Dyrektor Szpitala Bielańskiego w Warszawie Dorota Gałczyńska-Zych tydzień temu na antenie Radia Zet została zapytana o swoje zarobki.
- Bardzo byście się państwo zdziwili. 20 tys. podstawy wynagrodzenia brutto, bo jestem zatrudniona na umowę o pracę - odpowiedziała.
20 tys. zł podstawowej pensji, ale na konto wpływało znacznie więcej
Okazuje się jednak, że pani dyrektor tylko z pracy w warszawskim szpitalu zarobiła o wiele więcej. Sprawdziliśmy jej najnowsze oświadczenie majątkowe, z którego wynika, że w 2025 r. jej wynagrodzenie ze Szpitala Bielańskiego wyniosło 458 739,22 zł, czyli średnio ponad 38,2 tys. zł miesięcznie.
Plan naprawczy minister zadziała? Lekarze i pacjenci oceniają
Gdyby podstawa w wysokości 20 tys. zł, o której mówiła dyrektor, obowiązywała przez cały rok, dawałoby to 240 tys. zł rocznie.
Skąd więc taka różnica?
- Mówiąc na antenie radiowej o tym, że otrzymuję 20 tys. podstawy wynagrodzenia brutto, pominęłam końcówkę: dokładnie zarabiam 20 475 zł brutto i, jak podkreślam, to jest podstawa mojego wynagrodzenia. Do tego dochodzi 20-procentowy dodatek stażowy oraz przyznawane na podstawie regulaminu różne inne dodatki, np. nagrody miesięczne i roczne. W ubiegłym roku wiele się w naszym szpitalu działo, m.in. realizowaliśmy trzy inwestycje w ramach Krajowego Planu Odbudowy na blisko 100 mln zł i faktycznie dostawałam co miesiąc nagrody oraz przyznano mi nagrodę roczną - mówi w rozmowie z money.pl Dorota Gałczyńska-Zych.
Proszę mi uwierzyć, że jeżeli chodzi o zarobki, to moją pracę jako dyrektora szpitala, uznaję za działalność hobbistyczną. Są stanowiska i funkcje, gdzie - jak już też opinia publiczna wie - można o wiele więcej zarobić.
Praca w Szpitalu Bielańskim to nie jedyne źródło dochodu. Jak wynika z jej oświadczenia, Dorota Gałczyńska-Zych na najmie lokali w ubiegłym roku zarobiła ponad 186 tys. zł. Wykazała także dochód z Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego - 36 tys. zł.
Od 2011 r. zasiada również w radzie nadzorczej Płockiego Zakładu Opieki Zdrowotnej. W 2025 r. otrzymała z tego tytułu ponad 47 tys. zł.
Długa lista nieruchomości. Dyrektor szpitala pokazuje majątek
W oświadczeniu majątkowym Gałczyńskiej-Zych uwagę zwraca bardzo rozbudowana część dotycząca posiadanych nieruchomości. Wykazała udziały w dwóch domach o powierzchni 110 i 90 m kw. Ich zadeklarowane wartości wynoszą odpowiednio 125 tys. i 70 tys. zł.
W dokumencie znalazło się także pięć mieszkań o powierzchni od 38,8 do 90 m kw. oraz lokal mieszkalny o powierzchni 49,67 m kw. Tylko jedno z mieszkań zostało wskazane jako wyłączna własność. W przypadku pozostałych wpisano udział wynoszący 1/2.
Lista obejmuje również lokal użytkowy, budynek użytkowy, cztery działki budowlane oraz liczne grunty rolne i letniskowe. Wśród nich znajduje się 16 działek letniskowych o powierzchni około 1500 mkw. każda.
Podobnie jak przy mieszkaniach, w większości nieruchomości Gałczyńska-Zych zadeklarowała połowę udziałów, a przy budynku użytkowym i działkach budowlanych 1/4.
- Ja w zarządzaniu pracuję od 1992 r., czyli od 34 lat. To efekt tego, czego dorobiłam się w życiu wspólnie z mężem na przestrzeni tych lat i 46 lat naszego małżeństwa. Niczego nie ukrywam, transparentnie rozliczam się ze wszystkiego w oświadczeniu majątkowym - mówi money.pl dyrektor szpitala.
Duże zmiany w ochronie zdrowia
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła w ubiegłym tygodniu pakiet zmian, jakie mają zostać wdrożone w ochronie zdrowia.
To między innymi limit płacowy dla pracowników tego sektora do 240 zł brutto za godzinę, zakaz zawierania umów przez szpitale z tzw. spółkami, obowiązek pracy medyków na co najmniej pół etatu w jednym miejscu czy stworzenie centralnej e-kolejki.
- Jeśli propozycje Ministerstwa Zdrowia wejdą w życie, to miesięczne zarobki lekarza na jednym etacie mogą wynieść około 38-40 tys. zł przy założeniu, że będzie to maksymalnie 240 zł za godzinę - wyliczał niedawno wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia Jakub Szulc.
Zapytaliśmy dyrektorkę Szpitala Bielańskiego, jak ocenia propozycję dotyczącą maksymalnych limitów zarobków lekarzy.
- Ustawa kominowa w ochronie zdrowia dotyczy tylko zarządzających. Czas, żeby dotyczyła również pracowników bez względu na formę zatrudnienia. To są publiczne pieniądze i trzeba je wydawać na jasnych, określonych zasadach - przekonuje Dorota Gałczyńska-Zych.
W piątek prezydent podpisał także ustawę o powiązaniu informacji o wynagrodzeniach lekarzy z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.
Sprawa lekarza-milionera wywołała lawinę
Dyskusja o ograniczeniu wynagrodzeń lekarzy nasiliła się po ujawnieniu sprawy Dawida Kacprzyka.
Sprawa lekarza-milionera, radnego dzielnicy Ursus z ramienia Koalicji Obywatelskiej, rozgrzała Polaków. Okazało się, że 28-letni lekarz, bez specjalizacji, miał w 2025 r. dochody z działalności gospodarczej rzędu 1,595 mln zł. Dziewiętnaście razy większe niż rok wcześniej. A do tego miał 720 tys. zł oszczędności (o niemal pół miliona więcej) i Porsche Panamera z 2025 r., też warte kilkaset tysięcy złotych.
Portal Zero.pl ujawnił nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym, w którym lekarz bez specjalizacji był koordynatorem SOR-u. Portal opisywał, że na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
W sprawie Szpitala Południowego wszczęto dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie - nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego.
Toczy się też postępowanie Naczelnej Izby Lekarskiej. Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO i z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy. Kacprzyk został też zwolniony ze Szpitala Południowego. Po wybuchu afery prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał zarząd i radę nadzorczą placówki oraz dwie wiceprezydentki.