W ubiegłą niedzielę w Słubicach odnotowano 40,5 st. Celsjusza. Jest to nowy rekord ciepła w Polsce w historii pomiarów. Drugą najwyższą odnotowaną tego dnia temperaturę - 40,3 st. C - zarejestrowano w Toruniu.
Zdaniem prof. Figurskiego, zastępcy dyrektora ds. naukowych Instytutu Łączności - Państwowego Instytutu Badawczego oraz pracownika Wydziału Inżynierii Lądowej i Środowiska Politechniki Gdańskiej, mechanizmy pogodowe nad Europą uległy drastycznemu zaburzeniu.
Skoro Polacy zarabiają więcej, to dlaczego uważają, że biednieją? Analityk odpowiada
- Prąd strumieniowy po prostu się zatyka, tworząc w atmosferze rodzaj "korka drogowego". Z kolei zablokowane układy wyżowe działają jak gigantyczny odkurzacz, który bezlitośnie zasysa do nas ekstremalny żar znad Afryki Północnej - wyjaśnia ekspert.
Podkreślił, że obecne fale upałów to bezpośrednia konsekwencja trendu ocieplenia, a nie zwykły "incydent pogodowy".
Wskazał przy tym, że obecna infrastruktura transportowa, energetyczna i telekomunikacyjna w Polsce była projektowana dla łagodnego klimatu XX wieku i też "dosłownie poddaje się w zderzeniu z żarem".
Ekstremalny upał działa na infrastrukturę państwa jak morderczy wysiłek na organizm bez wody, w którym kolejne narządy odmawiają posłuszeństwa - ocenił naukowiec.
Najpoważniejsze problemy występują w transporcie kolejowym, gdzie stalowe szyny pod wpływem temperatury wyginają się, przypominając - jak stwierdził prof. Figurski - "spuchnięty rządek książek na półce" lub "spaghetti".
Zwrócił uwagę, że zagrożona jest również sieć trakcyjna. - Działa ona jak struny gitary, gdy przewody się wydłużają, zaczynają obwisać. Pantograf może wplątać się w zwisający kabel i zerwać całą linię - ostrzegł. Zaznaczył też, że elektronika sterująca ruchem często "dostaje udaru słonecznego" i ulega awariom.
"Urządzenia jak maratończycy w zimowych kurtkach"
W sektorze energetycznym i telekomunikacyjnym upały prowadzą do przeciążeń sieci i spadku wydajności urządzeń.
- Wszelka elektronika generuje przy pracy gigantyczne ilości ciepła. Gdy na zewnątrz panują 40-stopniowe upały, urządzenia te przypominają maratończyków, którym kazano biec w grubych, zimowych kurtkach - wskazuje specjalista.
Zwrócił także uwagę, że serwerownie i stacje bazowe wymagają intensywnego chłodzenia, co drastycznie zwiększa zużycie prądu i wody.
Problemem są również polskie miasta, które przez dekady betonowania stały się "miejskimi wyspami ciepła". - Nasze rynki i ulice działają jak gigantyczne kaloryfery. Za dnia akumulują ciepło słoneczne, a w nocy je oddają, przez co miasto nie ma kiedy się wychłodzić - dodał.
Jego zdaniem budynki projektowane tak, by wpuszczać jak najwięcej słońca, dziś wymagają kosztownej przebudowy i systemów pasywnego chłodzenia.
Konieczna zmiana standardów projektowania inwestycji
Ekspert wskazuje, że adaptacja do nowych warunków nie jest wyborem, lecz koniecznością i "jedyną racjonalną polisą ubezpieczeniową".
Inwestycje realizowane dzisiaj będą funkcjonowały przez następne 30-50 lat, dlatego powinny być projektowane z uwzględnieniem warunków klimatycznych, które będą panowały w połowie XXI wieku, a nie tych, które znamy z końca XX wieku - podkreślił.
Zaznaczył, że konieczne jest wdrażanie tzw. błękitno-zielonej infrastruktury - parków, ogrodów deszczowych i odkrytych cieków wodnych, które działają jak naturalna klimatyzacja.
Zaapelował również o zmianę standardów planowania inwestycji publicznych, tak aby modelowanie i nowoczesne projekcje klimatyczne stały się podstawą decyzji strategicznych administracji państwowej.
źródło: PAP