- Kolejne banki wprowadzają do oferty hipoteki na PolSTR. W komunikatach zamiast szerszego wyjaśnienia nowego wskaźnika pojawiają się odesłania do mapy drogowej oraz materiałów GPW Benchmark lub KNF.
- Sektor nie popiera wprowadzenia PolSTR, ale nie mamy wyjścia, bo nie będzie na czym zarabiać, skoro KNF zakazał stosowania WIBOR – przekazał nam jeden z bankowców. Inni rozmówcy money.pl również opowiadają o obawach przed otwartym konfliktem z nadzorem.
- Bankowcy wskazują też na problemy z samą konstrukcją PolSTR. W wielu produktach koszt finansowania trzeba znać z góry, tymczasem przy stopie składanej na PolSTR jego ostateczna wysokość jest znana dopiero później.
- Część sektora chciałaby dlatego dopuścić w hipotekach stopę referencyjną NBP. Sam bank centralny ostrzega jednak, że masowe stosowanie innej stopy niż PolSTR mogłoby podważyć zaufanie do nowego wskaźnika i całej reformy.
- KNF potwierdza, że banki zawierające po 1 stycznia 2027 r. nowe umowy oparte na WIBOR-ze muszą liczyć się z czynnościami nadzorczymi.
- Reformę wskaźników referencyjnych oficjalnie rozpoczął w kwietniu 2022 r. rząd Mateusza Morawieckiego. Największego przyspieszenia nabrała jednak już za rządów Donalda Tuska.

W lutym opisaliśmy w money.pl, że przeciw reformie jest ok. 80 proc. uczestników rynku, a banki unikają otwartego stanowiska, bo zależą od nadzoru. W lipcu ujawniliśmy, że zakaz stosowania WIBOR-u w nowych umowach wynika z aneksu GPW Benchmark, a KNF potwierdziła, że będzie go egzekwować.
Teraz reforma przestała być planem na papierze. PolSTR trafia do ofert dla klientów, a money.pl poznał kulisy rozmów, które bankowcy prowadzą o nim między sobą.
Czasu na zmianę jest coraz mniej. Od 1 stycznia 2027 r. WIBOR nie będzie mógł być stosowany w nowych umowach. W istniejących kontraktach może pozostać jeszcze przez kilka lat, ale publikacja głównych stawek WIBOR ma zakończyć się najpóźniej z końcem 2036 r. Banki już teraz muszą więc przestawiać nowe produkty na inne rozwiązania.
PolSTR wchodzi do hipotek. Wyjaśnienia są oszczędne
We wrześniu kredyty hipoteczne oparte na PolSTR wprowadziły PKO BP, ING, Millennium, Pekao i VeloBank. W październiku dołączył mBank, który w nowych wnioskach zastępuje WIBOR 3M wskaźnikiem POLSTR 1M Stopa Składana. PolSTR pojawił się też w produktach dla firm: mBank wprowadził na nim faktoring od października tego roku, a Pekao już blisko rok temu uruchomił kredyt obrotowy oparty na nowym wskaźniku.
Banki informują o zmianie w komunikatach, ale szerzej nie tłumaczą klientom, czym PolSTR różni się od WIBOR-u. Zwykle wskazują administratora wskaźnika i mapę drogową reformy, a po szczegóły odsyłają do materiałów GPW Benchmark, KNF lub Narodowej Grupy Roboczej.
Zbiega się to z tym, co latem nieoficjalnie usłyszeliśmy od osoby z kierownictwa jednego z banków. Według niej sektor ma przede wszystkim kierować klientów do oficjalnych dokumentów dotyczących reformy, choć dla przeciętnego odbiorcy nie są one łatwe do zrozumienia.
Nie widać też szerokiej kampanii informacyjnej instytucji publicznych, choć reforma dotyczy rynku, na którym wartość kontraktów opartych na WIBOR-ze sięga około 10 bln zł.
Za zamkniętymi drzwiami: "nie mamy wyjścia"
Bankowcy, z którymi rozmawialiśmy, zastrzegli anonimowość. Jeden z nich przekonuje, że opór wobec nowego wskaźnika jest znacznie większy, niż wynikałoby z oficjalnej komunikacji sektora.
Nikt nie popiera wprowadzenia PolSTR (dyrektorzy, prezesi, rady nadzorcze), ale nie mamy wyjścia, bo nie będzie na czym zarabiać, skoro KNF zakazała stosowania WIBOR – twierdzi.
