obietnice wyborcze (strona 2 z 4)

Największe wyzwanie dla Tuska. "Równia pochyła. Trzeba zawrócić"
WIDEO

Największe wyzwanie dla Tuska. "Równia pochyła. Trzeba zawrócić"

Czy stać nas na spełnienie obietnic partii opozycyjnych, które prawdopodobnie utworzą rząd? - Na tak postawione pytanie odpowiem: pewnie, że nas stać - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Proszę sobie przypomnieć, co się wydarzyło w pandemii. Rząd z dnia na dzień uznał, że potrzebuje ponad 200 mld zł i pieniądze się znalazły. Tak samo było w przypadku wojny w Ukrainie. Zaciągnięcie długu to nic trudnego. Problem jest gdzie indziej. Politycy w Polsce uznali, że nie ma innego sposobu na wygranie wyborów, jak zarzucenie wyborców obietnicami, przekupienie ich. Wszystkie partie poszły tym tropem, może poza Konfederacją. Wyborcy nie chcą słyszeć o oszczędnościach i cięciach, czekają na to, co poszczególne partie zaoferują, co dadzą. Opozycja to wie, dlatego musiała złożyć obietnicę, że niczego co zostało dane, nie zabierze. Skąd wziąć pieniądze? Najprostsza sprawa to uruchomienie drukarek do pieniędzy. PiS miał komfortową sytuację, bo NBP robił to, co partia rządząca sobie życzyła. Nowy rząd zapewne pożyczy pieniądze na obietnice, zrobi to bez problemu, bo zadłużenie mamy stosunkowo niskie. To oczywiście nie jest dobra wiadomość, bo nie wolno się nadmiernie zadłużać. Ale skoro polityka polska została doprowadzona do takiego upadku, że politycy wiedzą, iż nie wolno mówić o oszczędzaniu, teraz nie ma wyjścia i trzeba obietnice zrealizować za cenę wzrostu długu. A potem trzeba zabrać się za stabilizowanie budżetu i finansów publicznych, które przez ostatnie dwa lata zostały całkowicie zdewastowane na skutek decyzji PiS. Mamy rosnące koszty obsługi długu, o którym nie wiemy, jaki on faktycznie jest. Przyszły rok jest stracony, deficyt urośnie. Naprawa finansów publicznych to bardzo ważne zadanie dla nowego rządu. Najważniejsze jest to, by nie poruszać się po równi pochyłej. Trzeba zawrócić ze ścieżki, która prowadzi nas do kryzysu - stwierdził ekonomista.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."
WIDEO

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."

Bilion złotych - to łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej. Tak wynika z wyliczeń money.pl i Forum Obywatelskiego Rozwoju. - To gigantyczna kwota, która pokazuje, że politycy mieli wyjątkowy rozmach. Obiecali nam wszystko, wręcz złote góry - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Jako redakcja uznaliśmy, że trzeba to policzyć, bo taka jest nasza rola. Musimy patrzeć politykom na ręce. Tym bardziej, że politycy prawie nigdy nie mówią o tym, skąd na spełnienie obietnic wziąć pieniądze. Dlatego zachęcam do odwiedzenia strony wybory2023.money.pl, by dowiedzieć się, jaka jest prawda. Każda z tych partii zaproponowała ogromny wzrost wydatków publicznych w najbliższym czasie. Mówimy tak naprawdę o ogromnej dziurze w finansach publicznych - dodał Łukasz Kijek. - Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców - powiedział Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 proc. PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł. Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 proc. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? - zastanawia się ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Najdroższe obietnice PO i PiS. Jeden wspólny program. "Zagadka"
WIDEO

Najdroższe obietnice PO i PiS. Jeden wspólny program. "Zagadka"

- Dwa kluczowe ugrupowania polityczne, czyli PiS i PO, przedstawiły swój program wyborczy na niespełna miesiąc przed wyborami - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, redaktor naczelny money.pl. - To zaskakujące, że wyborcy musieli tak długo czekać na konkrety PO i pomysły PiS. Największe koszty wiążą się oczywiście z obietnicą rozbudowy armii. To oczywiście ważny temat, ale pojawia się pytanie o finansowanie. Dowiadujemy się, że jest jakiś kredyt w Korei Południowej, ale nic nie wiemy o tym, jakie będą jego koszty. Jest dużo obietnic, które dobrze wyglądają na papierze, natomiast na koniec nie ma rzetelnej odpowiedzi na pytanie, skąd znajdą się na to pieniądze. Jeśli chodzi o Platformę to najbardziej kosztowne jest podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł. KO także obiecuje dopłatę do czynszu 600 zł. Jest też program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”. PO chce, żeby to było 0 proc. To ogromny koszt dla całego sektora. Do tego duże podwyżki dla budżetówki. Są też mniejsze konkrety, takie jak rozliczenie Daniela Obajtka, które zostały do programu wpisane trochę na siłę - ocenia Łukasz Kijek. - My z kolei przyglądamy się temu, co zostało zapisane w projekcie budżetu na przyszły rok i przewidujemy, co się w nim znajdzie, mimo że na razie tego nie widzimy - dodaje Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Z pewnością po zapowiedzi Magdaleny Rzeczkowskiej, minister finansów, zostanie przedłużona tarczy antyinflacyjna. Do tego pojawiła się obietnica poprawienia posiłków w szpitalach, czy rewitalizacji bloków z wielkiej płyty. Myśmy to wszystko podliczyli. Do tego doliczyliśmy wydatki, które zostały wyprowadzone poza budżet. Jeśli chodzi o opozycję, to faktycznie program tanich kredytów jest wielką zagadką. Już w tej chwili wniosków jest tyle, że system jest zablokowany i limity są niewystarczające. Pytanie, czy program będzie rozszerzany? Jeśli tak, to rachunek kosztów obietnic diametralnie rośnie po obu stronach sceny politycznej - zaznacza ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek