Majorka: Bunt przeciw turystom. Szykują paraliż w sezonie
Rosnące ceny najmu i nieruchomości wypychają mieszkańców Majorki z ich własnej wyspy. Zmęczeni masową turystyką obywatele zapowiadają na koniec lipca potężny protest w stolicy regionu. Akcja w szczycie sezonu wakacyjnego może doprowadzić do paraliżu komunikacyjnego.
Napięcie na jednej z najpopularniejszych europejskich wysp wakacyjnych sięga zenitu, a lokalna społeczność mówi stanowcze "dość" modelowi gospodarki opartej wyłącznie na masowym napływie urlopowiczów. Mieszkańcy Majorki przygotowują się do dużej demonstracji, która ma uderzyć w sam środek letniego sezonu turystycznego. Wydarzenie zaplanowano na niedzielę 26 lipca w Palmie, stolicy wyspy. Organizatorzy nie ukrywają, że ich celem jest sparaliżowanie ulic miasta w czasie, gdy przebywają tam setki tysięcy gości z całego świata.
Inicjatorem lipcowych wystąpień jest lokalny kolektyw działający pod nazwą Menys Turisme Més Vida, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "Mniej turystyki, więcej życia". Grupa ta konsekwentnie zwraca uwagę na negatywne skutki ekonomiczne i społeczne, jakie niesie ze sobą niekontrolowany rozwój branży turystycznej. Jak informuje portal theolivepress.es, aktywiści uważają, że infrastruktura wyspy oraz jej rynek nieruchomości osiągnęły już absolutne granice swojej wydolności.
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Kryzys mieszkaniowy wypycha lokalsów. Wyspa zamienia się w park rozrywki
Głównym motorem napędowym społecznego niezadowolenia są kwestie finansowe, a w szczególności drastycznie rosnące koszty życia i pogłębiający się kryzys na rynku nieruchomości. Przedstawiciele protestujących argumentują, że wraz z rosnącą popularnością Majorki, ceny wynajmu mieszkań oraz zakupu domów poszybowały na poziomy nieosiągalne dla przeciętnie zarabiających obywateli. W efekcie rdzenni mieszkańcy są systematycznie wypychani z lokalnego rynku, nie mogąc konkurować z kapitałem zagranicznym oraz rynkiem najmu krótkoterminowego.
Działacze społeczni wprost określają obecną sytuację mianem zamiany wyspy w ogromny park rozrywki. W warunkach, gdy zżerająca domowe budżety inflacja łączy się z turystyczną drożyzną, codzienne funkcjonowanie czy zaspokojenie podstawowych potrzeb mieszkaniowych stają się dla lokalnej społeczności coraz większym wyzwaniem. – Nie jesteśmy w stanie przyjąć więcej turystów – podsumował krótko David Comas, pełniący funkcję rzecznika grupy Menys Turisme Més Vida, którego słowa przytacza serwis theolivepress.es.
Ogólnokrajowy problem Hiszpanii
Lipcowa demonstracja, która rozpocznie się o godzinie 19, ma być punktem kulminacyjnym szerszej kampanii społecznej. Organizatorzy zapowiedzieli, że przed głównym wydarzeniem odbędą się mniejsze akcje protestacyjne, mające na celu zbudowanie odpowiedniego napięcia i nagłośnienie postulatów ekonomicznych mieszkańców przed szczytem sezonu.
Wydarzenia na Balearach nie są jednak zjawiskiem odosobnionym, a wpisują się w szerszy trend widoczny na Półwyspie Iberyjskim. Zbliżony model sprzeciwu wobec masowej turystyki obserwuje się obecnie w wielu innych regionach Hiszpanii. Obywatele popularnych destynacji coraz głośniej artykułują problemy związane z przeciążeniem lokalnej infrastruktury oraz drastycznym spadkiem jakości życia w miastach zalewanych przez urlopowiczów. Podobne manifestacje o podłożu ekonomiczno-społecznym w ostatnich miesiącach przetoczyły się regularnie między innymi przez ulice Barcelony, Malagi oraz na wyspie Lanzarote, co coraz mocniej oddziałuje na gospodarkę i wizerunek całego kraju.