"Złość w Świnoujściu spowodowana turystyką paliwową z Niemiec jest zrozumiała. Kiedy tworzą się długie kolejki przy dystrybutorach i stacje benzynowe są tymczasowo zamykane, szybko pojawiają się obawy, że mieszkańcy ostatecznie sami nie dostaną paliwa" - pisze "Ostsee Zeitung". Stefanie Ploch z tej gazety odnosi się do apelu prezydentki Świnoujścia, Joanny Agatowskiej ws. potrzeby ograniczeń w sprzedaży paliwa do kanistrów. Publicystka uznaje go za "zrozumiały", choć jednocześnie wskazuje na konieczność delikatności w podejmowaniu takich działań.
Jej zdaniem działania skierowane przeciwko niemieckim kierowcom mogą być "drażliwym sygnałem", co ma o tyle duże znaczenie, że wyspa Uznam od lat prosperuje dzięki współpracy mieszkających po obu stronach granicy.
Według niemieckiej prasy, kierowcy z Niemiec naturalnie szukają tańszych opcji paliwowych, podobnie jak Polacy wybierają tańsze zakupy w Niemczech. Wzajemna wymiana między regionami przygranicznymi jest istotna, dlatego jakikolwiek brak równowagi może być szkodliwy.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
"Ograniczanie jej powinno być zatem zawsze ostatnim krokiem – zamiast tego politycy powinni podjąć działania przeciwko wysokim cenom paliwa" - akcentuje komentatorka.
Inne niemieckie gazety również informowały o zjawisku, zwracając uwagę na długie kolejki samochodów przed polskimi stacjami benzynowymi. "Maerkische Oderzeitung" donosi o kierowcach pokonujących duże dystanse, by zaopatrzyć się w tańsze paliwo. Wojna w Iranie i wzrost cen paliw w Niemczech powyżej dwóch euro za litr tylko wzmogły tę turystykę.
Niemcy zaostrzają kontrole na granicach
Dodatkowo, niemiecka służba celna zaostrzyła kontrole w rejonach granicznych, pilnując by kierowcy przestrzegali limitów przewożonego paliwa. Pełen bak plus maksymalnie 20 litrów w kanistrze to dozwolone ilości, ich przekroczenie grozi podatkami energetycznymi.
Źródło: dw.com