Jego zdaniem mówienie o dobrowolności wyboru wskaźnika jest fikcją, bo banki zdają sobie sprawę z konsekwencji sprzeciwu wobec kierunku wyznaczonego przez regulatorów.
– Informacje o dobrowolności PolSTR to bajki powielane tylko w oficjalnej narracji, żeby nikt się nie buntował. Wszyscy są świadomi ryzyk i konsekwencji wymuszania tworzenia się rynku – mówi nasz rozmówca.
Oficjalna odpowiedź KNF pokazuje, jak wąskie będzie pole manewru banków. Zapytaliśmy nadzór, czy po 1 stycznia 2027 r. będzie podejmował czynności wobec instytucji zawierających nowe umowy na WIBOR-ze lub WIBID-zie. KNF odpowiedziała: "Tak, o ile będą to nowe umowy". Jak wyjaśniła, dalsze zwiększanie skali stosowania wskaźnika przeznaczonego do wygaszenia "nie powinno mieć miejsca".
To właśnie strach przed konfliktem z nadzorem ma – według naszych źródeł – tłumaczyć brak oficjalnego sprzeciwu wobec PolSTR. Jeden z rozmówców twierdzi, że osoby z sektora obawiają się presji w innych obszarach działalności banków, m.in. przy wymaganiach kapitałowych czy compliance.
Podobnie opisuje sytuację inny wysoko postawiony bankowiec. Jego zdaniem część osób dostrzega ryzyka związane z nowym wskaźnikiem, ale jeszcze bardziej obawia się wejścia w otwarty spór z KNF.
Kolejny rozmówca z kierownictwa jednego z banków ujmuje tę postawę jeszcze prościej. Jak mówi, wśród części osób z zarządów dominowało podejście: "po prostu zrobimy wszystko, co nam każą".
Prezesi spotkali się z KNF. Sprzeciw został za drzwiami
Według naszych rozmówców było to dobrze widać podczas kwietniowego spotkania prezesów banków z KNF. Osoba znająca jego przebieg twierdzi, że o ryzykach reformy nie rozmawiano tam otwarcie.
– Jedynie dwie osoby próbowały zabrać głos i się postawić, choć i to jest dość korzystną interpretacją – relacjonuje.
Jak dodaje, prawdziwa dyskusja o ryzykach związanych z PolSTR zaczęła się dopiero po spotkaniu z nadzorem.
Nasi rozmówcy wskazują też na brak przywództwa w samym sektorze. Jeden z nich mówi, że nawet jeśli prezesi największych banków prywatnie krytykują reformę, rzadko przekłada się to na oficjalne działania. Dochodzą do tego personalne animozje i brak zaufania między poszczególnymi osobami.
– Każdy chce być solistą zajmującym się własnym podwórkiem – podsumowuje.
Część bankowców miała z czasem dojść do wniosku, że na obecnym etapie nie należy już kwestionować kierunku reformy. Jeden z rozmówców tłumaczy to obawą, że dalsza publiczna dyskusja mogłaby doprowadzić do zatrzymania sprzedaży produktów opartych na PolSTR. Innymi słowy: jeśli banki odrzucą PolSTR, mogą same odciąć sobie drogę do części nowego biznesu.
18 maja. W bankach kończą się złudzenia
Reforma trwa oficjalnie od kwietnia 2022 r., gdy jej rozpoczęcie zapowiedział ówczesny premier Mateusz Morawiecki. Według naszych rozmówców przez kolejne lata część sektora traktowała jednak zmianę wskaźnika jako odległy problem.
Temat reformy wskaźników był traktowany przez lata jako zagadnienie, a nie bieżący problem, który może się szybko zmaterializować – mówi osoba znająca kulisy prac.
Jak dodaje, wielu bankowców zakładało, że terminy zostaną przesunięte, a ostateczne decyzje jeszcze się zmienią.
Według naszych źródeł dyskusje w zarządach nabrały tempa po lutowej publikacji money.pl. Przełom miał jednak nastąpić 18 maja 2026 r., gdy przesądzono o wygaszeniu WIBOR-u. Do tego momentu część bankowców liczyła, że uda się zachować dotychczasowy wskaźnik. Potem – jak słyszymy – stało się jasne, że ta droga się kończy.
