Trwa ładowanie...
Zaloguj
Przejdź na
Tak możemy latać w przyszłości. Płaskie łóżka, fotele na stojąco i samoloty w kształcie litery "V"
Marcin Walków
Marcin Walków
|

Tak możemy latać w przyszłości. Płaskie łóżka, fotele na stojąco i samoloty w kształcie litery "V"

(Materiały prasowe)

Linie lotnicze robią, co mogą, by oszczędzać paliwo i obniżać koszty podróży. Jednym ze sposobów jest "zagęszczanie" foteli w kabinie. Pasażerowie przez lata mogli zauważyć, że bilety są coraz tańsze, ale miejsca na nogi ubywa Pojawiają się pomysły, jak pogodzić interesy obu stron. Mowa o kapsułach do spania, miejscach pół-stojących i rewolucyjnych kształtach kadłuba. Wiele z tych rozwiązań pozostanie jednak tylko na papierze.

Air New Zealand chcą zaoferować "kapsuły" z sześcioma płaskimi łóżkami, które pasażerowie będą mogli rezerwować na czterogodzinne drzemki podczas rejsu. To jeden z niewielu przewoźników, który operuje na najdłuższych trasach świata. Przykładowo rejs z Chicago lub Nowego Jorku do Auckland może trwać ponad 17 godzin. Przewoźnik szacuje, że z oferty tej skorzysta 8-10 proc. pasażerów. Dotychczas nie ujawniono, ile będzie to kosztować.

Już dziś w klasie biznes można korzystać z foteli, które rozkładają się do pozycji płaskiego łóżka. Bilet na taką podróż na długiej trasie potrafi jednak kosztować równowartość kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dlatego to rozwiązanie jest często nieosiągalne dla pasażerów klasy ekonomicznej, którzy spędzają podróż w pozycji siedzącej i nie mogą liczyć na tyle komfortu.

"The Wall Street Journal" przypomina, że linie lotnicze od lat szukają sposobów na uczynienie ultradługich rejsów bardziej znośnymi. Singapore Airlines całkowicie zrezygnowały z klasy ekonomicznej na niektórych trasach z Singapuru do USA. Australijski Qantas na trasie z Londynu do Perth ponad połowę przestrzeni kabiny Boeinga 787-9 Dreamliner przeznaczył na fotele klasy biznes i premium.

Więcej foteli w kabinie to mniej miejsca na nogi

Dla linii lotniczych bardziej naturalnym biznesowo ruchem jest działanie odwrotne - czyli zagęszczanie foteli w przestrzeni kabiny pasażerskiej. Pozwala to sprzedać więcej biletów na ten sam rejs i obniżać koszty podróży, w tym paliwa lotniczego, w przeliczeniu na jednego pasażera.

Amerykański "Forbes" wyliczał w 2020 r., że jeszcze 40 lat temu szerokość foteli w samolocie wynosiła średnio 18,5 cala (47 cm), a obecnie to 17-17,5 cala (niespełna 45 cm). Zmniejsza się też odległość między rzędami foteli. "Rozstaw siedzeń w klasie ekonomicznej waha się od 29 do 33 cali (73-83 cm) w przypadku wiodących linii lotniczych. Air Asia ma najkrótszą odległość między siedzeniami w klasie ekonomicznej, wynoszącą 29 cali. Czterdzieści lat temu rozstaw foteli wynosił od 31 do 35 cali (78-88 cm)" - czytamy.

Przykładem niech będzie tania linia lotnicza Ryanair, która zamówiła samoloty Boeing 737-8200. Odbierając w 2021 r. pierwszą z 200 takich maszyn, przewoźnik podkreślał, że nowe samoloty będą zabierały o 4 proc. więcej pasażerów, a zużycie paliwa spadnie o 16 proc. w przeliczeniu na fotel. Na pokładzie mieści się 197 foteli w porównaniu ze 189 miejscami w samolotach obecnej floty. W nowej konfiguracji B737-8200 odległość między rzędami foteli to 28-28,5 cali (71-72 cm). W obecnie eksploatowanych Boeingach 737-800 jest to 30 cali, czyli o 4-5 cm więcej.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Jak być bezpiecznym w sieci?

