Paradoks Putina: Mocny rubel dławi rosyjską gospodarkę

Droga ropa i konflikt na Bliskim Wschodzie umocniły rubla. Paradoksalnie to potężny cios dla budżetu Rosji i Kremla. O szczegółach mówią money.pl: Iwona Wiśniewska, główny specjalista Zespołu Rosyjskiego Ośrodka Studiów Wschodnich oraz Michał Jóźwiak, analityk XTB.

Eksperci o silnym rubluEksperci o silnym rublu
Źródło zdjęć: © East News | Alexander Kazakov, East News, IMAGO, Imago Stock and People
Robert Kędzierski

Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i zablokowanie kluczowych szlaków handlowych wywołały potężne wstrząsy na globalnych rynkach surowcowych. Zawirowania geopolityczne, w tym napięcia w rejonie cieśniny Ormuz, doprowadziły do skokowego wzrostu cen ropy naftowej. W połączeniu ze specyficznymi decyzjami administracji amerykańskiej, sytuacja ta wywołała nieoczekiwany rajd rosyjskiej waluty. To szczególnie istotne, bo wcześniej wydobycie rosyjskiej ropy systematycznie spadało, a uwięziona w reżimie sankcji Moskwa musiała oferować potężne upusty.

Choć na pierwszy rzut oka aprecjacja rubla wydaje się sukcesem tamtejszego banku centralnego, dogłębna analiza ujawnia potężne rysy na fundamentach rosyjskiej gospodarki. Mechanizm stojący za obecnymi notowaniami waluty tłumaczy w rozmowie z money.pl Michał Jóźwiak, analityk XTB.

– Obserwowane ostatnio umocnienie rubla to przede wszystkim kwestia istotnie wyższych wpływów ze sprzedaży ropy naftowej – wyjaśnia ekspert. – W dużej mierze przypisywać można to oczywiście wzrostowi cen surowca na światowych rynkach, z racji na luki podażowe wynikające z zablokowania cieśniny Ormuz – dodaje.

Zamknęli fabrykę Levi’sa. Przejął ludzi i maszyny. "Byłem pierwszy"

Amerykańskie licencje a podaż walut

Analityk zwraca jednak uwagę na dodatkowy, niezwykle istotny czynnik polityczny, który wpłynął na rynkową podaż walut.

– Uwagę zwraca jednak także wystawienie przez amerykańskiego sekretarza skarbu, Scotta Bessenta, tymczasowych licencji zawieszających sankcje na kraje, które zdecydują się na import rosyjskiej ropy naftowej już załadowanej na statki – podkreśla Michał Jóźwiak. – Wzmogło to podaż walut zagranicznych na rosyjskim rynku, przy jednocześnie wciąż stłumionym popycie na nie ze strony rosyjskich eksporterów – ocenia przedstawiciel XTB.

Z perspektywy makroekonomicznej, obecna sytuacja na rynku walutowym jest również efektem wewnętrznej polityki monetarnej Federacji Rosyjskiej.

– Za ograniczony popyt na dolara czy inne waluty zagraniczne po części odpowiadają sankcje państw zachodnich, po części zaś wysokie poziomy stóp procentowych Banku Rosji, referencyjna 14,5 proc., które wzmagają atrakcyjność inwestycji na rynku wewnętrznym – punktuje analityk.

Paradoks budżetowy i koszty wojny

Wysokie ceny surowca i mocna waluta tworzą jednak iluzję stabilności. Skonstruowany na zupełnie innych założeniach rosyjski system podatkowy zaczyna dławić się własnym sukcesem walutowym. Zjawisko to szczegółowo rozkłada na czynniki pierwsze Iwona Wiśniewska, główny specjalista w Zespole Rosyjskim.

– Rosja ma ogromne zapasy surowców, co daje jej pewną stabilność – zauważa ekspertka w komentarzu dla money.pl. – Jednak problemy gospodarcze piętrzą się, a wojna w Zatoce Perskiej nie rozwiązuje wszystkich problemów Putina – zaznacza.

Paradoks polega na sposobie, w jaki Kreml pobiera daniny od gigantów energetycznych. Zależność między kursem dolara a wpływami do państwowej kasy okazuje się w obecnych warunkach bezlitosna dla planów finansowych rządu.

Wzrost cen ropy wspiera budżet rosyjski, który po czterech miesiącach został zrealizowany z deficytem większym niż planowano na cały 2026 r. Mocny rubel nie pozwala jednak w pełni wykorzystać dobrej dla Rosji koniunktury. Mocny rubel powoduje, że dochody naftowo-gazowe budżetu nie rosną tak szybko, jak mogłyby – przypomina Iwona Wiśniewska.

Mechanizm ten jest bezpośrednio powiązany z różnicami kursowymi przy rozliczeniach podatkowych. – Podatki płacone przez koncerny naftowe ustalane są na podstawie średniej ceny eksportowej ropy w dolarach, a koncerny płacą je w rublach – wyjaśnia główna specjalistka Zespołu Rosyjskiego. – To oznacza, że w rublach wypłaty są mniejsze – konstatuje.

