Nieudolna ochrona przemysłu może Europie bardziej zaszkodzić niż pomóc [OPINIA]
Ochronę europejskich producentów przed konkurencją Chin trzeba prowadzić ostrożnie. Chodzi o to, aby nie ograniczyć firmom dostępu do towarów inwestycyjnych i zaopatrzeniowych, które umożliwiają im rozwój, i nie stworzyć im tak cieplarnianych warunków, że osłabią ich innowacyjność - pisze w opinii dla money.pl prof. Jan Hagemejer.
Opinia prof. Jana Hagemejera, prezesa think-tanku CASE i wykładowcy Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, powstała w ramach 23. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem tematem przewodnim jest rosnący import UE z Chin. Zastanawiamy się, czy stanowi to zagrożenie dla europejskiej gospodarki oraz czy i jak Bruksela powinna temu przeciwdziałać. Równolegle publikujemy opinię dra Konrada Popławskiego, eksperta Ośrodka Studiów Wschodnich oraz analizę Grzegorza Siemionczyka. Dwa tygodnie temu, w pierwszej rundzie tej debaty, ukazały się opinie prof. Piotra Dominiaka i dr hab. Joanny Wolszczak-Derlacz, ekonomistów związanych z gdańskimi uczelniami, dra Wojciecha Paczosa z Uniwersytetu w Cardiff.
Deficyt Unii Europejskiej w handlu towarami z Chinami stał się ostatnio głośny ze względu na znaczący jego wzrost od 2022 r. Czy należy się tym martwić? Jestem sceptyczny, ponieważ sam deficyt nie jest niczym nienaturalnym, tak samo jak nadwyżka z innym krajem. Dobrze pokazał to Wojciech Paczos w swoim tekście, który ukazał się w ramach "Ringu ekonomicznego" money.pl dwa tygodnie temu. Jednocześnie to, co dzieje się z importem i eksportem Unii w kontekście Chin, jest już pewnym sygnałem niepokojących trendów. A ich przyczyną niekoniecznie są Chiny.
Skutki uboczne polityki Trumpa
Znaczący wzrost importu UE z Chin nastąpił w 2025 r., po tym, gdy administracja Donalda Trumpa zaczęła podnosić cła. Państwo Środka zostało objęte taryfami znacznie bardziej dotkliwymi niż inne kraje. Ograniczenie importu towarów z Chin przez USA spowodowało spadek ogólnego popytu na towary chińskie, co z kolei przełożyło się na spadek ich cen.
USA zdecydowały. Rosja nie jest już mocarstwem. Kto zastąpił Putina?
Skutkiem podwyżek ceł przez Waszyngton był wzrost cen dóbr eksportowanych z USA i spadek cen dóbr eksportowanych z Chin (tzw. efekt terms of trade). Efekt ten został wzmocniony nadmiernymi możliwościami produkcyjnymi i rosnącymi zapasami w chińskim przemyśle. Ten mechanizm "dokłada się" do innych czynników wzmacniających eksport z Chin do UE i innych krajów, takich jak potencjalne manipulacje kursem walutowym i niezbyt przejrzyste dopłaty do sektorów produkcji. Jedno i drugie zwiększa konkurencyjność cenową Chin wobec UE.
Efekty terms of trade to nie jest nieuczciwa konkurencja. Czy niedowartościowany kurs chińskiej waluty to nieuczciwa konkurencja? Możliwe. Z pewnością jednak jej przejawem są subsydia niezgodne z zasadami WTO i tzw. dumping, czyli eksport poniżej kosztu produkcji. Tyle że ocena, czy te praktyki są w Chinach powszechne, nie jest wcale prosta. Trzeba analizować każdy produkt z osobna. Dziś tak naprawdę nie znamy dokładnej skali tych zjawisk.
To oznacza, że jeśli UE chciałaby stosować dodatkowe instrumenty ochrony przed chińską konkurencją, to musi być ostrożna. Chodzi o to, aby nie popsuć istniejących relacji z Chinami, od których gospodarka UE zależy (o tym za chwilę), ale także o to, aby nie wyrządzić krzywdy tej gospodarce. Idealnie, ochrona powinna być proporcjonalna do skali nieuczciwości konkurencji. Z pewnością nie powinna ona jednak tworzyć cieplarnianych warunków dla europejskiego przemysłu. Protekcjonizm w przemyśle historycznie się nie sprawdził. Prowadził do spowolnienia wzrostu produktywności i braku bodźców dla innowacji.
Jak Europa uzależniła się od Chin
W pewnym uproszczeniu, koncepcja rozwoju przemysłu w przypadku UE polegała przede wszystkim na tym, aby jak najwięcej produkcji przenieść do Azji Południowo-Wschodniej, potem do Europy Środkowo-Wschodniej, a wreszcie i na największą skalę do Chin. Przy tym pozostała część łańcucha produkcji - ta najważniejsza, odpowiedzialna za innowację, marketing i inne lukratywne aktywności - miała pozostać w UE.
Problem polega na tym, że innowacje w przemyśle – zresztą nie tylko w UE, ale też w USA – nie następowały tak szybko jak powinny, a Chiny zbyt szybko dogoniły bardziej rozwinięte kraje w tym, w czym te drugie zamierzały się specjalizować. Charakterystycznym przykładem jest sektor motoryzacyjny, który przez lata walczył z elektryfikacją i inwestował głównie w to, aby produkować jak najbardziej efektywne samochody spalinowe, co przełożyło się na gigantyczny wzrost kosztów produkcji tychże i postępujący wzrost cen. Nagle okazało się, że zarówno w produkcji samochodów hybrydowych, jak i przede wszystkim elektrycznych, przemysł ten traci przewagi.
