rosyjską ropę. Cena zakupu surowca nie miałaby tu znaczenia. Europejskie statki nie mogłyby już uczestniczyć w transporcie rosyjskiego surowca, a jednostki spoza UE straciłyby dostęp do europejskich usług.
"Kolejny stopień nacisku"
Unia Europejska wprowadziła mechanizm pułapu cenowego jeszcze w 2022 roku. W kolejnych pakietach go modyfikowała. Po nałożeniu 5 grudnia 2022 r. embarga na sprowadzaną do UE drogą morską rosyjską ropę naftową, limit dotyczył maksymalnej ceny jej zakupu przez kraje trzecie w celach transportu.
W praktyce oznaczało to, że rosyjska ropa mogła być wożona również przez europejskich armatorów, jeśli trafiała do krajów innych niż UE oraz jeśli cena jej zakupu była poniżej ustalonego progu. Miało to zapobiec nagłym wahnięciom na światowych rynkach naftowych, do których na pewno by doszło, gdyby rosyjski surowiec został nagle całkowicie wyrugowany.
Problem w tym, że często mechanizm ten nie nadążał za spadkami cen ropy, a jego egzekwowanie nie zawsze było skuteczne. Co więcej, Rosja wynajęła tankowce tzw. floty cieni, które wożą naruszające sankcje ładunki. W odpowiedzi Bruksela zaczęła rozszerzać czarną listę tankowców objętych sankcjami.
W lipcu 2025 r. obniżyła pułap cen ropy naftowej z 60 dol. za baryłkę do 47,6 dol. za baryłkę, aby dostosować go do ówczesnych światowych cen, a na początku 2026 r. ustanowiła próg 44,1 dol. za baryłkę, który ma obowiązywać od lutego.
Sankcje nie przynoszą efektów od razu. Ich siła oddziaływania jest widoczna po czasie. Dopiero teraz możemy obserwować skutki. Rosyjska gospodarka bardzo na nich ucierpiała. Mimo że Moskwa stara się ukryć ten fakt, sankcje pogrążają ten kraj – mówi w rozmowie z money.pl dr Damian Szacawa, adiunkt w Instytucie Stosunków Międzynarodowych UMCS oraz starszy analityk w Zespole Bałtyckim Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.
Według Szacawy zastąpienie price capu całkowitym zakazem transportu rosyjskiej ropy naftowej przez armatorów z UE będzie następną zapadką w mechanizmie sankcyjnym. – To kolejny stopień nacisku. Ograniczy Rosji możliwości manewru – podkreśla nasz rozmówca.
Jednostki kontrolowane przez firmy z UE wciąż pomagają Rosji w eksporcie ropy
Jak wynika z danych firmy analitycznej Windward oraz raportów Komisji Europejskiej, około 33 proc. rosyjskiej ropy eksportowane jest z pomocą jednostek kontrolowanych przez firmy z UE.
Szacuje się, że w październiku 2025 r. jedynie ok. 35 proc. statków przewożących rosyjską ropę przestrzegało limitu cenowego, pozostałe należały do tzw. floty cieni.
Polska jest na "tak"
Zarówno Polska, jak i kraje rejonu Morza Bałtyckiego oraz Północnego, poprą zapis ograniczający możliwość handlu morskiego rosyjską ropą. Jak wielokrotnie pisaliśmy, to właśnie ten region pozostaje kluczowym korytarzem eksportu rosyjskiego surowca i produktów naftowych.
Dr Szymon Kardaś z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych wyjaśniał w rozmowie z money.pl, że udział portów bałtyckich w eksporcie drogą morską stanowi około 50 proc. wysyłanych wolumenów.
Odpowiadają za nie dwa ważne rosyjskie porty. Primorsk eksportujący według najnowszych danych 922 tys. baryłek dziennie oraz Ust-Ługa pod Petersburgiem wysyłający w świat 490 tys. baryłek dziennie.
– Pozostałe, jak Noworosyjsk (jeden z największych portów w basenie Morza Czarnego – red.), odpowiada za eksport 487 tys. baryłek dziennie, a Kozmino (terminal naftowy położony nad Morzem Japońskim, blisko granicy z Chinami i Koreą Północną – red.) 945 tys. baryłek dziennie – tłumaczył analityk Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych.
Może być odpór
Problem w tym, że w UE jest kilka państw, które będą hamulcowymi dla kolejnych ograniczeń. Przypomnijmy, że Grecja, obok Cypru i Malty, była do tej pory głównym przeciwnikiem ograniczeń dotyczących transportu morskiego rosyjskiej ropy naftowej. Ma w tym swoje interesy. Grecka żegluga jest jednym z kluczowych filarów tamtejszej gospodarki, a gigantyczna flota tankowców przynosi miliardowe zyski.
– Unię stanowi 27 państw i są w niej różnice stanowisk, różne interesy w grze. Nie wiem, czy pozycja Komisji Europejskiej zostanie tak gładko przyjęta przez państwa w Radzie Europejskiej. Malta, Cypr i Grecja zarabiają na frachcie – potwierdza dr Szacawa.
Kraje te mogą obawiać się negatywnych skutków dla własnych przedsiębiorstw morskich. Greckie statki kontrolują około 20 proc. globalnej światowej floty (w odniesieniu do tonażu). Według raportów McKinsey działalność tamtejszych armatorów, usług morskich, transportu i pokrewnych usług generuje ok. 7 proc. PKB.
Grecja ma około 4870 dużych statków handlowych (o tonażu ponad 1000 GRT), z czego więcej niż 1/5 to właśnie tankowce – wynika z raportów UNCTAD i Clarksons. Flota handlowa dużo mniejszego Cypru w 2025 roku według UNCTAD (szacowana w oparciu o raporty firmy Statbase) to około 415 statków handlowych, w tym także tankowców. Malta natomiast, według starszych danych, posiadała około 1196 statków. Wszystkie trzy kraje były zaangażowane w transport rosyjskich surowców.
Czasu jest niewiele
Źródła unijne wskazują, że fakt sprawowania przez Cypr prezydencji w UE może ograniczyć możliwość blokowania kompromisu. Czasu jest niewiele, bo KE chce ogłosić 20. pakiet sankcji 24 lutego – to data pełnoskalowej rosyjskiej inwazji.
– Od determinacji Europy będzie zależeć skuteczność egzekwowania tych sankcji. Ale to zacięty wyścig z Rosją, która stale dostosowuje się do obostrzeń i szuka luk do ich obchodzenia – przypomina dr Szacawa.
Podkreśla, że Europa musi się otrząsnąć z letargu i podejmować zgodne z własnym interesem decyzje, bo sytuacja szybko się zmienia, a stare sojusze poddawane są poważnym próbom.
– Zmienia się podejście USA – pod przywództwem Trumpa i jego doradców z ruchu MAGA – do NATO i samej Europy. Jak mówiła Kaja Kallas, "Europa musi się zmobilizować. Musi dostosować się do nowych realiów". A to oznacza, że musi podejmować odważne decyzje, nie oglądając się na USA i brać za nie odpowiedzialność – stwierdza analityk IEŚ.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl