8 mld euro odszkodowań za loty. Szef IATA: "To pasażerowie płacą"
Ważą się losy reformy systemu praw pasażerów w UE. Nie wszystkie zmiany idą w kierunku, który podoba się liniom lotniczym. – Chciałbym wierzyć, że Unia Europejska zacznie od nowa i zastanowi się, co próbuje naprawić, a potem jak to zrobić. Bo problem, który zidentyfikowała, nie został rozwiązany – mówi money.pl Willie Walsh, dyrektor generalny IATA, organizacji zrzeszającej ponad 300 przewoźników z całego świata.
Bezskuteczne próby przeprowadzenia reformy praw pasażerów w UE podjęto już ponad 10 lat. Dopiero polska prezydencja w Radzie UE ponownie "odkurzyła" ten temat i wypchnęła dalej projekt zmian w przepisach, zakładający m.in. ograniczenie prawa do odszkodowania dzięki podniesieniu progu opóźnienia z trzech do nawet sześciu godzin. W styczniu Parlament Europejski powiedział "nie" ograniczaniu praw pasażerów, a nawet zaproponował nowe – jak prawo do bezpłatnej walizki kabinowej w cenie biletu. "Nie" propozycjom zmian powiedziała Rada Europejska.
Spór o interpretację rozporządzenia
Cały system opiera się na rozporządzeniu EU261 z 2004 r., a także późniejszym orzecznictwie sądów powszechnych i Trybunału Sprawiedliwości UE. I to właśnie ta "nadbudowa" do krótkiego aktu prawnego w ocenie linii lotniczych stanowi problem.
– Główny problem, jaki mam z tym zagadnieniem to fakt, że to, co przewidywano w 2004 r. i to, co mamy dzisiaj, to dwie zupełnie różne rzeczy. Rozporządzenie nie było wtedy interpretowane tak, jak jest interpretowane obecnie. Największym błędem było oparcie decyzji na anegdotach, a nie na danych. I tak zostało do teraz – stwierdza Willie Walsh, dyrektor generalny Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych IATA, w odpowiedzi na pytanie money.pl podczas spotkania z europejskimi dziennikarzami.
Nawet 600 euro za opóźniony lot. Dlaczego linie lotnicze odmawiają pasażerom wypłaty odszkodowań?
W pierwotnym brzmieniu rozporządzenie EU261/2004 przewidywało odszkodowanie za odmowę przyjęcia na pokład i odwołanie lotu, ale nie przyznawało go wprost za samo opóźnienie. Zmieniło się to w 2009 r. w wyniku przełomowego orzeczenia TSUE, który uznał, że pasażerowie lotów opóźnionych o co najmniej trzy godziny znajdują się w podobnej sytuacji jak ci, których lot odwołano.
Kilkukrotnie podczas dorocznych zgromadzeń IATA w minionych latach Walsh o obecnym kształcie unijnego systemu odszkodowań mówił, że to "potwór" stworzony przez UE i sądy, "koszmar", a nawet "zaraza". TSUE wydał ponad 200 orzeczeń dotyczących interpretacji treści rozporządzenia. Bałagan jest faktem, bo dwa składy orzekające w tym samym gmachu w sprawie dwóch pasażerów tego samego lotu potrafią wydać dwa różne rozstrzygnięcia.
Dlatego Walsh uważa, że Unia ze zbyt dużą łatwością podchodzi do tworzenia nowych przepisów.
– Wystarczy, że polityk stwierdził, że podczas ostatniego lotu nie dostał filiżanki gorącej herbaty i już się pojawia chęć wprowadzenia regulacji. Nie mógł włożyć torby do schowka nad głową? Wprowadźmy regulacje. To jest problem Unii Europejskiej. Jej rozwiązaniem na wszystko są regulacje, a później zdziwienie, że UE nie jest konkurencyjna. Bo każda regulacja podnosi koszty – dodaje Walsh.
"Ostatecznie to pasażerowie płacą"
Przypomina, że celem rozporządzenia EU261/2004 było ograniczenie odwołań i opóźnień lotów. Pomstował, gdy rok temu TSUE nie uznał za "nadzwyczajną okoliczność", zwalniającą z konieczności wypłaty odszkodowań, śmierci pilota w hotelowym łóżku. Rejs linii TAP Portugal odwołano, gdy wstrząśnięta pozostała część załogi stwierdziła, że nie jest w stanie go odbyć. Trzeba było ściągnąć z Lizbony do Stuttgartu nową załogę.
