Od lat spółki komunalne, zapewniające transport zbiorowy w miastach, narzekają na brak kierowców i motorniczych. A to jedna z głównych przyczyn, dla których zbiorkom wpada w błędne koło, z którego trudno się wyrwać.
Działa to mniej więcej tak: zbyt mała liczba prowadzących wymusza cięcia w rozkładzie jazdy bądź potęguje np. ryzyko, że autobus czy tramwaj nie przyjedzie. To z kolei odstrasza pasażerów, którzy w efekcie dostarczają w formie biletów coraz mniej pieniędzy do budżetów miejskich, skąd płyną pieniądze na utrzymanie i rozwój tych spółek.
W ostatnich latach doszło wręcz do tego, że spółki komunalne praktycznie przestały ogłaszać rekrutację na kierowców lub motorniczych. Ona trwa ciągle, a oferty dla potencjalnych prowadzących na stałe zawisły na stronach przedsiębiorstw. A są tam propozycje rzędu kilku tysięcy złotych na start, co szczególnie może część osób zaciekawić w związku z trudną sytuacją na rynku pracy.
"Średni czas poszukiwania nowej pracy w Polsce wynosi obecnie 4,5 miesiąca. To najwyższy wynik w historii naszych pomiarów" - napisano w nowym raporcie Monitor Rynku Pracy, przygotowanym przez Instytut Badawczy Randstad i Instytut Badań Pollster za pierwszy kwartał 2026 r. Przed rokiem było to 3,3 miesiąca.
"Lepiej odkładać mało niż nic". Ekspert zdradza receptę na sukces
MPK Łódź
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Łodzi zatrudnia obecnie ok. 1170 kierowców oraz ok. 670 motorniczych. Chce więcej.
"Chcielibyśmy w najbliższym czasie zatrudnić około 30 kierowców i 90 motorniczych. Jest to głównie związane z wymianą pokoleniową i chęcią zmniejszenia godzin nadliczbowych" - informuje w odpowiedzi na pytania money.pl Piotr Wasiak, rzecznik prasowy MPK Łódź.
Przedstawiciel spółki przyznaje, że łódzkie MPK zauważa "coraz więcej osób chętnych do pracy na stanowisku prowadzącego". Nie przesądza, z jakiego powodu to się dzieje, ale zwraca uwagę, że mniej więcej przed rokiem oferta łódzkiego przedsiębiorstwa się poprawiła.
Aby zostać kierowcą lub motorniczym trzeba spełnić szereg wymogów, jak ukończone 21 lat życia, prawo jazdy kat. B czy "sprawność psychofizyczna". Nie trzeba mieć za to uprawnień do prowadzenia autobusu lub tramwaju.
Łódzki przewoźnik, co - dodajmy - nie jest niespotykane w Polsce, oferuje kandydatom, którzy przeszli rekrutację, "darmową" naukę jazdy tramwajem albo autobusem. Zwrotu kosztów nie ma, jeśli po zdobyciu uprawnień odpracuje się konkretną liczbę lat - w tym przypadku trzy.
To, jak się okazało, było jednak za mało. Mniej więcej rok temu MPK Łódź poprawiło ofertę, oferując zatrudnienie na etapie kursu. "Do obowiązków, oprócz uczestnictwa w zajęciach, należeć będzie praktyczne zapoznanie z funkcjonowaniem zajezdni" - czytamy w ofercie pracy.
I tak: łódzki przewoźnik zatrudnia na umowę o pracę. W trakcie kursu pracownik zarabia średnio 5500 zł brutto, czyli ok. 4100 zł netto. Podczas drugiej umowy, czyli już za sterami pojazdu, wynagrodzenie ma rosnąć do 8000 zł brutto (ok. 5784 zł netto), a po podpisaniu umowy na czas nieokreślony to już 8450 zł brutto (6090 zł "na rękę").
"Średnia pensja prowadzących (wraz z premiami i dodatkami) wynosi ok. 9200 zł brutto" - informuje Wasiak. Daje to ok. 6601 zł na konto. Im więcej nadgodzin i pracy w weekendy, tym większa pensja.
MPK Wrocław
Łódzka oferta wyróżnia się m.in. na tle MPK Wrocław. Tam kurs zapewniający uprawnienia do kierowania autobusem lub tramwajem także jest bezpłatny, ale nie ma gwarancji zatrudnienia. Jest to możliwe, jak czytamy na stronie przewoźnika, ale na innym stanowisku, zgodnie z potrzebami spółki.
Wrocławski transport publiczny oferuje na start kierowcom autobusów umowę o pracę, pełen etat oraz 7400 zł brutto z dodatkami, czyli ok. 5375 zł na rękę.
Motorniczowie mają podobną propozycję. W tym przypadku można liczyć na 7420 zł brutto z dodatkami na umowie o pracę, czyli ok. 5388 zł. Jest również możliwość pracy na umowie-zleceniu, gdzie stawka godzinowa wynosi 40 zł brutto.
Wymagania? To m.in. ukończenie 21. roku życia w przypadku kierowców i prawo jazdy kat. B, a w przypadku motorniczych - "przedłożenie zaświadczenia o niekaralności z kraju obywatelstwa lub długotrwałego pobytu".
Komunikacja miejska w Warszawie
Rekrutacja do transportu publicznego stale trwa również w stolicy. Witold Urbanowicz, rzecznik prasowy spółki Tramwaje Warszawskie w odpowiedzi na pytania money.pl informuje, że firma zatrudnia blisko 1480 motorniczych, ale i tak ma ok. 40-50 wakatów.
"Nowych motorniczych potrzebujemy nie tylko do obsługi nowych tras, ale też do zastąpienia na stanowisku tych, co odchodzą na emeryturę. Prowadzimy nabór niemal w trybie ciągłym. W ciągu roku organizujemy kilka kursów. Kandydaci mogą zapoznać się ze specyfiką pracy na organizowanych cyklicznie dniach otwartych" - informuje Urbanowicz.
Spółka, podobnie jak w innych miastach, wymaga ukończonych 21 lat, prawa jazdy innego niż kat. AM (motorowery i lekkie quady) oraz T (m.in. ciągniki rolnicze, pojazdy wolnobieżne). Wymaga także, by kandydaci i kandydatki nie ważyli więcej niż 130 kg, a ich wzrost znajdował się w przedziale 160-190 cm. Chodzi o wielkość kabiny, jak wyjaśnia firma.
Tramwaje Warszawskie na początku oferują bezpłatny kurs prowadzący do zdobycia uprawnień do prowadzenia tramwajów, ale np. za badania psychologiczne (ok. 30 zł) czy egzamin państwowy (ok. 300 zł) płaci kursant. Co później?
Dla motorniczego po kursie oferujemy wynagrodzenie w wysokości 7000 zł brutto plus premię miesięczną regulaminową 20 proc., plus premię miesięczną dodatkową (tzw. za punktualność) w wysokości 300-500 zł brutto" - informuje Urbanowicz. Daje to ok. 8700-8900 zł, czyli ok. 6260-6400 zł netto.
Jeśli ktoś woli karierę kierowcy autobusu, może zgłosić się do MZA w Warszawie. Żeby usiąść za kierownicą, wymagany jest m.in. status osoby niekaranej oraz - oczywiście - prawo jazdy kat D.
Jeśli ktoś takich uprawnień nie ma, ma kilka opcji, jak je zdobyć. Może skorzystać m.in. z dofinansowania do kursu w wysokości 99 proc., ale za zobowiązanie przepracowania dwóch lat na stanowisku kierowcy. Może też np. skorzystać z opcji "kurs+praca", gdzie spółka proponuje współpracę na podstawie umowy cywilnoprawnej podczas realizacji szkolenia. "Po spotkaniu na podstawie doświadczenia zawodowego i predyspozycji zostanie podjęta decyzja dotycząca stanowiska i miejsca pracy" - czytamy na stronie.
Co wtedy? Na start MZA oferują wynagrodzenie 8300 zł brutto (podstawa 7000 zł, premia regulaminowa 300 zł, premia motywacyjna 1000 zł), czyli niecałe 6000 zł netto. Na umowie-zleceniu to 52 zł na godz. brutto za pracę w dzień powszedni. Ta stawka rośnie o 12 zł w święta i weekendy.
Opole i Rzeszów
Braki kadrowe, jak się dowiedzieliśmy, nie doskwierają w MZK Opole oraz MPK Rzeszów. Co więcej, obie spółki nie prowadzą rekrutacji na kierowców. Może to wynikać z faktu, że chociaż wynagrodzenie nie jest takie samo jak w powyższych przykładach, trzeba mieć jednak przy tym na uwadze niższe koszty utrzymania w tych miastach.
- Obecnie mamy zabezpieczone kadry do obsługi linii komunikacyjnych. W ostatnich latach zatrudniliśmy nowych pracowników, którym pomogliśmy zdobyć prawo jazdy kategorii D oraz uprawnienia przewozu osób - informuje Ewelina Laxy z Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego Opole.
Jak informuje w odpowiedzi na pytania money.pl, w miesiącu z 21 dniami roboczymi wynagrodzenie wynosi 7337,67 zł brutto, co daje ponad 5300 zł netto.
MPK Rzeszów z kolei jest w sytuacji wyjątkowo komfortowej, jak dowiadujemy się od Mariusza Matuszewskiego, kierownika działu spraw pracowniczych.
Miejska spółka ma dla kandydatów dwie propozycje: 41 zł brutto na godzinę w przypadku umowy zlecenia, a na umowie o pracę w okresie próbnym stawkę 34 zł brutto za godzinę plus dodatki wynikające z Kodeksu pracy oraz regulaminu wynagradzania.
Innymi słowy, zakładając średnią 168 godzin przepracowanych w miesiącu na pełnym etacie, kierując rzeszowskie autobusy na "zleceniu" można zarobić 5117 zł netto, a na umowie o pracę 4200-4280 zł netto samej podstawy.
- Nie borykamy się ze zbyt małą ilością kierowców - informuje przedstawiciel MPK Rzeszów. - Aktualnie nie prowadzimy rekrutacji na stanowisko kierowcy autobusu, korzystamy z posiadanej bazy ofert pracy składanych przez zainteresowane osoby do naszej firmy - dodaje Matuszewski.