Ataki Iranu na statki. Rzecznik Polskiej Żeglugi Morskiej dla money.pl: ryzykują życiem dla pieniędzy
- Armatorzy ryzykują życiem załóg tankowców i gazowców dla pieniędzy. W chwili obecnej stawki czarterowe wzrosły do 700 tys. dol. dziennie. Jeden rejs z ropą to nawet 26 mln dol. Pytanie, czy nadal będą ryzykować po zmasowanych atakach Iranu na statki - mówi w rozmowie z money.pl Krzysztof Gogol, rzecznik prasowy Grupy Polska Żegluga Morska.
W nocy z środy na czwartek u wybrzeży Zjednoczonych Emiratów Arabskich doszło do ataku na szósty w ciągu dwóch dni statek handlowy. Sytuacja na wodach w regionie Zatoki Perskiej staje się coraz bardziej napięta.
Jak podała CNN, zdarzenie miało miejsce ok. 35 mil morskich od portu Jebel Ali w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wcześniej w środę informowano o uderzeniach w łącznie pięć jednostek w regionie. Co najmniej jeden marynarz zginął, 38 członków załogi zostało uratowanych przez zespoły ratunkowe.
Były ambasador RP: upadek Putina może wywołać rozpad Rosji
O sytuację w Zatoce Perskiej z punktu widzenia armatorów zapytaliśmy rzecznika prasowego Grupy Polska Żegluga Morska. Krzysztof Gogol mówi nam o ogromnym ryzyku, które podejmują załogi statków handlowych.
Pływają tam głównie tankowce i gazowce. Operatorami są przede wszystkim greccy armatorzy, którzy wożą surowce do Azji. W tej chwili ryzykują utratą statku i przede wszystkim życiem załóg, a robią to po prostu dla pieniędzy. Stawki czarterowe wystrzeliły. Statek o nośności 300 tys. ton na jednym rejsie z ropą może teraz zarobić nawet 26 mln dol. To jest czysty biznes - ocenia Gogol.
- Dla armatora to jest tylko kwestia dogadania się z załogą - kapitanem i marynarzami, którzy mogą liczyć na ogromne pensje. Zbiera się ludzi, podaje stawkę i zapada decyzja, czy mimo ogromnego zagrożenia statek płynie - wyjaśnia ekspert. - W czasach wojny w Zatoce Perskiej polscy kapitanowie też podejmowali takie ryzyko. Wracali z takiego rejsu i dom stawiali. Słyszałem takie historie - opowiada.
Jednak po masowych atakach Iranu - jego zdaniem - sytuacja może się diametralnie zmienić.
- Są doniesienia o planach Iranu na zaminowanie Cieśniny Ormuz. Tu już nie ma żartów. I to nie będzie już kwestia ponoszenia ryzyka, a wyprawy na pewną śmierć. Nie ma takich pieniędzy, które byłyby tego warte - mówi Gogol.
Siły irańskie mogą trafić w każdy statek w Zatoce Perskiej, a marynarka wojenna USA nie ma wystarczającej liczby okrętów do misji eskortowych - powiedział w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Salvatore "Sal" Mercogliano, ekspert ds. żeglugi z Uniwersytetu Campbella w Karolinie Północnej.
Ekspert dodaje, że zdjęcia satelitarne są "powszechnie dostępne", a statki widać także z irańskiego wybrzeża.
- Poza tym w Zatoce roi się od małych łodzi rybackich. Nikt nie powstrzyma rybaka przed sięgnięciem po telefon satelitarny i przekazaniem pozycji tankowca - zauważył Mercogliano.
Ruch w cieśninie Ormuz zamarł
Od wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem, czyli od 28 lutego, ruch przez cieśninę Ormuz praktycznie zamarł. W normalnych warunkach przez ten szlak przepływa m.in. około 20 proc. zużywanej na świecie ropy naftowej. Praktyczna blokada tego szlaku przyczyniła się do gwałtownego wzrostu ropy naftowej na światowych rynkach.
Siły irańskie zagroziły na początku marca, że uderzą w każdą jednostkę próbującą przepłynąć przez Ormuz. W poniedziałek prezydent USA Donald Trump wezwał kapitanów tankowców, by swobodnie przepływali przez cieśninę Ormuz i "pokazali trochę odwagi". Trump zapewnił, że "nie ma się czego bać".
Dziennik "Wall Street Journal" poinformował, że amerykańskie wojsko odrzuciło szereg próśb z krajów Bliskiego Wschodu o eskortowanie tankowców i innych cywilnych statków przez cieśninę Ormuz. - Wojsko nie będzie eskortować statków, dopóki zagrożenie ze strony Iranu nie zmaleje - ocenili przedstawiciele Pentagonu.
Katarzyna Kalus, dziennikarka money.pl