IATA wielokrotnie podkreślała w ostatnich latach, że winne opóźnień i odwołań lotów w Europie są także strajki kontrolerów ruchu lotniczego, szczególnie we Francji, a także nieefektywność systemu zarządzania przestrzenią powietrzną. Lecz to nie agencje żeglugi powietrznej płacą odszkodowania.
– Chciałbym wierzyć, że Unia Europejska zacznie od nowa i zastanowi się, co próbuje naprawić, a potem jak to zrobić. Bo problem, który zidentyfikowała, nie został rozwiązany. Linie lotnicze wypłacają rocznie 8 mld euro odszkodowań z tytułu EU261/2004. Ale ostatecznie to pasażerowie za to płacą (w cenach biletów – przyp. red.), bo branża lotnicza nie jest w stanie pokryć 8 mld euro dodatkowych kosztów – przekonuje szef IATA.
Podczas AGM i World Air Transport Symposium w Rio de Janeiro organizacja ta nazwała unijne rozporządzenie "odwróconym Robin Hoodem", oceniając, że 99 proc. pasażerów jest niesprawiedliwie obciążanych dodatkowymi kosztami w celu wypłaty rekompensat 1 proc. podróżnym dotkniętym opóźnieniami.
Przekonają pasażerów?
Jak Willie Walsh chciałby zatem przekonać pasażerów, że ograniczenie lub pozbawienie prawa do odszkodowania za opóźnienie po 3 godz. lotu leży w interesie podróżnych, a nie wyłącznie linii lotniczych?
– Pytanie brzmi: chcesz otrzymać odszkodowanie po odwołaniu lotu czy wolisz pogodzić się z opóźnieniem, ale dotrzeć do celu? Myślę, że to właśnie o to chodzi. W praktyce dochodzi do sytuacji, w której linia lotnicza stwierdza, że równie dobrze może odwołać opóźniony lot. Z operacyjnego punktu widzenia będzie to dla niej łatwiejsze, bo tak będzie musiała wypłacić to samo odszkodowanie, zamiast starać się obsłużyć ten lot. To po prostu szaleństwo, to jakaś perwersja, biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy – odpowiada pytany przez money.pl.
Co dalej z reformą? Trwają negocjacje
Przypomnijmy, że na mocy obecnie obowiązujących przepisów EU261/2004, w przypadku odwołania rejsu, odmowy wejścia na pokład lub dużego opóźnienia pasażer ma prawo do opieki (posiłki, nocleg, transport) oraz – przy spełnieniu warunków – odszkodowania w wysokości od 250 do 600 euro.
Jak wspomnieliśmy wcześniej, w kontekście reformy systemu ochrony praw pasażerów trwają jeszcze negocjacje między Radą UE i Parlamentem Europejskim. Rada opowiada się m.in. za podniesieniem progów opóźnienia uprawniających do odszkodowania (4 godziny dla części lotów i 6 godzin dla dłuższych tras), podczas gdy Parlament chce utrzymać obecny próg 3 godzin. Obie instytucje popierają także doprecyzowanie obowiązków informacyjnych linii wobec pasażerów, procedur składania reklamacji i części nowych praw pasażerskich.
Formalnie Rada odrzuciła w marcu 2026 r. stanowisko Parlamentu, co rozpoczęło procedurę pojednawczą (Conciliation Committee), czyli formalne negocjacje między obiema instytucjami. Impas spowodował, że kwestia reformy stanęła 8 czerwca w Luksemburgu podczas spotkania ministrów ds. transportu. – To była najbardziej gorąca dyskusja, chociaż nie był to oficjalny punkt porządku obrad – stwierdził Dariusz Klimczak, minister infrastruktury, cytowany przez PAP.
Wyraził przekonanie, że do 15 czerwca negocjatorom uda się osiągnąć porozumienie, a także zachować równowagę pomiędzy jasnymi prawami pasażerów i zapewnieniem stabilności prawnej dla linii lotniczych, które obecnie funkcjonują w "bardzo zmiennych geopolitycznie warunkach i boją się kolejnych nowych kosztów".
– Nie chcielibyśmy, aby wysokość odszkodowania windowała potem ceny biletów czy wpływała na stabilność funkcjonowania linii lotniczych, w tym polskiego LOT-u – powiedział Klimczak.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl, z Rio de Janeiro