Jak zatem wygląda struktura importu z Chin? Ponad 60 proc. ogółu tych zakupów to towary kupowane przede wszystkim przez przedsiębiorstwa, czyli dobra inwestycyjne (maszyny, urządzenia itp.) oraz dobra zaopatrzeniowe (materiały i komponenty). Dostęp do konkurencyjnych cenowo dóbr inwestycyjnych ułatwia krajom Unii zwiększanie zdolności produkcyjnych oraz produktywności. Z kolei dobra zaopatrzeniowe to elementy łańcucha produkcji, które sprawiają, że unijny przemysł jest bardziej efektywny kosztowo. Wśród środków transportu (zarówno samochodów, jak i wszystkich innych) również znajdują się dobra inwestycyjne. Dobra konsumpcyjne to zaledwie 24 proc. importu UE z Chin.
Konsekwencją tej struktury importu jest to, że protekcjonizm z jednej strony ogranicza konkurencję na rynkach dóbr finalnych, ale z drugiej strony może prowadzić do wzrostu kosztów produkcji europejskich przedsiębiorstw. Udział komponentów pochodzących z Chin w całkowitej wartości eksportu przemysłu UE w 2022 r. wynosił ok. 3,1 proc. (ostatnie dane OECD), ale może być znacznie większy w poszczególnych sektorach i przedsiębiorstwach (przy okazji można zauważyć, że w przybliżeniu wzrost eksportu UE poza Chiny o 1 miliard euro zwiększa deficyt handlowy UE z Chinami o 30 mln euro).
Jak chronić przemysł, żeby go nie osłabiać?
Co więc UE może zrobić, aby chronić rodzimych producentów przed nieuczciwą konkurencją? Z pewnością powinna jak najbardziej efektywnie i jak najszybciej prowadzić postępowania antydumpingowe i przeciw subsydiom, aby ochrona odpowiednich sektorów nie była spóźniona. Ale jeśli skala nieuczciwej konkurencji ze strony Chin jest wysoka, efekty takich detalicznych postępowań mogą być niewystarczające. Z kolei rozwiązania w rodzaju "wzajemnych ceł" Donalda Trumpa to błądzenie we mgle. A jeśli już mamy zwiększać protekcjonizm, to powinien on raczej mieć charakter rozwojowy niż destrukcyjny.
Chodzi o to, że ewentualne działania protekcjonistyczne powinny wspierać długookresowe procesy innowacji oraz inteligentnego cięcia kosztów produkcji w tych sektorach, które tracą przewagę, ale mogą ją jeszcze odzyskać. Tzw. konkurencyjność pozacenowa, o której zwiększaniu głośno wśród ekonomistów w UE od co najmniej dwóch dekad, to przede wszystkim atrakcyjność produktu dla konsumenta. Na tym polu też ewidentnie UE traci przewagę.
Oczywiście, istnieją też aspekty konkurencyjności pozacenowej, które mają znaczenie dla UE i w których może być potrzebne dodatkowe wsparcie. To między innymi ślad węglowy towarów spoza UE, które nie podlegają normom emisji i mechanizmowi ETS. Ten problem w jakimś stopniu ma rozwiązać podatek graniczny od emisji dwutlenku węgla (CBAM). UE może też egzekwować normy bezpieczeństwa i zdrowia, które spełniać muszą importowane towary. Znacznie trudniej jednak zweryfikować to, czy towary te powstają z poszanowaniem praw pracowniczych i praw człowieka, które są standardem w UE. Bruksela może uwzględniać te aspekty przy dopuszczaniu towarów na wspólny rynek, ale na transparentnych zasadach i bez dyskryminacji. To może być bowiem czynnik zmieniający relatywną konkurencyjność różnych partnerów.
Tymczasem dobre relacje z krajami rozwijającymi są istotne w kontekście rozwoju możliwości eksportowych UE. Nie należy spodziewać się znaczącego wzrostu popytu na rynku unijnym, choćby ze względu na złą sytuację demograficzną i powolny wzrost gospodarczy. Z kolei w krajach rozwijających się perspektywy demograficzne są znacznie lepsze, a szybki wzrost gospodarczy tworzy coraz większą klasę średnią, która stanowi rosnące źródło zapotrzebowania na europejskie towary. Z tej perspektywy patrząc, UE powinna dążyć do rozszerzania sieci powiązań handlowych, zawierając umowy takie jak z krajami Mercosur, Indiami lub Indonezją. Tym bardziej więc wskazana jest ostrożność w stosunkach handlowych z Chinami i innymi dużymi krajami rozwijającymi się, które będą coraz większymi graczami na rynku międzynarodowym.
Ponadto wydaje się, że w rozważaniach nad konkurencją międzynarodową, które skupione są przede wszystkim na kondycji europejskiego przemysłu, po macoszemu traktuje się perspektywę konsumenta. O ile zachowane są odpowiednie normy jakości towarów importowanych, ograniczenia konkurencji międzynarodowej prowadzą nieuchronnie do wzrostu cen i pogorszenia dobrobytu konsumentów. O tym UE nie może zapominać.
Autorem opinii jest dr hab. Jan Hagemejer, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, prezes CASE Centrum Analiz Społeczno Ekonomicznych.