Rozdźwięk między planami Kremla a rynkową rzeczywistością wymusza już teraz rewizję państwowych finansów.

– Budżet na 2026 r. zakładał średnią cenę baryłki na poziomie 5,5 tysiąca rubli, przy średniorocznej cenie ropy w wysokości 59 dolarów za baryłkę, te parametry niebawem się zmienią, rząd pracuje nad poprawkami do budżetu – relacjonuje ekspertka. – W kwietniu cena ropy podskoczyła do 95 dolarów za baryłkę, co w rublach było już około 7300, ale przy kursie prognozowanym przez rząd powinno być o 1,5 tys. rubli więcej. Zwłaszcza że w pierwszych dwóch miesiącach 2026 r., kiedy notowania surowca były jeszcze bardzo niskie, do budżetu trafiało o połowę mniej środków niż zaplanował rząd – wylicza Iwona Wiśniewska.

Eksporterzy pod presją

Silna waluta to nie tylko problem księgowy dla ministerstwa finansów, ale realne obciążenie dla flagowych rosyjskich przedsiębiorstw. Koszty operacyjne rosną w lawinowym tempie, a zyski z eksportu topnieją w procesie przewalutowania. Zgadza się z tym analityk XTB, wskazując na podwójną naturę aprecjacji.

– Silniejsza waluta pomaga krajowi w walce z inflacją, która w zeszłym roku sięgała wartości dwucyfrowych, dziś zaś oscyluje w okolicach 6 proc. w ujęciu rocznym – zauważa Michał Jóźwiak. – Aprecjacja o znacznej skali działa często podobnie do tradycyjnego zacieśniania polityki monetarnej – tłumaczy.

Jednak z punktu widzenia handlu zagranicznego to potężny cios w rentowność.

– Spadek kursu USD/RUB nie jest jednak korzystny dla rosyjskich eksporterów, których konkurencyjność może w obliczu tak gwałtownego ruchu istotnie spadać – ostrzega analityk. – Ogranicza także wpływy w rublach z eksportu ropy naftowej przez państwowe koncerny, takie jak Gazprom czy Rosnieft – dodaje.

Rosnące koszty logistyki i bezpieczeństwa

Sektor wydobywczy musi jednocześnie mierzyć się z fizycznymi konsekwencjami trwających konfliktów zbrojnych. – Mocny rubel powoduje, że także sytuacja finansowa koncernów naftowych nie poprawia się tak szybko, jak by mogła – potwierdza Iwona Wiśniewska. – Zwłaszcza że w wyniku wojny w Zatoce Perskiej wzrosły koszty transportu surowca, m.in. logistyki czy ubezpieczeń – zauważa.

Do problemów globalnych dochodzą bezpośrednie skutki agresji na Ukrainę. – Ponadto ukraińskie ataki dronów na rosyjskie rafinerie i infrastrukturę eksportową ograniczają produkcję i eksport surowca, a także generują konieczność inwestycji w odbudowę i ochronę obiektów – przypomina specjalistka. – Rosnące koszty produkcji są opłacane w rublach – dodaje.

Teoretycznie silny pieniądz powinien stymulować import, jednak w realiach sankcyjnych i przy spowolnieniu gospodarczym ten mechanizm nie funkcjonuje prawidłowo.

– Oczywiście silna waluta jest korzystna dla importerów – przyznaje Wiśniewska. – Jednak przy spadającej aktywności gospodarczej zapotrzebowanie na import nie jest tak duże. Dodatkowo importerom potrzebne są ruble, aby zapłacić za towar. Obecnie ponad połowa importu opłacana jest w rublach, co jest wynikiem obchodzenia restrykcji finansowych – wyjaśnia mechanizmy omijania sankcji ekspertka. – Dzięki stworzonym przez rosyjskie banki mechanizmom rozliczeń transgranicznych ruble są wymieniane za pośrednictwem przyjaznych jurysdykcji na kryptowaluty, które służą do opłaty importu – ujawnia.

Wniosek z tej sytuacji jest jednoznaczny. – W efekcie dla gospodarki surowcowej i nastawionej na eksport, takiej jak Rosja, tak mocny rubel to także spore ryzyko – podsumowuje ten wątek przedstawicielka Zespołu Rosyjskiego.

Chłodne kalkulacje Pekinu

Dziennikarze money.pl zapytali ekspertkę wprost: Pani myśli, że sytuacja będzie zmierzała w stronę jeszcze większych kłopotów? Czy to jest tylko takie koło ratunkowe rzucone Rosji, czy to po prostu wolniej się odbije?

Odpowiedź wskazuje na głębokie, strukturalne zagrożenia dla rosyjskiej gospodarki, wykraczające poza doraźne zyski ze sprzedaży drogiej ropy.