Jeden z rozmówców porównuje zachowanie sektora do doświadczeń z kredytami frankowymi. Jego zdaniem banki zbyt długo liczą na to, że ryzyko samo zniknie, zamiast odpowiednio wcześnie się z nim zmierzyć. Jeśli podobny scenariusz powtórzy się przy PolSTR, koszty błędów mogą ostatecznie obciążyć banki, a więc także ich wyniki i akcjonariuszy.
Część bankowców próbowała jeszcze odwrócić kierunek reformy. Ich celem było utrzymanie WIBOR-u przynajmniej w części rynku albo dopuszczenie stopy referencyjnej NBP jako alternatywy dla PolSTR.
PolSTR już w ofertach. I tu zaczynają się problemy
Zastrzeżenia części bankowców dotyczą nie tylko sposobu przeprowadzenia reformy, ale też samej konstrukcji PolSTR. To jednodniowy wskaźnik oparty na rzeczywistych transakcjach. W produktach dla klientów nie stosuje się jednak pojedynczego odczytu, lecz stopę składaną z kolejnych dziennych wartości PolSTR.
To komplikuje produkty, w których klient musi znać cenę wcześniej. Przy WIBOR-ze tego problemu nie było: bank znał stawkę z wyprzedzeniem, a klient od początku wiedział, jakie oprocentowanie będzie obowiązywać w kolejnym okresie. Przy PolSTR problem dotyczy zarówno klientów biznesowych, jak i indywidualnych.
Aktualnie trwa chaotyczne wdrażanie PolSTR w bankach. Klienci nie rozumieją zmiany wskaźnika, chcieliby móc dalej zawierać umowy na WIBOR – mówi jeden z naszych rozmówców.
Jak dodaje, problem szczególnie mocno odczuwają firmy.
– Mają pretensje, że nikt wcześniej nie informował ich, jak skomplikowany w stosowaniu będzie nowy wskaźnik i że może wymagać zmian w sposobie prowadzenia firmy. Oczekują od banków prostych i przejrzystych produktów finansowych, a banki nie są dziś w stanie im tego zapewnić – twierdzi bankowiec.
Obawy dotyczą również rynku konsumenckiego.
– Do tego dochodzi ogromne ryzyko prawne związane z rynkiem konsumenckim. Koledzy odpowiedzialni za ten sektor rwą sobie włosy z głowy na myśl o wdrażaniu PolSTR – dodaje.
Problem jest szczególnie widoczny w części produktów leasingowych i faktoringowych oraz przy emisjach obligacji. Dlatego rynek zabiega o stworzenie POLSTR Term Rate, czyli terminowej wersji wskaźnika, która pozwalałaby ustalić oprocentowanie już na początku okresu.
Rzecz w tym, że POLSTR Term Rate miałby częściowo opierać się nie na rzeczywistych transakcjach, lecz na deklaracjach uczestników rynku. W sektorze zdążył więc zyskać złośliwą nazwę "neoWIBOR". Reforma ma odejść od wskaźnika wykorzystującego deklaracje banków, a jednocześnie rynek potrzebuje rozwiązania, które częściowo do nich wraca.
UKNF potwierdził money.pl, że uczestnicy rynku sygnalizowali potrzebę stworzenia takiej stawki i że nadzór podziela te argumenty. Na razie jednak danych jest za mało, żeby taki wskaźnik stworzyć.
Rynek stosuje więc rozwiązanie zastępcze. W produktach, w których koszt finansowania trzeba znać wcześniej, banki wykorzystują wcześniejsze odczyty PolSTR do ustalania oprocentowania na kolejny okres. W uproszczeniu: dane z przeszłości służą do wyceny przyszłości.
Pozwala to naliczyć odsetki z wyprzedzeniem, ale tworzy kolejne ryzyko. Rzeczywisty koszt pieniądza może się w międzyczasie zmienić, więc bank musi zabezpieczyć się przed różnicą. Do tego potrzebny jest rozwinięty rynek instrumentów pochodnych, który dla PolSTR dopiero się tworzy.
Transakcji jak na lekarstwo
Do tego dochodzi pytanie o liczbę transakcji, na których opiera się wskaźnik. Jeden z naszych rozmówców zwraca uwagę, że pod koniec miesiąca wyraźnie ich ubywa do zaledwie kilku. Jego zdaniem zwiększa to wahania PolSTR.
Bankowcy obawiają się również, że przy dalszym wzroście nadpłynności takich transakcji może być jeszcze mniej. Jeden z rozmówców wskazuje nawet na scenariusz, w którym któregoś dnia danych będzie za mało, by wyznaczyć PolSTR wyłącznie na podstawie bieżącego rynku.