Podróż na stojąco

W Hamburgu co roku odbywają się targi wyposażenia samolotów - Aircraft Interior Expo. W 2018 r. włoska firma Aviointeriors zaprezentowała fotele Skyrider 2.0, wymuszające pozycję półstojącą. Pokazano je w żółto-granatowych barwach, kojarzących się jednoznacznie właśnie z Ryanairem. Miałyby znaleźć zastosowanie na krótkich rejsach. Projektanci nie uwzględnili ani rozkładanych stolików, ani tym bardziej systemu rozrywki pokładowej (nie znajdziemy go w tanich liniach lotniczych). Producent przekonywał, że jego rozwiązanie pozwoli zwiększyć liczbę foteli w samolocie o 20 proc.

W tym samym roku Airbus i Zodiac zaprezentowali wizję specjalnych modułów, które mogłyby znaleźć się pod pokładem pasażerskich samolotów A330, latających na trasach transkontynentalnych. Moduły te mogłyby pełnić rolę sal konferencyjnych, kabin z płaskimi łóżkami, a nawet placów zabaw czy gabinetów lekarskich.

Piętrowe fotele w samolocie

Cztery lata później niemałą sensację na targach w Hamburgu wzbudził prototyp Chaise Longue, czyli piętrowe fotele klasy ekonomicznej dla dłuższych rejsów. Autorem pomysłu jest Alejandro Núñez Vicente. Zamiast umieszczania foteli rząd za rzędem, zaproponował on ułożenie "kaskadowe", co miałoby wygospodarować miejsce na rozprostowanie nóg.

Samolot w kształcie litery V

Równolegle pojawiają się wizję alternatywnych kształtów samolotów. Jednym z najsłynniejszych przykładów jest projekt KLM i Politechniki Delft, czyli Flying-V. Zamiast klasycznej "rury" ze skrzydłami, zakłada on rewolucyjny w lotnictwie cywilnym kształt litery "V". Rozpiętość skrzydeł miałaby być porównywalna z Airbusem A350.

Flying-V to projekt wysoce energooszczędnego samolotu długodystansowego. Konstrukcja samolotu integruje kabinę pasażerską, ładownię i zbiorniki paliwa w skrzydłach, tworząc spektakularny kształt litery V. Jego udoskonalony kształt aerodynamiczny i zmniejszona masa oznaczają, że zużywa on o 20 proc. mniej paliwa niż Airbus A350, najbardziej zaawansowany obecnie samolot - czytamy na stronie projektu.

Jak będziemy latać w przyszłości?

Sami przedstawiciele branży lotniczej zdają się studzić zapał entuzjastów większości z takich przełomowych rozwiązań. Choć Ryanair już w 2010 r. zapowiadał możliwość wprowadzenia miejsc stojących (i odpłatnej toalety), do dziś żaden z tych pomysłów nie został wdrożony.

To, jak wyglądają dziś samoloty, jest wynikiem kompromisów i ustępstw: między tym, co możesz stworzyć, a kosztami, utrzymaniem i możliwością późniejszej rekonfiguracji - mówi money.pl Cesar Pereira, wiceprezes Embraera na Europę, Bliski Wschód i Afrykę.

- W naszym segmencie, czyli regionalnych odrzutowców, podróży na krótkich i średnich dystansach, nie potrzebujesz rozkładanego łóżka czy piętrowych foteli. Nie spodziewam się, by tego typu innowacje weszły na nasz rynek. Co innego połączenia dalekiego zasięgu, trwające po kilkanaście godzin - dodaje.

Jego zdaniem pole do innowacyjnych rozwiązań i zmian jest gdzie indziej. - To nowe materiały; bardziej ekologiczne, lżejsze i pozwalające "odchudzić" fotele, a przez to zmniejszyć odległość między nimi na pokładzie, bez zabierania pasażerom przestrzeni na nogi. Inne wyzwanie to zapewnienie przestrzeni bagażowej na pokładzie, zmiana kształtu i pojemności schowków. Dziś bez wątpienia zabieramy ze sobą na pokład więcej bagażu niż kiedyś - stwierdza Pereira.

Przedstawiciel Airbusa z kolei uważa, że jeszcze długo samolot będzie miał swój tradycyjny kształt.

Uważam, że nie zobaczę samolotu w kształcie litery "V" z 350 fotelami, zanim przejdę na emeryturę, czyli w ciągu najbliższych kilkunastu lat. Pracujemy nad takimi wizjonerskimi projektami z uczelniami, jednak myślę, że najbliższe dekady to przyszłość takich samolotów, jakie oglądamy dziś - mówi Wouter van Wersch, wiceprezes Airbusa, odpowiedzialny za rynek europejski, w rozmowie z money.pl.

