Na horyzoncie wielki kryzys naftowy. "Wszystkie zaczęły się od Bliskiego Wschodu"
Po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran ceny ropy naftowej poszybowały na całym świecie. Do podobnych kryzysów w ciągu ostatniego półwiecza dochodziło już kilka razy - za każdym miało to związek z Bliskim Wschodem.
Podwyżka cen ropy naftowej i gazu w ciągu ostatnich trzech tygodni, czyli od rozpoczęcia lotniczych ataków Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran, wywołana została m.in. zablokowaniem przez ten ostatni kraj Cieśniny Ormuz. Przed 28 lutego codziennie tankowce wywoziły tą drogą morską od 20 do 30 procent ropy dostępnej na światowych rynkach. Spadek podaży wywołał wzrost cen i strach, że zabraknie paliwa.
Obawy te podsyciła jeszcze Międzynarodowa Agencja Energetycznej (IEA), która ogłosiła, że doszło do "największych zakłóceń w dostawach w historii światowego rynku ropy naftowej". Choć ekonomiści przyznają, że przedłużenie obecnego konfliktu może rzeczywiście doprowadzić do poważnych, negatywnych konsekwencji, to historycy przypominają, że w ciągu ostatniego półwiecza świat przechodził już kilka razy przez kryzys naftowy.
Czy mamy bańkę na złocie? Analityk mówi kiedy kupować surowiec
Gdyby nie ten pierwszy - z 1973 roku - Międzynarodowej Agencji Energetycznej w ogóle by być może nie było. Została założona przez kilkadziesiąt państw - największych odbiorców ropy naftowej, by wspólnie pomagać sobie w wychodzeniu z trudnej sytuacji. Oprócz większości krajów europejskich (Polska dołączyła w 2008 r.) do Międzynarodowej Agencji Energetycznej należą Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia, Korea Południowa, Australia i Nowa Zelandia.
Pierwszy kryzys naftowy wybuchł w 1973 roku po wojnie Jom Kippur - czyli agresji państw arabskich na Izrael. Wojska izraelskie, choć zaskoczone przez agresorów, szybko przeszły do kontrataku, ale wtedy Arabia Saudyjska postanowiła użyć eksportowanej przez siebie ropy naftowej jako broni. Postanowiły jej użyć nie tylko przeciwko Izraelowi, ale przeciwko Zachodowi na czele ze Stanami Zjednoczonymi.
Zapowiedzią takich kroków były słowa króla Faisala z 8 października 1973 r. do delegacji władz Egiptu: "Sprawiliście, że wszyscy jesteśmy dumni. W przeszłości nie mogliśmy podnieść głowy do góry. Teraz możemy". Sens tej deklaracji stał się dla wszystkich jasny, gdy arabskie państwa OPEC (organizacji zrzeszającej eksporterów ropy naftowej) nałożyły embargo na dostawy do Stanów Zjednoczonych i krajów Europy Zachodniej.
Embargo to zniesiono w marcu 1974 roku, ale ceny ropy wzrosły niemal czterokrotnie, z 3 do prawie 12 dolarów za baryłkę na całym świecie. Dla porównania, w połowie lutego 2026 roku cena baryłki ropy wynosiła około 70 dolarów, a w drugiej połowie marca wzrosła do ponad 110 dolarów, co oznacza skok o ponad 55 proc.
Embargo z 1973 roku spowodowało kryzys naftowy, czyli pierwszy szok naftowy, z wieloma krótkoterminowymi i długoterminowymi skutkami dla światowej gospodarki oraz polityki globalnej. W odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen ropy państwa uprzemysłowione wprowadziły szereg ograniczeń i działań oszczędnościowych.
W Stanach Zjednoczonych ustalono maksymalną prędkość na autostradach na 55 mil na godzinę (tj. ok. 88 km/godz.), ograniczono ilość benzyny, jaką można było kupić w danym dniu, a w mediach prowadzono kampanie zachęcające do oszczędzania paliwa. We Włoszech wprowadzono lokalne karty paliwowe, ograniczające ilość benzyny dostępnej dla kierowców, co dobitnie pokazało, jak kryzys naftowy dotykał życie codzienne obywateli.