Metodologia przewiduje plan awaryjny na wypadek, gdyby danych było za mało albo przestały dobrze pokazywać sytuację na rynku. Administrator może wtedy zmienić dane wykorzystywane do wyliczania wskaźnika, rozszerzyć grono podmiotów, które je dostarczają, albo zmienić sposób jego obliczania. Jeśli to nie wystarczy, może przestać publikować wskaźnik.
To ryzykowne. Problemy pojawiły się już przy WIRON-ie – wskaźniku tego samego typu co PolSTR. Przy jego wyliczaniu uwzględniano również transakcje z sektorem pozabankowym, w tym z dużymi przedsiębiorstwami. Okazało się, że banki część takich transakcji różnie klasyfikowały, co zaburzało odczyty wskaźnika i prowadziło do błędów oraz późniejszych korekt.
W PolSTR zakres danych ograniczono do transakcji między bankami. Problem jest jednak odwrotny: baza może być węższa, a transakcji mniej. Dlatego liczy się nie tylko ich liczba, ale też to, czy rzeczywiście dobrze pokazują sytuację na rynku, który PolSTR ma mierzyć.
Bankowcy chcą prostszej drogi. Patrzą na stopę NBP
Właśnie dlatego część naszych rozmówców chciałaby, aby banki mogły stosować stopę referencyjną NBP. Jest znana z góry, ustalana przez bank centralny, prostsza do zastosowania i nie wymaga składania oprocentowania z kolejnych dziennych odczytów.
Dziś przeszkodą są przepisy dotyczące kredytów hipotecznych. W innych produktach banki mogą już korzystać ze stopy NBP i z tej możliwości korzystają. Gdyby podobne rozwiązanie dopuszczono w hipotekach, część sektora mogłaby skierować nowe kredyty właśnie w tę stronę zamiast w PolSTR.
I dokładnie przed takim scenariuszem ostrzega Narodowy Bank Polski. W opinii dla Ministerstwa Finansów z 2 września 2026 r. bank centralny napisał, że masowe stosowanie w kredytach innej stopy niż PolSTR "może być odbierane jako sygnał ograniczonego zaufania do tego wskaźnika", co podważałoby wiarygodność reformy i wybór następcy WIBOR-u.
"Unikanie takich sygnałów jest kluczowe, ponieważ reforma wkracza w fazę, w której dopiero powstają bowiem pierwsze produkty oparte na wskaźniku POLSTR" – głosi stanowisko NBP.
Ministerstwo Finansów pozostaje znacznie bardziej kategoryczne. W wywiadzie dla Business Insider Polska wiceminister finansów Jurand Drop został zapytany, czy z PolSTR jest problem, skoro banki "nie palą się" do kredytów opartych na nowym wskaźniku.
"Nie, absolutnie nie ma żadnego problemu ze wskaźnikiem POLSTR" – odpowiedział 13 sierpnia 2026 r.
Ostrożność banków tłumaczył przygotowaniami do zmiany i historią reformy. Zapewniał też, że wybór PolSTR jest "spójny z przeważającymi opiniami uczestników rynku", a sama zmiana jest nieuchronna.
Odsetki na WIBOR-ze liczyli sami. PolSTR wymaga dodatkowych systemów
Zmiana wskaźnika oznacza też dodatkowe koszty. Przy WIBOR-ze do naliczania odsetek wystarczały bankom własne systemy. PolSTR wymaga bardziej rozbudowanej infrastruktury do pobierania danych, wyliczania stopy składanej i obsługi zabezpieczeń.
Według naszych rozmówców na reformie zyskują więc m.in. dostawcy systemów do naliczania odsetek, platformy obsługujące transakcje OIS, zagraniczni pośrednicy oraz kancelarie zajmujące się procedurami i compliance.
Jeden z bankowców szacuje koszt licencji na taką infrastrukturę na od kilku do kilkunastu milionów złotych rocznie. Jak zaznacza, dla dużego banku nie jest to wydatek, który zachwieje wynikami, ale pozostaje dodatkowym kosztem bezpośrednio związanym z reformą.
Część tych wydatków może ostatecznie wrócić do klientów w cenach produktów finansowych.
Kto na tym zyskuje? Źródła wskazują KNF i GPW Benchmark
Według jednego z naszych rozmówców reforma jest korzystna dla nadzoru, bo upraszcza kontrolę nad sposobem wyznaczania wskaźnika.
Przy WIBOR-ze nadzór musi bowiem sprawdzać nie tylko sam wskaźnik, ale także procedury wewnętrzne banków: sposób przygotowania kwotowań, rozdzielenie funkcji, polityki sprzedażowe i wymogi compliance. Zdaniem naszego źródła po odejściu od kwotowań część tego ryzyka nadzorczego znika.
Dla nadzoru PolSTR to komfort w zarządzaniu, bo może wszystko ocenić od strony analitycznej – zza biurka, a dla banków to koszmar regulacyjny – mówi rozmówca.
Drugim potencjalnym beneficjentem ma być GPW Benchmark. Według naszego źródła administrator PolSTR widzi możliwość rozwoju usług związanych z nowym wskaźnikiem, m.in. liczenia odsetek, obsługi transakcji OIS czy wsparcia emisji obligacji.
Plan może jednak zderzyć się z realiami rynku. Takie usługi od lat oferują wyspecjalizowane międzynarodowe firmy, które mają gotową infrastrukturę, doświadczenie i klientów na największych rynkach finansowych.
Nie jest więc przesądzone, że GPW Benchmark zbuduje wokół PolSTR duży dodatkowy biznes. W praktyce spółka może pozostać przede wszystkim administratorem wskaźnika, zamiast rozwijać wokół niego szeroką ofertę usług.
To oceny naszych rozmówców, a nie ustalenie redakcji dotyczące motywów reformy. O plany komercyjne związane z PolSTR, usługę naliczania odsetek, platformę OIS oraz zakres działalności, który GPW Benchmark chce rozwijać po reformie, zapytaliśmy spółkę. KNF zapytaliśmy z kolei o kwestie nadzorcze. Czekamy na odpowiedzi.
Ustawa ma zamknąć drogę powrotu do WIBOR-u
Według naszych rozmówców publiczne nagłośnienie wątpliwości nie spowolniło reformy. Przeciwnie – część z nich uważa, że presja na szybkie wdrażanie PolSTR rosła wraz z nasileniem dyskusji.
Ministerstwo Finansów przygotowało projekt ustawy, który ma wprowadzić zakaz stosowania WIBOR-u i narzucić bankom przechodzenie na nowy wskaźnik w starych umowach za pomocą aneksów. Dokument pozostaje na etapie opiniowania. Według naszych nieoficjalnych informacji konferencja uzgodnieniowa była przekładana już pięć razy. Pierwotnie miała się odbyć pod koniec sierpnia, potem termin przesuwano kolejno na wrzesień i początek października. Obecnie ma się odbyć w połowie października.
Do czasu przyjęcia ustawy część bankowców wciąż liczy na zmianę kierunku reformy. Jak ustaliliśmy, nadzieje wiążą m.in. z decyzją Ministerstwa Finansów dotyczącą dalszych emisji obligacji opartych na WIBOR-ze, których zaprzestali w tym roku.
Resort finansów nie pozostawia jednak dużego pola do dyskusji.
"Nie tylko nie ma dyskusji o wycofaniu się z wyboru indeksu POLSTR, ale nawet przesunięcie tej daty nie jest możliwe" – mówił wiceminister Jurand Drop w wywiadzie dla Business Insider Polska.
Banki boją się, że na końcu rachunek trafi do nich
W sektorze nie ma pełnej jedności ani co do samej reformy, ani co do tego, jak o niej mówić. Według jednego z naszych rozmówców podczas wewnętrznych spotkań pojawiał się pomysł stworzenia wspólnego frontu komunikacyjnego, ale nie udało się go utrzymać.
– Problem jest taki, że nigdy jedności w sektorze nie było, a każdy dbał o swoje interesy – mówi.
Największa obawa dotyczy jednak odpowiedzialności za skutki reformy. Banki uczestniczyły w pracach nad zmianami, ich przedstawiciele byli obecni w oficjalnych gremiach, a dziś to właśnie sektor wdraża PolSTR do produktów dla klientów. Jeśli reforma przyniesie problemy, odpowiedzialność może więc spaść przede wszystkim na banki.
– Już teraz budowana jest narracja, że to sektor uczestniczył w pracach i nadawał ton reformie – mówi jeden z naszych rozmówców. – Finalnie to sektor zapłaci za wszystkie błędy, a urzędnicy i faktyczni pomysłodawcy od odpowiedzialności się wymigają – ocenia.