przejście na emeryturę

PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny
WIDEO

PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny

PiS obiecało wprowadzenie emerytur stażowych. Czy Polskę na to stać? - Emerytury stażowe są zależne od tego, co wypracuje pracownik. Emerytura w tej chwili to jest to co uzbieramy na naszym koncie dzielone przez dalszy okres do życia liczony w miesiącach - powiedział Sebastian Koćwin w trakcie pierwszej debaty gospodarczej w programie "Money.pl". - Warto zaznaczyć, że wcześniejsze przejście na emeryturę będzie oznaczało, że tych zebranych środków będzie mniej i będą dłużej wypłacane, ale to wcale nie obciąży systemu emerytalnego. Natomiast jeśli patrzymy na kwoty, projekt, który my zakładaliśmy, to byłby koszt od 8 do 14 mld zł rocznie na emerytury stażowe. Ale projekt rządu jest gorszy, mniej osób skorzysta. Póki nie dostaniemy gotowego projektu, to trudno oceniać koszt, ale uważam, że on będzie stosunkowo niski. Pracujemy coraz dłużej, ale brakuje zdrowia. Pracujemy 1,9 tys. godzin w skali roku, na Zachodzie to jest 1,3 tys. godzin. Patrząc długookresowo Polak pracuje o 10 lat dłużej niż Niemiec, dlatego emerytury stażowe są potrzebne. Jedna czwarta mężczyzn nie dożywa w Polsce emerytury. Takie są fakty – uważa. - Nie stać nas na emerytury stażowe. Ten pomysł rozwali system emerytalny - uważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. - Polska jest społeczeństwem starzejącym się, wydłuża się czas życia. Jeśli to sobie zderzymy z emerytura stażową w wieku 56-57 lat, to widzimy perspektywę długiego bycia na emeryturę. Reforma powinna polegać na wyrównaniu wieku emerytalnego, wyrównaniu stażu dla kobiet i mężczyzn. Pamiętajmy, że sobie zamykamy źródło finansowania i że nie będzie osób wykonujących określone prace. Brakuje rąk do pracy na rynku. Musimy to naprawić i stworzyć wizję reformy systemu emerytalnego, nie polityczną, a merytoryczną. Trzeba spojrzeć na perspektywę osób, które mają teraz 30-40 lat i będą przechodzić na emerytury za czas jakiś. Osobami, które pracowały ciężko w trudnych warunkach także państwo powinno się zaopiekować, ale to nie muszą być emerytury stażowe. Trzeba pomyśleć o systemie przekwalifikowania tych osób - dodał ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
25 proc. ostatniej pensji. Taką emeryturę dostaną dzisiejsi 40-latkowie. "Trzeba zmienić myślenie"
WIDEO

25 proc. ostatniej pensji. Taką emeryturę dostaną dzisiejsi 40-latkowie. "Trzeba zmienić myślenie"

- Osoby urodzone w latach 80. będą otrzymywać na emeryturze ok. 25-30 proc. swojej ostatniej wypłaty - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Tomasz Lasocki z wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. - A pamiętajmy, że starość dzieli się na etapy. Te pierwsze 10 lat, czyli do siedemdziesiątki w przypadku kobiet, to jest najprzyjemniejszy czas, kiedy mamy jeszcze siły, więc dorabiamy. Możemy skorzystać z różnych programów: PPK, IKE, IKZE. Tylko środki tam zgromadzone, o tym rzadko się mówi, nie podlegają waloryzacji. Osoby, które dostały pieniądze z PPK 5 lat temu, już pewnie tych środków nie mają, bo przecież zjadła je inflacja. Tak tracimy siłę nabywczą. Po 10 latach na emeryturze zostają nam tak naprawdę już tylko pieniądze z ZUS. Dlatego warto się przygotować. Emerytura za chwilę to będzie jakieś stypendium z tytułu utraty sił, ale nie takie, które pozwoli nam się z pracy całkowicie wyłączyć, tylko pozwoli pracować nie 40 godzin tygodniowo, a 25. Jest problem, wróciliśmy do wieku emerytalnego, który kiedyś ustalił towarzysz Bierut. Możemy wieku emerytalnego nie podnosić, ale jest pytanie o konsekwencje takiej decyzji. Musimy zmienić myślenie i traktować emeryturę jako świadczenie, które pozwoli nam pracować mniej, ale ta praca będzie konieczna - ostrzega.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga