system emerytalny (strona 2 z 5)

PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny
WIDEO

PiS chce rewolucji w emeryturach. Stać nas na to? Ekspert: to wywali system emerytalny

PiS obiecało wprowadzenie emerytur stażowych. Czy Polskę na to stać? - Emerytury stażowe są zależne od tego, co wypracuje pracownik. Emerytura w tej chwili to jest to co uzbieramy na naszym koncie dzielone przez dalszy okres do życia liczony w miesiącach - powiedział Sebastian Koćwin w trakcie pierwszej debaty gospodarczej w programie "Money.pl". - Warto zaznaczyć, że wcześniejsze przejście na emeryturę będzie oznaczało, że tych zebranych środków będzie mniej i będą dłużej wypłacane, ale to wcale nie obciąży systemu emerytalnego. Natomiast jeśli patrzymy na kwoty, projekt, który my zakładaliśmy, to byłby koszt od 8 do 14 mld zł rocznie na emerytury stażowe. Ale projekt rządu jest gorszy, mniej osób skorzysta. Póki nie dostaniemy gotowego projektu, to trudno oceniać koszt, ale uważam, że on będzie stosunkowo niski. Pracujemy coraz dłużej, ale brakuje zdrowia. Pracujemy 1,9 tys. godzin w skali roku, na Zachodzie to jest 1,3 tys. godzin. Patrząc długookresowo Polak pracuje o 10 lat dłużej niż Niemiec, dlatego emerytury stażowe są potrzebne. Jedna czwarta mężczyzn nie dożywa w Polsce emerytury. Takie są fakty – uważa. - Nie stać nas na emerytury stażowe. Ten pomysł rozwali system emerytalny - uważa z kolei Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. - Polska jest społeczeństwem starzejącym się, wydłuża się czas życia. Jeśli to sobie zderzymy z emerytura stażową w wieku 56-57 lat, to widzimy perspektywę długiego bycia na emeryturę. Reforma powinna polegać na wyrównaniu wieku emerytalnego, wyrównaniu stażu dla kobiet i mężczyzn. Pamiętajmy, że sobie zamykamy źródło finansowania i że nie będzie osób wykonujących określone prace. Brakuje rąk do pracy na rynku. Musimy to naprawić i stworzyć wizję reformy systemu emerytalnego, nie polityczną, a merytoryczną. Trzeba spojrzeć na perspektywę osób, które mają teraz 30-40 lat i będą przechodzić na emerytury za czas jakiś. Osobami, które pracowały ciężko w trudnych warunkach także państwo powinno się zaopiekować, ale to nie muszą być emerytury stażowe. Trzeba pomyśleć o systemie przekwalifikowania tych osób - dodał ekspert.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Polaków czekają głodowe emerytury". Eksperci kreślą czarny scenariusz
WIDEO

"Polaków czekają głodowe emerytury". Eksperci kreślą czarny scenariusz

Według ostatnich prognoz OECD, stopa zastąpienia wyniesie ok. jedną trzecią ostatniego wynagrodzenia. Czy czekają nas głodowe emerytury? - Politycy nie patrzą w przyszłość. Nie ma spójnej wizji dotyczącej reformy emerytalnej – powiedział podczas debaty gospodarczej w programie „Money.pl” Oskar Sobolewski, ekspert emerytalny i rynku pracy. - Reformy emerytalne to nie są reformy, które przeprowadza się z roku na rok, czy z miesiąca na miesiąc. To musi być rozłożone na kilkanaście lat, zwłaszcza jak mamy zrównywać wiek emerytalny kobiet do wieku mężczyzn. Czekają nas głodowe emerytury, jeśli nie będzie żadnych zmian. Emerytury stażowe, "trzynastki", "czternastki" - to wszystko zniechęca do dłuższej pracy, do dłuższego odkładania na emeryturę. Postulat drugiej waloryzacji byłby dużo lepszym pomysłem niż te różne dodatki i bonusy wyborcze. Potrzeba nam więcej systemowego myślenia. Ale też nie ma się co dziwić politykom, bo emeryci to coraz większa grupa. Stąd te postulaty o obniżeniu wieku emerytalnego - zauważa Sobolewski. - Zachęcajmy do dłuższej pracy, ale nie zmuszajmy do niej - uważa z kolei Sebastian Koćwin, wiceprzewodniczący OPZZ. – Każdy wie, jak funkcjonuje jego organizm i w pewnym momencie osoby, które zaczęły pracować w bardzo młodym wieku, pracowały ciężko, nie są w stanie pracować długo. Wiemy, jak funkcjonuje system rentowy. Zachęty, które proponuje rząd, nie są wystarczające, bo „trzynastka” i „czternastka” są przyznawane praktycznie w każdym przypadku. To nie zachęca do dłuższej pracy. Wyższa waloryzacja byłaby lepszym rozwiązaniem. Mówimy także o podwójnej waloryzacji, ale także o rencie wdowiej, bo to by poprawiło sytuację samotnych kobiet. Chodzi o rozwiązania systemowe, o dłuższą pracę w zdrowiu, usprawnijmy rynek pracy z lepszymi wynagrodzeniami. W piątek mieliśmy protest budżetówki. Oni zarabiają w granicy minimalnej pensji. Jak w tej sytuacji mają sobie wypracować godną emeryturę? – pytał gość „Money.pl”
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
25 proc. ostatniej pensji. Taką emeryturę dostaną dzisiejsi 40-latkowie. "Trzeba zmienić myślenie"
WIDEO

25 proc. ostatniej pensji. Taką emeryturę dostaną dzisiejsi 40-latkowie. "Trzeba zmienić myślenie"

- Osoby urodzone w latach 80. będą otrzymywać na emeryturze ok. 25-30 proc. swojej ostatniej wypłaty - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Tomasz Lasocki z wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. - A pamiętajmy, że starość dzieli się na etapy. Te pierwsze 10 lat, czyli do siedemdziesiątki w przypadku kobiet, to jest najprzyjemniejszy czas, kiedy mamy jeszcze siły, więc dorabiamy. Możemy skorzystać z różnych programów: PPK, IKE, IKZE. Tylko środki tam zgromadzone, o tym rzadko się mówi, nie podlegają waloryzacji. Osoby, które dostały pieniądze z PPK 5 lat temu, już pewnie tych środków nie mają, bo przecież zjadła je inflacja. Tak tracimy siłę nabywczą. Po 10 latach na emeryturze zostają nam tak naprawdę już tylko pieniądze z ZUS. Dlatego warto się przygotować. Emerytura za chwilę to będzie jakieś stypendium z tytułu utraty sił, ale nie takie, które pozwoli nam się z pracy całkowicie wyłączyć, tylko pozwoli pracować nie 40 godzin tygodniowo, a 25. Jest problem, wróciliśmy do wieku emerytalnego, który kiedyś ustalił towarzysz Bierut. Możemy wieku emerytalnego nie podnosić, ale jest pytanie o konsekwencje takiej decyzji. Musimy zmienić myślenie i traktować emeryturę jako świadczenie, które pozwoli nam pracować mniej, ale ta praca będzie konieczna - ostrzega.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga