Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|
aktualizacja

Gospodarka ostro hamuje, firmy tną koszty. Rynek pracy czeka zimny prysznic

198
Podziel się:

Najnowsze dane dotyczące planów firm związanych z zatrudnieniem są pesymistyczne. Z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że po raz pierwszy od miesięcy liczba przedsiębiorstw, które planują zwalniać pracowników, jest większa od tych, które chcą zatrudniać. Najgorzej jest w przemyśle, który odczuwa już skutki energetycznego kryzysu. Eksperci twierdzą wprawdzie, że wzrost bezrobocia nam nie grozi, firmy szykują się jednak na pogorszenie koniunktury, czego odzwierciedleniem jest spadek liczby wakatów.

Gospodarka ostro hamuje, firmy tną koszty. Rynek pracy czeka zimny prysznic
Coraz więcej firm z sektora przemysłu deklaruje, że będzie zwalniać pracowników. fot. Adobe Stock. (Licencjodawca)

Ze wstępnych szacunków GUS wynika, że Polska zanotowała spadek PKB w drugim kwartale w porównaniu z pierwszym kwartałem o 2,3 proc., a rok do roku nasza gospodarka powiększyła się o 5,3 proc. W tej chwili jesteśmy liderem w UE pod względem spadku PKB w ostatnim kwartale.

Bogusław Grabowski, ekonomista i były członek Rady Polityki Pieniężnej w latach 1998-2004 (z rekomendacji AWS), w rozmowie z money.pl wskazuje, że "ten rekordowy odczyt jest tragiczny" , a "polska gospodarka wpłynęła na mieliznę, z której wyciągana będzie bardzo długo".

Jeżeli zawirowania gospodarcze się pogłębią, firmy będą zwalniać

Eksperci nie mają wątpliwości, że powoli wchodzimy w okres stagflacji, co negatywnie odbije się także na rynku pracy. O tym, że nie zmierza on w dobrym kierunku, wskazują także m.in. badania koniunktury, która pogorszyła się zwłaszcza w przemyśle.

Pisaliśmy o tym już miesiąc temu. Eksperci zwracali wówczas uwagę także na to, że tempo wzrostu płac nie nadąża za inflacją. W efekcie prognozowali, że jeśli w kolejnych miesiącach zawirowania gospodarcze się pogłębią, firmy zaczną zwalniać.

Wygląda na to, że ten scenariusz się spełnia. Na rynku pracy widać już symptomy spowolnienia gospodarczego. Potwierdzają to eksperci Polskiego Instytutu Ekonomicznego w najnowszym Tygodniku Gospodarczym PIE. Wynika z niego, że po raz pierwszy do wielu miesięcy, w sierpniu więcej przedsiębiorców planowało w najbliższych miesiącach zwolnienia (12 proc.) niż zatrudnienie pracowników (10 proc.).

Doszło więc do odwrócenia trendu z początku roku, gdy zatrudnienia przeważały nad zwolnieniami. PIE informuje także, że od początku roku rośnie także udział firm, które deklarują zwolnienia i jednocześnie maleje odsetek przedsiębiorców, który chcą zatrudniać.

W najgorszej sytuacji jest sektor przemysłu

Najwięcej zwolnień planują w tej chwili mikro i małe przedsiębiorstwa z sektora produkcji, TSL (transport, spedycja, logistyka) i usług. Z kolei średnie i duże firmy oraz budownictwo wciąż chętniej zatrudniają niż zwalniają.

W gorszej sytuacji jest sektor produkcji. Firmy z tego segmentu częściej planują zwolnienia niż zwiększanie zatrudnienia. Z raportu PIE wynika także, że ponad połowa firm planujących zwolnienia doświadcza także spadku sprzedaży (55 proc.) i liczby nowych zamówień (52 proc.).

Spowolnienie gospodarcze ma jednak największy wpływ na spadek popytu w przemyśle. Przekłada się to także na sytuację firm z tego segmentu, które tracą płynność finansową. Kolejną złą wiadomością jest także fakt, że firmy przemysłowe, nie mają również środków na realizację nowych inwestycji.

Wzrost bezrobocia jednak nam nie grozi

Czy te dane zapowiadają poważniejsze "tąpnięcie" na rynku pracy? Zdaniem ekspertów na razie nie ma powodu do niepokoju, bo obecna sytuacja nie ma wpływu na wskaźnik bezrobocia. Przypomnijmy, w lipcu stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła w Polsce jedynie 4,9 proc., czyli tyle samo, co miesiąc wcześniej. Jest to jednocześnie najniższy wynik od ponad trzech dekad. Jednocześnie z danych Eurostatu wynika, że bezrobocie w Polsce w czerwcu należało do najniższych w Europie i wynosiło 2,7 proc.

Niepokoi jednak coś innego. Z danych firmy Grant Thornton wynika, że lipiec był trzecim miesiącem z rzędu, w którym spadała liczba nowych ofert pracy. W stosunku do poprzedniego miesiąca był to spadek o 0,1 proc., ale już w porównaniu z lipcem zeszłego roku aż o 6,3 proc. Spadek w stosunku do czerwca 2022 r. był niewielki, natomiast większy w porównaniu z ubiegłym rokiem, co wynika z zarazem rekordowej liczby ofert pracy w 2021 roku.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Gdzie największe wzrosty cen? "Drożeje właściwie wszystko"

Przemysł był "stabilizatorem" koniunktury w Polsce

Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego uważa, że obecna sytuacja na rynku pracy, to rezultat tego, że firmy zaczynają już odczuwać wzrost cen surowców energetycznych, co przekłada się na rosnące koszty przedsiębiorstw. Jednak najmocniej odczuwa to sektor przemysłu, który jest jedną z najbardziej energochłonnych branż.

- Jest to o tyle istotne, że przemysł do tej pory był "stabilizatorem" koniunktury w Polsce, zwłaszcza w okresie pandemicznego kryzysu. Warto także pamiętać, że sektor przemysłu jest także największym pracodawcą w Polsce. Jedna piąta całkowitego zatrudnienia w Polsce przypada na sektor przemysłu – mówi.

Jego zdaniem w najbliższym czasie, kluczowe będzie także to, jaka będzie kondycja niemieckiej gospodarki. Dodaje, że skutki kryzysu energetycznego dotykają nie tylko polski przemysł.

Jak wiadomo, podczas pandemii na całym świecie konsumenci wydawali więcej pieniędzy na zakup tzw. środków trwałych – częściej niż zwykle kupowali meble, wyposażenie wnętrz i elektronikę, natomiast struktura wydatków zmniejszyła się np. w turystyce i usługach. Przekładało się to globalnie ożywienie przemysłu.

Z kolei wraz ze zniesieniem lockdownów, kondycja sektora przemysłu zaczęła się pogarszać. Powód? Popyt był tak duży, że przemysł nie był w stanie obsłużyć zwiększonej liczby zamówień.

- Skutkiem był szok podażowy, który obserwowaliśmy w ubiegłym roku. Dzisiaj mamy jednak do czynienia z inną sytuacją. Sektor przemysłu boryka się z coraz wyższymi kosztami energii. Z naszych badań wynika, że dla branży przemysłu jest to w tej chwili kluczowa bariera – mówi Andrzej Kubisiak.

Rynek pracy jest przegrzany, czeka go "zimny prysznic"

Z raportu PIE wynika także, że obecnie firmy ostrożniej planują zatrudnienie. Zdaniem naszego rozmówcy, to niekoniecznie zła wiadomość. - Rynek pracy był do tej pory mocno rozgrzany, obecnie koniunktura się pogorszyła. Jednocześnie wciąż mamy niską stopę bezrobocia i rekordową pulę wakatów w gospodarce. Wysoki popyt przy kurczącej się dostępnej liczbie dostępnych pracowników doprowadził do przegrzania rynku pracy, co doświadczaliśmy w pierwszej połowie roku – komentuje ekspert PIE.

Jego zdaniem w praktyce firmy będą w mniejszym stopniu kreowały nowe miejsca pracy, niektóre będą także zmniejszały poziom zatrudnienia, co wcale nie oznacza, że nie będą kreowały nowych miejsc pracy w przyszłości.

Pracownicy, którzy tracą pracę wciąż mają duże szanse na znalezienie nowej

Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad również potwierdza, że w drugim półroczu zmalał odsetek firm planujących zatrudnić nowych pracowników. Informuje także, że rośnie grupa pracodawców, którzy w dziedzinie zatrudnienia nie planują żadnych działań. Według Randstad jest to już 69 proc. firm.

- Można się więc spodziewać, że do końca roku wzrośnie liczba pracodawców, którzy pozostawią zatrudnienie na dotychczasowym poziomie – komentuje Mateusz Żydek.

Zdaniem naszego rozmówcy, nie są to jednak alarmujące dane, nie będą więc miały one wpływu na wzrost stopy bezrobocia. – Wiele wskazuje na to, że pracodawcy deklarujący redukcję etatów mówią raczej o pojedynczych etatach niż zwolnieniach grupowych. Ponadto wciąż jest wiele firm i sektorów, które prowadzą działania rekrutacyjne bez powodzenia – informuje rzecznik firmy Randstad.

Dodaje, że pracownicy, którzy utracą dotychczasowe zatrudnienie, wciąż będą mieli szansę na znalezienie nowej pracy. Ponad 88 proc. badanych przez Randstad uważa, że w ciągu pół roku jest w stanie znaleźć nowe zatrudnienie.

Wyzwaniem może być jednak rozdźwięk pomiędzy wymaganiami pracodawców a kompetencjami pracowników. Dodatkowo dostępne oferty mogą być mniej atrakcyjne niż przed paroma miesiącami. Dla osób, które straciły pracę, może to oznaczać pogorszenie warunków zatrudnienia, poziomu wynagrodzenia i oferowanych świadczeń.

Mateusz Żydek zwraca także uwagę na fakt, że trudności ze znalezieniem pracy mogą pojawić się w regionach, gdzie dominuje jeden duży pracodawca. - Pracownicy, którzy stracą zatrudnienie w takich firmach, mogą mieć ograniczoną liczbę ofert pracy na lokalnym rynku – twierdzi nasz rozmówca.

Niektóre firmy będą rezygnowały z produkcji

Eksperci są jednocześnie zgodni, że wzrost cen surowców energetycznych najmocniej dotyka przemysł. - Już, co drugi badany przez nas pracodawca z branży przemysłowej prognozuje w Polsce recesję. Niektóre firmy mogą w efekcie zrezygnować z części produkcji, a to może mieć wpływ na ograniczenie zatrudnienia – wskazuje rzecznik prasowy firmy Randstad.

Jego zdaniem drugim czynnikiem, który ma negatywny wpływ na sytuację przemysłowego sektora, są problemy z łańcuchami dostaw, chodzi m.in. o dostawy surowców i podzespołów pochodzących m.in. z Azji. - Może mieć to wpływ na przestoje, a tym samym zmniejszone zapotrzebowanie na pracowników – dodaje nasz rozmówca.

Mateusz Żydek uważa także, że na sytuację polskich pracodawców będzie miała także wpływ tzw. konsumpcja wewnętrzna.

- W obliczu rosnących kosztów życia część konsumentów może zrezygnować z zakupu mniej potrzebnych dóbr. Dotyczyć to będzie elektroniki, samochodów, mebli czy materiałów budowlanych. Te zmiany w konsumpcji wpływać będą nie tylko na branżę produkcyjną, ale także na część handlu detalicznego, w tym e-commerce, a także pośrednio na branżę logistyczną – podsumowuje.

Dla przedsiębiorców liczy się stabilność, której brakuje

Z kolei Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan jest optymistą. Jego zdaniem nasz rynek pracy jest wciąż stabilny i odporny na gospodarcze zawirowania, w kraju, jak i za granicą. Dlatego na spowolnienie gospodarcze będzie reagował z opóźnieniem.

Ekspert zwraca także uwagę na fakt, że nasz rynek pracy nie jest jednolity, dlatego wiele zależy od sektora działalności gospodarczej, który uwzględniany jest w badaniu.

- W praktyce, w dalszym ciągu wiele zakładów produkcyjnych informuje nas o trudnościach w obsadzeniu wakatów, nie wspominając o sektorze IT czy transporcie drogowym. Dlatego dane dotyczące wzrostu liczby osób tracących pracę, odzwierciedlają raczej ostrożność pracodawców, która wynika z niepewnej sytuacji gospodarczej. Dla firm istotna jest stabilność i przewidywalność, a tej brak – komentuje.

Dodaje jednocześnie, że z danych Konfederacji Lewiatan wynika, że aż 72 proc. przedsiębiorców ocenia, że w ostatnich sześciu miesiącach, pogorszyły się ich warunki prowadzenia biznesu.

- Wiele firm wciąż odczuwa skutki zmiany w łańcuchach dostaw, utraty rynków i kontrahentów w wyniku wojny w Ukrainie. Nie wiemy, jak będą rosły koszty działalności gospodarczej, szczególnie w związku ze wzrostem kosztów energii, wysokich cen towarów i usług. Kluczowe pytanie, w jakim stopniu firmy oceniają tę sytuację jako przejściową, pozostaje otwarte – podsumowuje.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
praca
rynek pracy
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(198)
Heinz
miesiąc temu
To sa proste skutki blednej politki wladz Polski wobec sporu Ukrainy z Rosja o terytoria gdyz popieranie Ukrainy, ktory wymusila na Rosji podejcie wojennego sposbu rozwiazania problemu, bylo tragicznym BLEDEM albowiem nalezalo ZMUSIC Ukraincow do pokojowej regulacji sporu terytorialnego a nie popierac BANDYTYZM gdzie ten Kto wcale nie musi miec racji ale ma przewage militarna nad tym Kto ma racje z latwoscia Go pokona i zagarnie jak ZLODZIEJ-RABUS cudza wlasnosc tym bardziej ze USA we wlasnym interesie jakim jest oslabienia albo i likwidacja panstwa o nazwie Rosja popiera taki BANDYTYZM dostarczajac bron stronie postepujacej po BANDYCKU. I za te bledy placa Polacy bo takie elity sobie na swoja ZGUBE nasadzily na swoje,, karkuwy,,.
PaPazjan
miesiąc temu
To jest planowa polityka PISu , aby zukrainizować Polskę
niespodzianka
miesiąc temu
Co niektórzy myśleli, że można się bez końca zadłużać i żyć za cudze, a tu nadchodzi niespodzianka.
Legion
miesiąc temu
Banksterka idisz dołuje polskiego złotego . Wstrzymać się ze wszystkimi zakupami od zachodu . Odczują to na swoich gospodarkach na 100% .
Artek
miesiąc temu
W pierwszej kolejności zwalniać pisiorow , wyznawców Rydzyka , zamiłowanych w klerze ! Wszyscy ww. zasłużyli na bezrobocie jak nikt inny w tym kraju .
...
Następna strona