"Nie mamy ropy, nie mamy wyboru"
Kolejny poważny wstrząs, zwany drugim kryzysem naftowym, nastąpił w 1979 roku w związku z rewolucją islamską w Iranie, a następnie został pogłębiony przez wybuch wojny iracko-irańskiej w 1980 roku. Po okresie względnego spadku cen ropy nastąpił gwałtowny wzrost spowodowany obawami przed zakłóceniem dostaw z krajów leżących nad Zatoką Perską.
Ceny ropy w tym czasie osiągnęły poziom około 38 dolarów za baryłkę, by w kolejnych latach, w miarę stabilizacji i zakupów broni przez państwa regionu, stopniowo spadać, do poniżej 20 dolarów za baryłkę. W odróżnieniu od sytuacji z 1973 roku, gdy Zachód był zdany na dostawy ropy z Bliskiego Wschodu, kilka lat później część dostaw tego surowca pochodziła już z innych źródeł, m.in. z Alaski oraz spod dna Morza Północnego.
Najbogatsze kraje postawiły również na rozwój technologii wykorzystujących inne niż ropa naftowa źródeł energii. Rozwinięto produkcję wydajnych turbin wiatrowych (pionierami w tej dziedzinie byli Duńczycy), a we Francji postawiono na elektrownie jądrowe.
"Nie mamy ropy, nie mamy gazu, nie mamy węgla, nie mamy wyboru" - uzasadnił plan budowy elektrowni jądrowych rząd w Paryżu. W ciągu 15 lat od ogłoszenia tego programu energetyka atomowa zapewnił Francji aż 80 procent dostaw prądu. Konsekwencją kryzysu naftowego z 1973 roku był też rozwój produkcji mniej paliwożernych samochodów.
Kolejny kryzys rozpoczął się w konsekwencji inwazji Iraku na Kuwejt 2 sierpnia 1990 roku. Oba te państwa były znaczącymi producentami ropy naftowej, dlatego w reakcji na konflikt ceny tego surowca wzrosły, choć tylko na krótko. Irak z premedytacją użył ropy naftowej jako broni przeciwko swoim przeciwnikom - koalicji państw pod wodzą Stanów Zjednoczonych, które wysłały w styczniu 1991 roku swoje wojska dla odbicia Kuwejtu z rąk agresora.
Wycofując się pod ich naciskiem z Kuwejtu Irak podpalił szyby naftowe i rafinerie. Spowodowało to jednak przede wszystkim klęskę ekologiczną, a nie ekonomiczną, bo kraje sprzymierzone ze Stanami Zjednoczonymi solidarnie zadbały o utrzymanie ceny ropy naftowej na stałym poziomie.
Rynek ropy podatny na geopolityczne wstrząsy
Najbardziej współczesnym przykładem niestabilności rynku była pandemia COVID-19 w 2020 roku. Tym razem problemem nie był brak surowca, lecz gwałtowny spadek popytu, co doprowadziło do bezprecedensowej sytuacji, gdy ceny ropy chwilowo spadły poniżej zera. Było to spowodowane fizycznym przepełnieniem magazynów i posiadacze kontraktów terminowych (głównie inwestorzy finansowi) płacili podmiotom mającym dostęp do infrastruktury magazynowej za odbiór surowca, by uniknąć kosztów jego składowania.
Na tym tle obecne zakłócenia wywołane wojną na Bliskim Wschodzie wpisują się w długą historię wcześniejszych kryzysów. Po wybuchu konfliktu, jak podaje IEA, przepływy przez Ormuz spadły poniżej 10 proc. poziomu sprzed konfliktu. W efekcie państwa Zatoki Perskiej ograniczyły produkcję o około 10 mln baryłek dziennie, czyli o prawie jedną trzecią swojej dotychczasowej produkcji, co przy zablokowaniu cieśniny przekłada się na łączny spadek światowej podaży rzędu 8-10 mln baryłek dziennie.
W sytuacji braku szybkiego wznowienia transportu straty w dostawach będą rosnąć i globalna podaż ropy w marcu może spaść o 8 mln baryłek dziennie, co stanowi około procent światowej produkcji sprzed konfliktu.
Konflikt wpływa na rynki produktów rafinowanych: benzyny, oleju napędowego i paliw lotniczych. Zmniejszona dostępność surowca przekłada się też na ograniczenia w produkcji rafineryjnej w innych częściach świata. Trudno oprzeć się wrażeniu, że współczesny globalny rynek naftowy, mimo swojej złożoności i dywersyfikacji źródeł, wciąż pozostaje niezwykle podatny na geopolityczne wstrząsy - podobnie jak pół wieku temu.