Zajęcie irańskiej wyspy Chark skończyłoby wojnę? To dlatego Trump ciągle tym grozi

Prezydent USA Donald Trump regularnie grozi przejęciem irańskiej wyspy Chark. "Pięta achillesowa" Teheranu to faktycznie kluczowy punkt na globalnej mapie handlu ropą. Napięcia na linii Waszyngton Teheran rosną, co już wywołuje nerwowe reakcje na światowych giełdach i rynkach surowcowych.

Wyspa Chark Wyspa Chark
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Wikipedia
Robert Kędzierski

Stany Zjecnoczone i Iran jeszcze w ten weekend mogą podpisać porozumienie. To byłby przełomowy moment, bo na przestrzeni ostatnich kilkudziesieciu godzin pomiędzy krajami doszło do kontrontacji molitarnej. W czwartek Donald Trump groził, iż Stany Zjednoczone w niedalekiej przyszłości przejmą kontrolę nad wyspą Chark.

Eskalacja konfliktu wywołała natychmiastową reakcję inwestorów. Indeks Dow Jones zanotował w środę spadek o ponad 900 punktów. Z kolei w czwartek rano zaobserwowano wzrost cen ropy naftowej Brent oraz surowca na rynku amerykańskim, co budzi obawy o dalsze wzrosty inflacji w krajach zależnych od importu energii.

"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie

Dlaczego wyspa Chark jest tak ważna

Niewielki skrawek lądu w Zatoce Perskiej stał się centralnym punktem zapalnym ze względu na swoją rolę w globalnym handlu energią. Z danych przytaczanych przez Business Insider wynika, że przez wyspę o powierzchni zaledwie 20 kilometrów kwadratowych przechodzi 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej. Analiza przeprowadzona przez organizację Iran Open Data wskazuje nawet na 96 procent. Oznacza to, że niemal cała sprzedaż tego surowca za granicę oraz ogromna część krajowych wpływów dewizowych są uzależnione od jednego terminala. Ze względu na swoje strategiczne znaczenie terytorium to jest ściśle strzeżone przez irańskie wojsko i zyskało miano zakazanej wyspy.

Według raportu Council on Foreign Relations wyspa od blisko 7 dekad stanowi główny węzeł eksportowy i uchodzi za koło ratunkowe dla gospodarki Teheranu. Większość wysyłanego stamtąd surowca trafia na rynki azjatyckie, w tym przede wszystkim do Chin. Daniel Swift z ośrodka analitycznego CEFP zauważa, że 50 procent dochodów państwowych Iranu pochodzi z sektora naftowo gazowego. Uszkodzenie infrastruktury na wyspie mogłoby zatem przynieść katastrofalne skutki dla budżetu tego kraju. Autorzy biuletynu finansowego The Kobeissi Letter ostrzegają z kolei, że ewentualne ataki znacząco pogłębiłyby trwający kryzys energetyczny w Azji.

Ostrzeżenia analityków i perspektywy rynkowe

Eksperci finansowi z niepokojem patrzą na rozwój wydarzeń. Analitycy banku JPMorgan już w kwietniu ostrzegali, że zakłócenia w funkcjonowaniu terminala na Chark mogą drastycznie pogorszyć historyczny szok podażowy na rynku ropy, który został wywołany trwającym konfliktem.

Neil Quilliam z instytutu Chatham House określił wyspę mianem pięty achillesowej Iranu. W jego opinii ewentualna okupacja tego terytorium dałaby Stanom Zjednoczonym silną kartę przetargową w negocjacjach dotyczących ponownego otwarcia cieśniny Ormuz. Ekspert uważa jednak za mało prawdopodobne, aby prezydent USA zdecydował się na wysłanie tam wojsk lądowych, biorąc pod uwagę ogromne znaczenie tego obszaru dla stabilności światowych rynków, o czym szerzej pisaliśmy w kontekście wpływu geopolityki na rynek paliw.

Warto przypomnieć, że siły amerykańskie zaatakowały wyspę jeszcze przed upływem kwietniowego terminu zawieszenia broni, który został wyznaczony przez Donalda Trumpa. W połowie marca amerykański prezydent nazwał to terytorium klejnotem koronnym Iranu. Według doniesień medialnych podczas dotychczasowych operacji militarnych celowo omijano jednak infrastrukturę energetyczną, starając się nie doprowadzić do całkowitego paraliżu eksportu.

Wybrane dla Ciebie