Kluczowa branża w niebezpiecznym klinczu. Cierpią wszyscy. Ale jest światełko w tunelu

Branża budowlana, jedno z kół zamachowych polskiej gospodarki, cierpi z powodu piachu w trybach. Co więcej - dorzuca go sama. Czasami, jak twierdzi prezes PKP PLK w rozmowie z money.pl, z premedytacją. Pojawiła się jednak szansa, że klincz hamujący wielkie inwestycje uda się do końca roku rozerwać.

Budowa drogi ekspresowej w PolsceBudowa drogi ekspresowej w Polsce
Źródło zdjęć: © GDDKiA | GDDKiA
Jacek Losik

- W ciągu dwóch lat działalności nowego zarządu ogłosiliśmy przetargi o wartości ponad 40 miliardów złotych. Zauważyliśmy, że przeciętny czas rozstrzygania postępowania przetargowego to około 12 miesięcy. Natomiast on się wydłuża nam ostatnio i głównym powodem tego nie jest, jak kilkanaście miesięcy temu, oczekiwanie na potwierdzenie źródła finansowania, które jest niezbędne do tego, by podpisać umowę. Powodem jest coraz częściej tryb odwoławczy - mówi money.pl Piotr Wyborski, prezes PKP Polskich Linii Kolejowych.

Szef spółki PKP PLK, która odpowiada m.in. za rozwój infrastruktury dla kolei w Polsce, twierdzi, że "czasami to wręcz uporczywe odwoływanie się wykonawców".

- Bywa, że nawet jeśli firmy wiedzą, że prawdopodobieństwo wygrania danej sprawy przed Krajową Izbą Odwoławczą jest niskie, to narzędzie stosują, wiedząc, jak bezbolesny jest próg złożenia odwołania. I widzimy, że czasami jest to robione z premedytacją i niestety mocno wydłuża o kilka miesięcy podpisanie umowy z wykonawcą - dodaje Wyborski.

W ubiegłym roku najwięcej odwołań, bo 99, złożył Strabag. Na drugim miejscu był Budimex – 60, a na trzecim Porr – 24, jak podał w kwietniu "Dziennik Gazeta Prawna".

W grze bezpieczeństwo państwa

Problem mnożących się odwołań do KIO, przez które inwestycje infrastrukturalne łapią opóźnienie jeszcze przed wbiciem pierwszej łopaty, dotyczy nie tylko branży budowlanej, dla której są one kluczowym kołem zamachowym. To także kwestia bezpieczeństwa państwa, ponieważ mowa m.in. o przesuwającej się w czasie poprawie możliwości logistycznych w kraju.

I to nie koniec. Wagę sprawie dodaje też fakt, że mowa o sektorze kluczowym dla gospodarki. Do tego dodać można wątek stanu finansów publicznych, ponieważ wiele inwestycji dofinansowanych z funduszy unijnych – np. uruchomionego z poślizgiem Krajowego Planu Odbudowy – musi zostać wykonanych (mniej więcej) na czas.

Co ciekawe, do problemu dochodzi, gdy rządzący zapowiadają ofensywę inwestycyjną. Dzieje się to głównie na kolei, chociaż GDDKiA także dorzuci swoje "trzy grosze" na rynek (w tym roku wartość przetargów ma osiągnąć poziom 12 mld zł). Dlatego zadaliśmy branży pytanie, z czego wynika ten paraliż.

Wygłodniała branża

- Nie oczekiwałbym od branży "harmonijnego dzielenia się tortem", bo rynek zamówień publicznych z natury jest konkurencyjny, a wykonawcy mają obowiązek walczyć o kontrakty i budować swoją pozycję - odpowiada money.pl Artur Jastrzębski, członek zarządu i dyrektor ds. korporacyjnych firmy Trakcja, która np. modernizuje 23-kilometrowy odcinek linii kolejowej ze Szczecina Głównego do Polic.

Problem polega na tym, że przy niewystarczająco sprawnym i przewidywalnym systemie rozstrzygania sporów ta konkurencja coraz częściej prowadzi do blokowania rynku. To nie sama intensywność rywalizacji jest dziś największym problemem, lecz fakt, że system coraz trudniej radzi sobie z jej skalą i konsekwencjami - dodaje Jastrzębski, wskazując na destabilizujący efekt przedłużających się postępowań.

Firma Intercor zauważa, że to głównie europejskie korporacje szczególnie mocno wykorzystują procedury odwoławcze ze szkodą dla polskich podmiotów. Podkreślmy, że Budimex, Strabag i Porr nie odpowiedziały na prośbę money.pl o komentarz do tematu odwołań do KIO.

"Branża boryka się z wieloma wyzwaniami, jak presja wzrastających kosztów, potrzeba waloryzacji kontraktów czy niedobór pracowników. Dodatkowe pogłębianie paraliżu decyzyjnego z pewnością nie wpływa korzystnie na kondycję firm budowlanych z polskim kapitałem i nie sprzyja realizacji inwestycji infrastrukturalnych w naszym kraju" - zaznacza Intercor, obecnie trzeci największy wykonawca GDDKiA.

