święta (strona 3 z 21)

Szczyt dynamiki wzrostu cen żywności. "Sałatka jarzynowa droższa, bo cenę podbija majonez"
15
4:34

Szczyt dynamiki wzrostu cen żywności. "Sałatka jarzynowa droższa, bo cenę podbija majonez"

- W całej inflacji mamy nośniki energii, które ceny bardzo podbijają. Martwi także inflacja bazowa, która ma duży wpływ na koszyk produktów podstawowych i wynosi obecnie 11,4 proc. - powiedział w programie "Newsroom" dr Jakub Olipra, starszy ekonomista z Banku Credit Agricole. - Dochody gospodarstw domowych nie rosną tak szybko jak inflacja. Nasza siła nabywcza maleje, bo nasze wynagrodzenia nie nadążają za wzrostem cen. Jeśli chcemy utrzymać poziom wydatków z poprzednich świąt, musimy to zrobić kosztem oszczędności lub kosztem konsumpcji innych dóbr. W przypadku tradycyjnej sałatki jarzynowej kluczowa jest cena warzyw i majonezu. W majonezie mamy jaja i tłuszcze, które dość silnie podrożały i są na szczycie tabeli wzrostów. Ale pamiętajmy, że są różne diety. Jedni jedzą więcej mięs, inni więcej warzyw. Dlatego niektórzy konsumenci podwyżki odczuwają bardziej. To co jest optymistyczne, to fakt, że jesteśmy na szczycie dynamiki wzrostu cen żywności. Ceny nie będą dużo niższe w przyszłym roku, ale wzrosty będą wolniejsze. W czwartym kwartale zejdziemy do jednocyfrowego tempa wzrostu, będzie to w okolicach 5 proc. Na całe szczęście dla konsumentów zerowy VAT na żywność został utrzymany. Inaczej musielibyśmy do cen żywności od nowego roku doliczyć kilka procent.

KKG

Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"
14
4:11

Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"

- W kwestii drożyzny i podwyżek na święta czegoś takiego faktycznie dawno nie było. Nasze wynagrodzenia nie nadążają za inflacją. I to dotyczy już nie tylko jakiejś niewielkiej grupy osób z najniższymi pensjami, ale całego społeczeństwa - powiedział w programie "Newsroom" WP Maciej Samcik, założyciel bloga subiektywnieofinansach.pl. – Mówimy o wzrostach cen o 20-30 proc., niektóre produkty podrożały dwukrotnie. To jest coś, czego nie pamiętamy w naszym dorosłym życiu. Jak przez mgłę wspominam hiperinflację, gdy zmieniał się ustrój w Polsce. Polacy deklarują, że wydadzą na święta o 1 proc. więcej niż zwykle, czyli od 1000 do 1500 zł. To by oznaczało, że do wydatków podchodzimy rozsądnie i nie zamierzamy świąt pokrywać z oszczędności, a co gorsza z pożyczek. Ale ja mam wątpliwości, czy te deklaracje się potwierdzą. Do świąt jest podejście nabożne, to nie jest czas, gdy chcemy myśleć o oszczędnościach. Ale jeśli ktoś na co dzień myśli o racjonalizowaniu wydatków, to te święta go nie zabiją, bo mówimy o 300-400 zł więcej. Ale znam ludzi, którzy sobie nieźle pofolgowali. Najpierw były ostatnie wakacje przed kryzysem i trzeba było poszaleć, teraz mamy święta i jeszcze nas stać, to też możemy sobie na więcej pozwolić, potem będzie sylwester huczny, a potem przyjdzie styczeń. Ja nie chcę straszyć i psuć humorów, ale początek roku zawsze oznacza podwyżki cen regulowanych. I to będzie boleć. Warto mieć na to założoną jakąś rezerwę.
Patrycjusz Wyżga

P. Wyżga

6 tys. zł w jeden dzień. Mikołajowie rekordziści zarabiają jeszcze więcej. "Trzeba mieć to coś"
1
5:23

6 tys. zł w jeden dzień. Mikołajowie rekordziści zarabiają jeszcze więcej. "Trzeba mieć to coś"

Jeśli zarabiamy minimalną krajową, to na święta musimy pracować przez 12 dni. To jest o dwa dni dłużej niż rok temu. I to zła wiadomość. Ale każdy, kto robi zakupy, widzi, jak w tej chwili wyglądają ceny takiego tygodniowego koszyka produktów - powiedział w programie "Newsroom" WP Krzysztof Inglot, założyciel Personnel Service. – Osoby, które zarabiają w okolicach średniej krajowej, będą pracować przez 6 dni na to, by mieć pieniądze na zorganizowanie świąt na kwotę 1,2 tys. zł. Przed świętami jest zawsze dużo ofert pracy i można dorobić. Rekordziści, których znam, w roli Mikołaja potrafią zarobić od 3 do 6 tys. zł dziennie. Są tacy, którzy radzą sobie jeszcze lepiej. Trzeba mieć piękny strój i dar do tego, by nawiązać dobry kontakt z dziećmi, dać im radość. Dzieci to czują, rodzice też i polecają sobie dobrych Mikołajów. Trzeba po prostu mieć to „coś”. Zarobki zależą też od tego, ile miejsc uda się w jeden dzień zaliczyć. W Warszawie są korki, więc to jest pewne utrudnienie. Nieco mniej zarabiają Mikołajowie w centrach handlowych i w różnych miejscach promocyjnych. Ale to są pieniądze, którymi istotnie można uzupełnić domowy budżet. Są tatusiowie, którzy mają predyspozycje i są świetnymi Mikołajami. Można także dorobić jako sprzedawca choinek, sprzedawca ryb, ale to jest już praca na mrozie. Jest też dużo pracy w handlu, tu zarobki kształtują się w okolicach 15 zł za godzinę na rękę. Mamy dużo imprez firmowych, potrzebna jest pomoc kuchenna i kelnerzy. Ci ostatni mogą także liczyć na napiwki.
Mateusz Ratajczak

M. Ratajczak