– Wojna w Zatoce Perskiej i będący jej konsekwencją wzrost cen surowców, w krótkiej perspektywie bardzo pomagają rosyjskiemu budżetowi i eksporterom. Jednak w dłuższym okresie, wojna może zdestabilizować gospodarkę światową, w tym pogorszyć koniunkturę w Chinach, głównym partnerze handlowym FR. Prowadziłoby to do spadku światowego popytu na surowce energetyczne, co uderzyłoby w Rosję – prognozuje Iwona Wiśniewska.

Władze na Kremlu zdają się dostrzegać te negatywne tendencje, co znajduje odzwierciedlenie w oficjalnych dokumentach.

– Dwa miesiące po rozpoczęciu inwazji na Iran, rosyjski rząd obniżył prognozy dotyczące wzrostu PKB Rosji w tym roku w zasadzie do zera, tj. do 0,4 proc. PKB z 1,3 proc. – przypomina analityczka. – Abstrahując od jakości tych wskaźników, widzimy że rząd rosyjski uważa, że dotychczasowe negatywne trendy w gospodarce się utrzymają – ocenia.

Impakt na projekt Siła Syberii 2

Nadzieją dla Moskwy miało być zacieśnienie relacji z Państwem Środka. Pekin prowadzi jednak wyrachowaną politykę, odmawiając uzależnienia się od jednego, nawet zdesperowanego dostawcy.

– 20 maja Putin odwiedził Pekin, w który wojna w Zatoce Perskiej mocno uderzyła – relacjonuje Wiśniewska. – Ok. 1/3 całego chińskiego importu LNG pochodziła z tego regionu. Kreml miał nadzieję, że ta nowa sytuacja geopolityczna skłoni Pekin do zacieśnienia współpracy z Rosją w sferze gazowej – tłumaczy.

Rozmowy te dotyczyły strategicznej dla Rosji infrastruktury, która od lat pozostaje w fazie planów.

– Od lat Moskwa próbuje namówić władze ChRL do budowy kolejnego, trzeciego, gazociągu, tj. Siły Syberii 2 – przypomina ekspertka. – Jednak i tym razem nie udało się przybliżyć realizacji projektu. To pokazuje, że nawet główny odbiorca rosyjskich surowców, w takiej trudnej sytuacji jak dzisiaj, nie jest skłonny trwale zwiększać zależności od importu. Pekin konsekwentnie dywersyfikuje dostawców, zwiększa rezerwy i stara się pozyskiwać jak najwięcej energii z własnych zasobów – analizuje.

Sytuacja ta to bezpośredni koszt decyzji politycznych podjętych ponad dwa lata temu, które trwale zmieniły architekturę globalnego handlu energią.

– Prezydent Putin, decydując się na pełnoskalową wojnę z Ukrainą, stracił bardzo atrakcyjny rynek zbytu dla swoich surowców energetycznych – ocenia wprost przedstawicielka Zespołu Rosyjskiego. – Co prawda Rosja zdołała przekierować dostawy ropy z UE do państw azjatyckich, ale jednocześnie uzależniła się od kilku importerów, głównie Chin i Indii, którzy dyktują jej warunki. Tak więc uzyskuje mniej atrakcyjne ceny – wyjaśnia.

Temat poszukiwania alternatywnych rynków zbytu był zresztą szczególnie widoczny w działaniach Moskwy w ostatnich miesiącach. Zawirowania wywołane wstrzymaniem transportu przez kluczowe globalne szlaki sprawiły, że rosyjska dyplomacja surowcowa zaczęła wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, by upłynnić swoje zapasy. W efekcie, jak odnotowywaliśmy na naszych łamach, nawet Japonia po raz pierwszy od wybuchu wojny zdecydowała się na import rosyjskiej ropy, co stanowiło bezpośrednie następstwo trwającej blokady handlowej i konieczności szukania alternatyw przez państwa regionu.

Jednocześnie reżim Putina musi mierzyć się z gigantyczną presją na własne zdolności przetwórcze, co potęguje wewnętrzne kłopoty gospodarcze. W minionych tygodniach analitycy zwracali uwagę, że skuteczne uderzenia ukraińskich dronów, w tym spektakularny atak na potężną rafinerię w Permie, drastycznie podnoszą koszty operacyjne i uszczuplają moce produkcyjne państwowych gigantów. Tego typu zdarzenia dobitnie pokazują, że cała rosyjska branża naftowa działa obecnie na granicy wytrzymałości logistycznej i finansowej.

Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczy błękitnego paliwa, gdzie logistyka odgrywa kluczową rolę. – W przypadku gazu na przekierowanie dostaw do Chin nie pozwalał brak infrastruktury – przypomina ekspertka. – Niezbędne są inwestycje w nowy gazociąg, aby gaz ze złóż w Zachodniej Syberii, do inwazji zasilający europejski rynek, mógł popłynąć do ChRL. Pekin jednak twardo negocjuje cenę surowca i inne warunki dostaw – podsumowuje Iwona Wiśniewska.

Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie