deficyt (strona 5 z 25)

Rząd Tuska zacznie od cięć? Prof. Orłowski: to bajki, słowo się rzekło
198
4:40

Rząd Tuska zacznie od cięć? Prof. Orłowski: to bajki, słowo się rzekło

- W ostatnim czasie wystąpiło w Polsce bardzo groźne zjawisko, polegające na tym, że rządzący nie chcieli być w żaden sposób ograniczani w wydatkach - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Nawet w kwestii wydatków budżetowych. I uwielbiali tworzyć zasoby do czerpania bez ograniczeń, w sposób niekontrolowany. To były środki do dyspozycji premiera. Cel? Jeśli okazywało się, że trzeba dofinansować ważny region pod jakiegoś posła, to się to robiło. Kłamstwa na temat finansów publicznych, deficytu - to były paskudne rzeczy. Teraz idziemy w stronę wielkiego deficytu. Dowiedzieliśmy tego dopiero z dokumentów, które rząd musiał wysłać do Brukseli. W przyszłym roku ten deficyt jeszcze urośnie, bo nowy rząd dostaje gotowy budżet, który przygotował PiS. I nic tu nie da się zmienić, nie ma miejsca na poprawki, bo czas jest do końca stycznia, inaczej prezydent ma prawo rozwiązać Sejm. Partie, które wygrały, złożyły obietnice wyborcze. Ekonomiście to się może nie podobać, ale teraz te obietnice trzeba spełnić. Nie mają wyjścia, nawet w sytuacji gdy Polski na to nie stać. Słowo się rzekło. Opowiadanie ekonomistów, którzy radzą nowemu rządowi cięcia, to są bajki. Natomiast po tym przyszłym, złym roku z rekordowym deficytem mam nadzieję, że uda się sytuację ustabilizować - dodaje Orłowski.
Paweł Pawłowski

P. Pawłowski

Opcje
Polska po 8 latach rządów PiS. Prof. Leszek Balcerowicz postawił diagnozę
98
4:14

Polska po 8 latach rządów PiS. Prof. Leszek Balcerowicz postawił diagnozę

- Oceniając, w jakim stanie PiS zostawia Polskę po 8 latach rządów, patrzę na stabilność i perspektywę wzrostu - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Rady FOR, były wicepremier, minister finansów. - Mamy inflację dwa razy większą niż w strefie euro i to jest główna zasługa NBP pod rządami Adama Glapińskiego. Nie wszystko da się zwalić na putinflację. W 2020 r. mieliśmy inflację taką jak w UE, ale błędna polityka Glapińskiego spowodowała pogorszenie. Życie na kredyt spowodowało, że mamy obecnie prawie stagnację, choć tu pewną rolę odegrały także czynniki zewnętrzne. Oprócz tego mamy deformację gospodarki, np. poprzez nacjonalizacje. Własność państwowa, podstawa socjalizmu, to nie jest recepta na sukces, a na stagnację właśnie. Po drugie ograniczamy konkurencję, fundując sobie monopol w postaci tworzenia takich firm jak Orlen. Jeśli ta polityka będzie kontynuowana, to perspektywy na rozwój są nikłe, nie mamy szans na doganianie Zachodu, czyli na to, na co dostaliśmy szansę po ‘85 roku. Czytałem umowę koalicyjną, ale zakładam, że ten dokument nie jest ostatni. Tam nie ma bowiem żadnych liczb. A bez nich trudno komentować cokolwiek. Nie ma nic o finansach publicznych. Wydatki socjalnie urosły, więc jak chcemy mieć niższe podatki? I jak zapłacimy za zaciągnięte długi? Miejmy nadzieję, że w Polsce nastąpi powrót do poważnej polityki, warto nawiązywać do naszej tradycji. Czas przywrócić poprzednią solidność - ocenia prof. Balcerowicz.
Patrycjusz Wyżga

P. Wyżga

Opcje
Prof. Witold Orłowski apeluje do nowego rządu: to szaleństwo trzeba zatrzymać
446
3:40

Prof. Witold Orłowski apeluje do nowego rządu: to szaleństwo trzeba zatrzymać

- Politycy nie lubią mówić o oszczędnościach i cięciach, ale także boją się kryzysów, które mogą nam grozić - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Witold Orłowski z Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Jestem ekonomistą, ale rozumiem wymogi polityki. Ten przyszły rok, jeśli chodzi o dbanie o deficyt i pilnowanie finansów publicznych, jest już stracony, ale zaraz po nim trzeba zawracać ze ścieżki prowadzącej do kryzysu. Taka jest porada ekonomisty. Ja nie mówię, by natychmiast obcinać wydatki, bo rozumiem, że politycy muszą się wywiązać z pewnych zobowiązań. Jeśli jednak politycy się nie opamiętają, będziemy mieć potężny kryzys. Do bankructwa kraju nie dojdzie, ale grozi nam trwała inflacja w modelu tureckim. To szaleństwo trzeba powstrzymać. Żadna z partii przed wyborami nie odważyła się powiedzieć o oszczędnościach. Ale to nie jest wina wyłącznie polityków, także 38-milionowego społeczeństwa, które woli obietnice. Mamy olbrzymi problem z edukacją ekonomiczną. Ludzie nie widzą związku pomiędzy rozrzutnością państwa a rosnącą inflacją, a on jest oczywisty. Bez poprawy edukacji ekonomicznej w końcu dojdziemy do kryzysu. Politycy trochę nie mają wyjścia, gdy wyborcy oczekują od nich nieracjonalnych decyzji - uważa prof. Orłowski.
Paweł Pawłowski

P. Pawłowski

Opcje
Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."
119
4:29

Bilion zł. Taki jest rachunek za obietnice wyborcze. "Niech powiedzą, że VAT trzeba podnieść do 30 proc."

Bilion złotych - to łączny koszt wszystkich obietnic, które pojawiły się w kampanii wyborczej. Tak wynika z wyliczeń money.pl i Forum Obywatelskiego Rozwoju. - To gigantyczna kwota, która pokazuje, że politycy mieli wyjątkowy rozmach. Obiecali nam wszystko, wręcz złote góry - powiedział w programie "Newsroom" Łukasz Kijek, szef redakcji money.pl. - Jako redakcja uznaliśmy, że trzeba to policzyć, bo taka jest nasza rola. Musimy patrzeć politykom na ręce. Tym bardziej, że politycy prawie nigdy nie mówią o tym, skąd na spełnienie obietnic wziąć pieniądze. Dlatego zachęcam do odwiedzenia strony wybory2023.money.pl, by dowiedzieć się, jaka jest prawda. Każda z tych partii zaproponowała ogromny wzrost wydatków publicznych w najbliższym czasie. Mówimy tak naprawdę o ogromnej dziurze w finansach publicznych - dodał Łukasz Kijek. - Najdroższy jest program Bezpartyjnych Samorządowców - powiedział Marcin Zieliński, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. - Ale chciałbym jeszcze powiedzieć, jak nasz ranking powstał. Rząd PiS przedstawił projekt budżetu na przyszły rok, który zakłada deficyt na poziomie 170 mld zł i na tej podstawie dodawaliśmy to, czego w tym budżecie nie ma. Okazuje się, że nawet najtańsze programy zakładają, że w przyszłym roku będziemy mieć deficyt na poziomie 8 proc. PKB. To jest 300 mld zł. Tę kwotę nabiła obietnica zniesienia podatku dochodowego od osób fizycznych, która kosztuje 170 mld zł. Gdzie są te wydatki, które będziemy ciąć po drugiej stronie, by ten deficyt się nie powiększył? Obietnice są do spełnienia, ale trzeba powiedzieć szczerze: potrzebne jest podniesienie podatków. I to jest uczciwe postawienie sprawy. Nie ma poważnego traktowania wyborcy. Przy takich obietnicach, trzeba by podnieść VAT do 30 proc. Jestem ciekawy, kto by za tym zagłosował? - zastanawia się ekspert.
Łukasz Kijek

Ł. Kijek

Opcje