Technologia znacząco się zmienia — ale ta, która jest "wewnątrz", niejako pod skórą samolotu i jej nie widać gołym okiem. Nieustannie pracujemy nad poprawą aerodynamiki, to ciągły proces — dodaje.

Przedstawiciele branży lotniczej zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt: certyfikację. Wszystko, co znajduje się na pokładzie samolotu — od naklejki "Life vest under your seat" po fotel — musi być zgodne z międzynarodowymi przepisami i normami dla lotnictwa cywilnego.

W przypadku nowych pomysłów na fotele lotnicze, istotna jest kwestia ewakuacji w razie niebezpieczeństwa. Niezależnie od tego, czy mowa o małym samolocie, zabierającym na pokład 80 pasażerów, czy największym pasażerskim odrzutowcu świata, ewakuacja każdego z nich musi nastąpić w czasie do 90 sekund przy połowie dostępnych wyjść. Na poniższym filmie można zobaczyć symulowaną ewakuację 873 pasażerów z Airbusa A380 w ramach procesu certyfikacji z początku XXI w.:

Zobacz także: A380. Test ewakuacji 873 pasażerów
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(10)
drzwi stodoły
miesiąc temu
latanie na procy
Rybcia
11 miesięcy temu
Chyba ich pogięło .
mAGDA
2 lata temu
Najlepsze pomysły zawsze zaczynają się od jakiś pomysłów na papierze. Wcześńiej nawet nie sądziłąm, że po moim domu będzie sama jeździć taka roomba i będzie sprzątać w domu, to i takie rozwiązania w samolotach mogą mieć sens. Najbardziej ciekawy moim zdaniem jest kącik na plac zabaw, wtedy podróżowanie z małymi dziećmi nie byłoby takie uciążłiwe.
buhahahaha
2 lata temu
Tak tak juz bedziemy latac ....Na pewno Polacy beda latac....
oO2
2 lata temu
Testy ewakuacji piękne, ale nierealne. W przypadku zagrożenia panika udzieli się także częściowo załodze. U pasażerów to już będzie dramat. Wystarczy spojrzeć, jak w normalnym locie respektowane są komunikaty załogi i przepisy dotyczące zachowania na pokładzie. 90% osób, które leciały choć raz nie słucha instruktażu bezpieczeństwa. Niektórzy są wręcz oburzeni, że muszą na ten czas zdjąć słuchawki. Kolejna rzecz: bagaż podręczny umieszczać pod fotelem, a nie na półkach - znowu 90% to ignoruje i wpycha na siłę plecak czy niedużą torbę podróżną do skrytki, na siłę, co przy otwieraniu powoduje wysypywanie się bagażu. Co prawda personel pokładowy stara się z tym robić porządek, ale po starcie ludzie często powtarzają te błędy, a wtedy już personel tego nie sprawdza. W końcu komunikat po lądowaniu: prosimy pozostać na miejscu w zapiętych pasach do czasu wyłączenia sygnalizacji... ledwo samolot zjedzie z pasa i toczy się w stronę rękawa, już wszyscy rzucają się wyjmować bagaże, włączają telefony i blokują przejście w kolejce do wyjścia, choć jeszcze nawet nie otwarto drzwi. Jestem przekonany, że w przypadku ewakuacji zaczęliby oni wyciągać bagaże, choć jest wyraźny zakaz. Przecież "Seby i Karyny nie zostawiom majtek i spodni na zmarnowanie". O pijanych pasażerach nie wspominam - połowa Polaków pracujących na rotacjach lata "na bani". Śmierdzące piwem trole, konfliktowi, hałaśliwi, roszczeniowi Janusze. Aby zasymulować realnie taką ewakuację trzeba: kilka matek z dziećmi, w tym z niemowlakami. Kilkadziesiąt grubasów, tyle samo osób "po spożyciu". I nie ewakuacja osób z numerkami, przygotowanych na to i przeszkolonych, czekających na sygnał. Ciekaw jestem takiego eksperymentu przeprowadzonego "na żywym organizmie", choćby po godzinnym locie, gdzie już wszyscy się rozłożą z prasą, jedzeniem, laptopami itp. itd.