Spółka PRD Nowogard, czyli lider konsorcjum, które zbudowało m.in. drogę ekspresową S3 na odcinku Dargobądz - Troszyn (fragment trasy między Szczecinem a Świnoujściem), źródła problemu dostrzega w "nakładających się zjawiskach i błędach z przeszłości". Zauważa także, że to szczególnie niebezpieczna sytuacja dla małych i średnich firm.

Branża jest 'głodna' nowych projektów i środków – KPO uruchomiono z dużym opóźnieniem – a jednocześnie działa w warunkach wielkiej niewiadomej: słabszej koniunktury w UE, ryzyka kryzysowego, wahań cen surowców i presji inflacyjnej. W takim otoczeniu każda znacząca umowa staje się walką o przetrwanie, a nie o rozwój" - czytamy w opinii PRG Nowogard, przesłanej money.pl.

"Paraliż najmocniej dotyka małych i średnich firm, bo w ich segmencie przetargów jest mniej. To widać w woj. zachodniopomorskim: na jednym postępowaniu pojawia się kilkunastu oferentów, tam, gdzie wcześniej było ich kilku. Efekt to wojna cenowa – wygrywają oferty po stawkach, które nie satysfakcjonują nikogo poza zamawiającym, rośnie więc ryzyko sporów, aneksów albo niedokończenia kontraktów" - pisze spółka z Nowogardu.

Firma podkreśla raz jeszcze, że "w dobie tak skrajnego ryzyka i kurczącego się rynku dla MŚP, każdy kontrakt to walka o życie". I ostrzega: "To nie jest gra o wysokie marże, lecz desperacka próba przetrwania i blokowania konkurencji za wszelką cenę. Taki klincz niestety realnie zagraża koniecznej modernizacji polskiej infrastruktury transportowej".

- Obserwowana walka konkurencyjna pokazuje determinację firm w budowaniu portfeli zamówień, co wskazuje na niską podaż kontraktów na rynku, a także na umiarkowany optymizm w stosunku do zapowiedzi realizacji narodowych programów inwestycyjnych - stwierdza natomiast Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej firmy Mirbud Skierniewice.

Absurd ze szkodą dla finansów publicznych

Interesujący przykład, do czego prowadzi zacięta rywalizacja o kontrakty, to sytuacja związana z przetargiem na stworzenie odcinka szlaku Rail Baltica na odcinku Białystok - Ełk, gdzie konsorcjum Mirbudu złożyło najniższą ofertę o wartości 4,5 mld złotych.

- Została ona wybrana, ale z powodu nieistotnej kary środowiskowej o wątpliwej zasadności w wysokości 15 tys. złotych KIO nakazała zamawiającemu (PKP PLK - red.) odrzucenie tej oferty. Zaskarżyliśmy tę decyzję do sądu powszechnego i czekamy na rozprawę w tej sprawie. W efekcie tej decyzji została wybrana oferta o 400 mln droższa, jednak i ten oferent został odrzucony po odwołaniach ze strony konkurencji - relacjonuje Bruger.

Dzisiaj mamy sytuację taką, że zamawiający wybrał ofertę trzeciego z listy oferentów z ofertą wyższą o 650 mln złotych od najkorzystniejszej oferty Mirbudu. W międzyczasie Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że kara w wysokości 15 tys. złotych została nałożona na Mirbud niezasadnie, a mimo to zamawiający zapowiada, że jest gotów do podpisania umowy znacznie droższej od naszej oferty - mówi przedstawiciel firmy.

- Liczymy na to, że zaczeka z decyzją do rozstrzygnięcia sprawy przez Sąd Powszechny - dodaje dyrektor komunikacji Mirbudu.

Jest projekt nowelizacji

Potrzebę zmian dostrzegł również Urząd Zamówień Publicznych. W tym tygodniu skończył się czas na opiniowanie projektu nowelizacji Pzp, który – jeśli nic nie stanie na przeszkodzie – zostanie przyjęty przez rząd w czwartym kwartale roku.

Wśród kluczowych punktów należy wymienić m.in. zmianę zasady prowadzenia sporów o tzw. rażąco niską cenę. To składający odwołanie będzie miał udowodnić, że za wybraną cenę konkurencji nie da się wykonać zadania w sposób odpowiedni. Dotąd to zamawiający lub wykonawca, który złożył podważaną ofertę, musiał jej bronić.

Inną podstawową kwestią jest znaczący wzrost opłat za złożenie odwołania do KIO lub skargi do sądu. Skupmy się tylko na robotach budowlanych o najwyższej wadze, czyli zamówieniach o równowartości przekraczającej 30 mln euro (ok. 128,5 mln zł). Obecnie odwołujący musi uiść opłatę za wniosek w wysokości 20 tys. zł. Po zmianach ma to być ok. 150 tys. zł.

Wzrostu kosztów wniesienia odwołania nie popiera jednak np. Mirbud, twierdząc, że to ograniczy mniejszym firmom dostęp do środka odwoławczego.

- Po prostu dużych graczy nadal będzie stać na złożenie odwołania, natomiast mniejsze firmy już niekoniecznie. Może to doprowadzić do dalszej polaryzacji zamówień w rękach dużych graczy kosztem mniejszych firm, które zazwyczaj są stricte polskie, a więc ze szkodą dla możliwości rozwoju tych przedsiębiorstw - mówi Bruger, reprezentujący drugiego największego wykonawcę GDDKiA.

Wybrane dla Ciebie