inwestowanie (strona 2 z 20)

Pytała Polki, czy inwestują. Oto co wyszło z badań
WIDEO

Pytała Polki, czy inwestują. Oto co wyszło z badań

- To, co jest taką fajną statystyką i dającą mocno do myślenia, akurat to było takie badanie, które robiłam z udziałem Polek. Pytałam je o to, czy inwestują, potem pytałam o to, czy chciałyby inwestować, jeśli nie inwestują, lub czy chciałyby inwestować więcej, jeżeli już inwestują. To, co się okazało, to że po pierwsze niemal każda Polka, która inwestuje, chciałaby inwestować więcej, było to dokładnie 95 proc. A spośród Polek, które nie inwestują, 77 proc. powiedziało "chciałaby zacząć" - mówiła w programie "Horyzonty" w serwisie YouTube prof. Katarzyną Sekścińską, psycholożka i ekonomistka. - I teraz pytanie, dlaczego, skoro by chciały, to tego nie robią. Pojawia się pierwsza, najbardziej oczywista odpowiedź - bo nie mają za co. Natomiast kiedy pytałam Polki o to, jakie są te główne powody, to wyodrębniłam sobie takie dwie kategorie, na które chcę zwrócić uwagę. Pierwsza to było to "nie stać mnie", a druga to było, upraszczając, "stać mnie, ale powstrzymują mnie moje myśli, które mam w głowie". To, co się okazało, że jeżeli wyciąć zupełnie kwestie finansowe, to nadal mamy 35 proc. inwestujących Polek, które nie inwestują więcej, bo różne myśli im w tym przeszkadzają, i mamy prawie 40 proc. tych, które nie inwestują, a chciałyby inwestować, ale nie robią tego z tych samych powodów. A zatem pieniądze to jedno. I musimy też pamiętać, że ta grupa, która mówiła "blokują mnie pieniądze", to nie jest tak, że nie blokują ich myśli - tłumaczyła. - A zatem to, że my nie inwestujemy, w pewnym stopniu oczywiście zależy od tego, jak my stoimy finansowo, choć w moim przekonaniu nawet bardziej zależy od tego, jak nam się wydaje, że stoimy finansowo i jak my tę sytuację odbieramy. Ale przede wszystkim zależy od tego, co się dzieje w naszej głowie - dodała.
Tomasz Sąsiada Tomasz Sąsiada
"Dobrze udokumentowany mechanizm". Ekspertka mówi o autozapisie do PPK
WIDEO

"Dobrze udokumentowany mechanizm". Ekspertka mówi o autozapisie do PPK

Wprowadzając Pracownicze Plany Kapitałowe, rząd zastosował mechanizm, zgodnie z którym każdy pracujący jest domyślnie zapisany do PPK, a jeśli nie chce w tym brać udziału, trzeba się wypisać. - To jest dobrze udokumentowany mechanizm psychologiczny, który mówi o tym, że trudniej jest mi skądś wyjść, niż podjąć decyzję o wejściu. Ten sposób zapisu do PPK powoduje, że zdecydowanie więcej osób weźmie w nim udział, niż wzięłoby, gdyby należało wykonać jakiś ruch, żeby się zapisać - tłumaczyła w programie "Horyzonty" w serwisie YouTube prof. Katarzyną Sekścińską, psycholożka i ekonomistka. - Badania pokazują, że potrzebny jest mały bodziec, który sprawi, że zaczniemy wykonywać pierwsze kroki w kierunku inwestowania i zabezpieczenia odległej przyszłości finansowej. I okazuje się, że jakiekolwiek pierwsze doświadczenia inwestycyjne stanowią milowy krok w kierunku regularnego inwestowania. Zatem jeżeli ten pierwszy krok to jest PPK, no to jest duży krok w kierunku tego, żebym ja zaczęła inwestować - wyjaśniła. - Pewnym problemem jest to, że ludzie w znakomitej większości nie utożsamiają PPK z inwestowaniem. Zatem myślę, że sam autozapis zrobił wiele dobrego, tylko przydałoby się takie komunikacyjne wsparcie i pokazanie, że jesteśmy w inwestycjach. Ale to jest trochę miecz obosieczny, bo jeżeli to jest tak, że my poszukujemy bezpiecznych rozwiązań finansowych i boimy się inwestować, to jeśli uświadomimy sobie, że PPK to jest inwestowanie, to pytanie, czy efekt będzie taki, że zaczniemy też inwestować gdzieś indziej, czy wyjdziemy z PPK, bo się zaczniemy bać, bo jest ryzyko. Ale niewątpliwie PPK zaczęło pokazywać nam przynajmniej tyle, że jesteśmy w stanie regularnie odkładać - dodała.
Tomasz Sąsiada Tomasz Sąsiada
"To nie jest taka forma inwestowania, jak lokata". Tłumaczy, jak działa franczyza
WIDEO

"To nie jest taka forma inwestowania, jak lokata". Tłumaczy, jak działa franczyza

- Początki w każdym biznesie, także franczyzowym, są brutalne i trzeba poświęcić mnóstwo czasu i energii, nierzadko trzeba też pamiętać, iż należy mieć poduszkę finansową - mówi w programie "Biznes Klasa Young" Damian Ozga, który stworzył i z sukcesem sprzedał sieć 116 biur podróży MyTravel. Rozwinął także sieć klubów fitness oraz salonów urody, a dziś wspiera rozwój marki jubilerskiej Savicki. - Bo mimo dużego zaangażowania i starań i ze strony franczyzodawcy, i franczyzobiorcy, ten czas na rozkręcenie tego biznesu bywa krótszy bądź dłuższy i na pewno trzeba włożyć w to sporo pracy. Franczyza to nie jest forma inwestowania takiego jak lokata, gdzie wkładasz pieniądze i wyciągasz za jakiś czas trochę więcej. Tutaj jest sporo ryzyk, trzeba się zaangażować, aczkolwiek nagrody za to zaangażowanie bywają naprawdę fajne. Bo jak uda nam się przejść ten początkowy etap, potem faktycznie zrekrutować dobry zespół, dobrych ludzi, to można troszeczkę odetchnąć i już troszeczkę mocniej konsumować ten biznes - ocenia. Ile trzeba mieć pieniędzy, żeby wystartować z franczyzą? - Nie odważyłbym się wystartować z żadnym konceptem franczyzowym, gdybym nie miał około 100 tys. złotych na koncie. Nawet jeśli ogłoszenia mówią, że wystarczy mieć 10, 20 tysięcy na start, to nie wierzcie, może wystarczy na start, żeby rozpocząć, ale też te początki bywają różne. Dobrze jest dla swojego komfortu mieć tę poduszkę finansową - tłumaczy Damian Ozga. "Biznes Klasa Young" to program money.pl dostępny na YouTube. Szef redakcji Łukasz Kijek prowadzi w nim rozmowy z młodymi przedsiębiorcami – o ich życiu, budowaniu biznesu, kryzysach i wielu innych sprawach.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek