Inflacja zerwała się z łańcucha. Ekspert ostrzega: nie na długo
Od ponad pół roku inflacja w Polsce była w trendzie spadkowym. W marcu znów poszła do góry. Główny Urząd Statystyczny obliczył, że ceny rosły wtedy średnio w tempie 3 proc. w skali roku. - To pewne zaskoczenie, bo spodziewano się wyższego wyniku - komentuje główny ekonomista Konfederacji Lewiatan, Mariusz Zielonka.
Zdaniem eksperta, źródłem obaw były głównie podwyżki cen paliw. Inflację w tej kategorii produktów GUS oszacował w marcu na 8,6 proc. w skali roku i aż 15,4 proc. w porównaniu do cen paliw z lutego. Gospodarcze konsekwencje wojny w Iranie i blokady cieśniny Ormuz podbiły ogólny wskaźnik inflacji. Ale jest szansa, że to tylko jednorazowy efekt, który nie musi się powtórzyć w kolejnych miesiącach.
Wszyscy czekają teraz na efekty tzw. drugiej rundy, czyli gdzie te ceny paliw "rozleją się" po gospodarce - komentuje Zielonka.
Jego zdaniem, ryzyko takiej reakcji łańcuchowej wydaje się niewielkie, po tym jak rząd wprowadził program "CPN", mający ograniczyć podwyżki na stacjach benzynowych. Ekonomista przekonuje, że program zadziałał, co zobaczymy także w danych o inflacji. - W mojej ocenie prognozy dla inflacji, które powstały na początku roku, nie są zagrożone - mówi Zielonka.
Wzrosty cen w kolejnych miesiącach może ograniczać jeszcze jeden czynnik. - Mamy walkę dyskontów o klienta. Widzimy, że sieci handlowe walczą ceną, jednocześnie redukując marże, co przeciwdziała inflacji - wyjaśnia ekonomista. Spodziewane utrzymanie wskaźnika wzrostu cen w granicach celu NBP to jednak za mało, by Rada Polityki Pieniężnej szybko powróciła do planów obniżania stóp procentowych.
- W tej chwili wizja tej obniżki raczej odsuwa się w czasie, bo niepewność i zmienność na rynku jest ogromna - twierdzi główny ekonomista Konfederacji Lewiatan. Ale, jak dodaje, podwyżka kosztów pieniądza też nie grozi ani firmom, ani konsumentom, bo taka decyzja RPP mogłaby oddziaływać na polską gospodarkę najwcześniej dopiero za kilka kwartałów.