Strefa euro podnosi koszt kredytów. Czas na Polskę? Członek RPP komentuje
Europejski Bank Centralny pierwszy raz od trzech lat zdecydował się na podwyżkę stóp procentowych. Czy podobny ruch zobaczymy wkrótce w Polsce? - Jesteśmy w zupełnie innej, bardziej komfortowej sytuacji - mówi money.pl Ludwik Kotecki z Rady Polityki Pieniężnej.
Zgodnie z prognozami ekspertów, w czwartek EBC podniósł koszt pieniądza w strefie euro. Podwyżka wyniosła 25 punktów bazowych - był to pierwszy ruch w górę od 2023 r. i pierwsza zmiana poziomu stóp procentowych od równo roku.
- Decyzja o podniesieniu stóp była jednogłośna. Inne rozwiązania nie były przedmiotem debaty - powiedziała szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde. Jak dodała, z punktu widzenia inflacji, ale też rozwoju gospodarek krajów strefy euro, głównym źródłem niepewności jest dalszy rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Wzrost cen energii jeszcze bardziej podniesie inflację w okresie letnim i utrzyma ją znacznie powyżej celu do pierwszej połowy 2027 r. Będzie on również miał wpływ na inflację cen żywności, towarów i usług - oceniła Lagarde. - Im dłużej ceny energii utrzymują się na wysokim poziomie, tym większe jest prawdopodobieństwo, że podniosą one poziom inflacji przez efekty pośrednie i wtórne - dodała prezeska EBC.
Cieśnina Ormuz będzie otwarta? Nawet jeśli, to na efekty poczekamy
Ludwik Kotecki: jesteśmy w komfortowej sytuacji
Co z tego wszystkiego wynika dla Polski? Jeden z członków Rady Polityki Pieniężnej, Ludwik Kotecki, tłumaczy w rozmowie z money.pl, że naszej sytuacji nie można porównywać do tego, co dzieje się w strefie euro.
Ekonomista przypomina, że przed podwyżką poziom stóp wynosił tam ok. 2 proc., podczas gdy w Polsce koszt pieniądza to obecnie 3,75 proc. - Zatrzymaliśmy się z naszymi obniżkami na bardzo bezpiecznym poziomie, co powoduje, że nie musimy dzisiaj reagować gwałtownie w drugą stronę - ocenia nasz rozmówca.
Inflacja w Polsce zaskakująco nie rośnie (w maju według GUS wyniosła 3,1 proc. w skali roku, podczas gdy rynek spodziewał się 3,7 proc. - przyp. red.). Poziom realnej stopy procentowej, czyli po skorygowaniu jej o poziom inflacji, jest wysoki. To wszystko powoduje, że jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji i możemy ze spokojem czekać na dalszy rozwój wydarzeń - komentuje dla money.pl Ludwik Kotecki.
Co z inflacją w Polsce? "Słodko-gorzka pigułka"
W najbliższej przyszłości podwyżek w Polsce nie spodziewa się też Piotr Bielski, szef departamentu analiz ekonomicznych w banku Erste. - Przy podejmowaniu decyzji o wysokości stóp procentowych ważny jest kontekst makroekonomiczny i to, jakimi dysponujemy prognozami dotyczącymi inflacji - wyjaśnia ekonomista w rozmowie z money.pl.
Piotr Bielski przypomina, że dla Rady Polityki Pieniężnej w Polsce kluczowym dokumentem jest projekcja inflacji, czyli oficjalne szacunki dotyczące przyszłych wzrostów cen, publikowane trzy razy do roku przez Narodowy Bank Polski. Najnowszą edycję projekcji poznamy w lipcu. - Nie mamy 100-procentowej pewności, co się w niej znajdzie. Ale na podstawie naszych analiz możemy zakładać, że będzie to raczej słodko-gorzka pigułka - mówi makroekonomista Erste.
Jak tłumaczy, wszystko wskazuje na to, że dokument NBP nie uwzględni w swoich obliczeniach tzw. pakietu CPN, który tłumi podwyżki cen paliw na stacjach benzynowych. - Ekonomiści banku centralnego będą zmuszeni założyć wygaszenie tego programu, co podniesie w Polsce ścieżkę inflacji prawdopodobnie o niecały punkt procentowy - wyjaśnia Bielski.
W rezultacie, w drugiej połowie tego roku tempo wzrostu cen znajdzie się przejściowo powyżej celu NBP (2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy w górę lub w dół), do którego może wrócić najwcześniej w 2027 r. Ale to wciąż nie oznacza, że polska RPP musi pójść w ślady EBC i podnosić poziom stóp.
Taka ścieżka inflacji nie musi wymagać od banku centralnego jakichś gwałtownych decyzji, bo ostatni zestaw krajowych danych był raczej uspokajający. Inflacja w maju okazała się słabsza od prognoz, tempo podwyżek wynagrodzeń również słabnie. Wszystko to oznacza, że wpływ na wzrost oczekiwań inflacyjnych Polek i Polaków nie będzie tak silny - wskazuje Piotr Bielski.
Zdaniem ekonomisty, RPP może rozważyć podwyżkę stóp procentowych tylko w scenariuszu, w którym taką decyzję wymusi na Polsce rynek. - W przyszłym tygodniu swoją decyzję ogłosi Narodowy Bank Czeski. Jeśli podniesie poziom stóp, a podobnych decyzji w naszym regionie będzie więcej, to może odbić się na osłabieniu polskiej waluty. Ale nie sądzę, żeby ten argument był decydujący dla polskiej Rady Polityki Pieniężnej - stwierdza Bielski.
Obniżki stóp w Polsce? Są już takie głosy
Podobny punkt widzenia przyjmuje Kamil Pastor z PKO BP. - Podwyżka stóp procentowych przez EBC ma przede wszystkim charakter sygnalny. Jej celem jest podkreślenie determinacji banku w walce z inflacją oraz pokazanie rynkom, że bank pozostaje gotowy do utrzymania stabilności cen - mówi nam ekonomista. Jak tłumaczy, sytuacja w Polsce wygląda nieco inaczej.
Obawy przed rozlaniem się szoku na pozostałe kategorie cenowe pozostają ograniczone. Większość firm nadal nie dysponuje wystarczającą siłą cenotwórczą, aby w pełni przerzucać wyższe koszty na klientów. Nie obserwujemy ponadto innych istotnych szoków podażowych, takich jak zaburzenia w łańcuchach dostaw, ani impulsów popytowych, np. w postaci proinflacyjnych programów fiskalnych - ocenia Kamil Pastor.
Jego zdaniem NBP ma dziś komfort utrzymywania wyczekującej postawy i pozostawienia stóp procentowych bez zmian. - W RPP zaczęły pojawiać się nawet głosy sugerujące możliwość powrotu do obniżek stóp procentowych w sprzyjających okolicznościach - podkreśla ekspert w rozmowie z money.pl.