Rosyjska gospodarka w tarapatach. Oto pomysł komunistów. "Te pieniądze leżą"

Giennadij Ziuganow, wieloletni lider Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, zasugerował wykorzystanie części pieniędzy trzymanych na kontach bankowych przez obywateli i firmy do wsparcia gospodarki - informuje The Moscow Times. Odnowiło to dyskusję o bezpieczeństwie prywatnych oszczędności w Rosji.

Giennadij ZiuganowGiennadij Ziuganow, lider Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, Getty Images | Anna, ZipZapic.com
Jacek Losik

Występując na kongresie wyborczym Partii Komunistycznej, Ziuganow stwierdził, że rosyjscy obywatele posiadają 67 bilionów rubli (904,5 mld dolarów) w depozytach bankowych, podczas gdy przedsiębiorstwa mają kolejne 63 biliony rubli (850,5 mld dolarów), co daje łącznie 130 bilionów rubli (1,76 bln dolarów).

– To trzy budżety państwa. Te pieniądze leżą i wzbogacają bankierów – cytowały polityka "Wiedomosti" i nadawca RTVI.

Ziuganow argumentował, że około 30 bilionów rubli (405 mld dolarów) można szybko zmobilizować, dodając, że prezydent Władimir Putin – jako naczelny dowódca w czasie wojny – mógłby rozwiązać tę kwestię jednym dekretem, jak informuje The Moscow Times.

Bessa bez paniki? Filozof przypomina o priorytetach

Ile pieniędzy jest na depozytach w Rosji

The Moscow Times zwraca uwagę, że tego typu deklaracje dotykają w Rosji szczególnie wrażliwego tematu. Władze wielokrotnie próbowały uspokajać oszczędzających, że ich depozyty są bezpieczne, mimo utrzymujących się spekulacji, iż w warunkach presji gospodarczej związanej z wojną państwo mogłoby w przyszłości ograniczyć dostęp do kont bankowych lub zamrozić środki.

Jednocześnie rosyjskie banki notowały w ostatnich latach rekordowy napływ depozytów. Stało się tak, ponieważ wysokie stopy procentowe skłaniały gospodarstwa domowe i firmy do lokowania gotówki na rachunkach oszczędnościowych.

Krytyka z Dumy

Na słowa Ziuganowa ostro zareagował Anatolij Aksakow, przewodniczący komisji ds. rynków finansowych w Dumie Państwowej. Uznał wypowiedź lidera komunistów za nieodpowiedzialną i określił ją jako prowokację.

– Wygłaszanie takich stwierdzeń jest skrajnie nieodpowiedzialne. Ktoś celowo wykorzystuje Zyuganowa – mówił Aksakow w RTVI.

Deputowany, jak pisze The Moscow Times, przekonywał, że nie ma podstaw do przejmowania lub zamrażania depozytów, ponieważ oszczędności zgromadzone w bankach już teraz są jednym z kluczowych źródeł finansowania kredytów i operacji finansowych.

– Jeśli je zamrozisz albo zabierzesz, pozbawiasz gospodarkę pieniędzy. Ani państwo, ani biznes nie są tym zainteresowane. To nonsens – mówił Aksakow.

Skąd wzięły się obawy o zamrożenie oszczędności?

Jak przypomina The Moscow Times, obawy dotyczące możliwego zamrożenia depozytów bankowych po raz pierwszy zyskały rozgłos w listopadzie ubiegłego roku, kiedy Andriej Zubiec, dyrektor Instytutu Badań Społeczno-Ekonomicznych przy powiązanym z rządem Uniwersytecie Finansowym, zasugerował, że władze mogłyby rozważyć taki krok, jeśli Rosjanie zaczęliby masowo wycofywać oszczędności wraz ze spadkiem stóp procentowych.

Zubiec argumentował, że gospodarstwa domowe zgromadziły na kontach "dziesiątki bilionów rubli". Ostrzegał przy tym, że szybkie przekształcenie tych środków w wydatki konsumpcyjne mogłoby wywołać galopującą inflację.

– Ludzie zgromadzili na swoich rachunkach ogromne sumy. Jeśli stopy spadną i zaczną wypłacać te pieniądze oraz wprowadzać je na rynek, zacznie się galopująca inflacja - mówił wówczas, jak przypomina The Moscow Times.

Szefowa Banku Centralnego Rosji Elwira Nabiullina odrzuciła jednak tę koncepcję, podkreślając, że rosyjskie banki pozostają rentowne i stabilne finansowo.

Wysokie oprocentowanie ratunkiem w kryzysie

W ubiegłym roku Aksakow twierdził również, że pogłoski o możliwym zamrożeniu depozytów były rozpowszechniane przez deweloperów, którzy chcieli skłonić Rosjan do przenoszenia środków z lokat bankowych na rynek nieruchomości.

Sektor bankowy w Rosji odnotował gwałtowny wzrost depozytów od czasu, gdy bank centralny znacząco podniósł stopy procentowe w celu zwalczania inflacji po inwazji Kremla na Ukrainę w 2022 r. oraz następującej po niej fali zachodnich sankcji.

Wysokie oprocentowanie depozytów skłoniło gospodarstwa domowe do utrzymywania oszczędności w bankach, zapewniając kredytodawcom solidną bazę finansowania mimo niepewności gospodarczej.

Kryzys w Rosji

Sytuacja makroekonomiczna Federacji Rosyjskiej ulega systematycznej degradacji, choć doniesienia o jej całkowitym upadku są przedwczesne. Taką diagnozę stawia Oleg Wjugin, wieloletni bankier, były wiceszef rosyjskiego banku centralnego oraz ministerstwa finansów. Dziś członek rad nadzorczych kilku dużych rosyjskich firm oraz wykładowca finansów na Higher School of Economics w Moskwie.

W rozmowie z niemiecką edycją serwisu Business Insider ekspert odniósł się do niedawnych raportów zachodnich analityków, w tym Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, które sugerowały, że rosyjska gospodarka znajduje się wręcz w "stadium końcowym" i grozi jej załamanie.

Zapytany o ocenę sytuacji w skali od jednego do dziesięciu, wskazał obecnie na poziom siódmy, zaznaczając, że jeszcze rok temu sytuacja oscylowała wokół "piątki", a w kraju widoczny był minimalny wzrost gospodarczy. Obecnie, jak twierdzi bankier, brakuje zasobów do stymulowania jakiegokolwiek rozwoju, a bez cięć w wydatkach na wojsko perspektywy na poprawę są zerowe. W obliczu narastających wyzwań, uważnie obserwowane są również ruchy, jakie podejmuje bank centralny w celu utrzymania stabilności rubla.

Tymczasem po raz pierwszy rosyjski bank centralny oficjalnie przyznał, że ukraińskie ataki dronów na infrastrukturę naftową mogą wpływać na kondycję całej gospodarki. Władze obawiają się problemów z produkcją paliw, które mogą dodatkowo podbijać inflację i utrudniać funkcjonowanie rynku - opisuje "Gazeta Wyborcza".

Wybrane dla Ciebie