wideo (strona 14 z 97)

Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"
WIDEO

Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"

W czwartek podczas konferencji prasowej po decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych prezes Adam Glapiński odniósł się do wzrostu cen, który według niego nie jest tak wysoki, jak podają "media z niepolskim kapitałem". Szef NBP stwierdził: "wziąłem notes, długopis, poszedłem do najbliższych sklepów i się bardzo zdziwiłem". - Ja nie wiem, czy pan prezes ma kontakt z rzeczywistością, ale te słowa pokazują, że jego pomysły nie są najlepsze - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej.– On powinien przejść się do sklepu dużo wcześniej, rok temu. Wówczas widziałby wzrost cen rok do roku, zwłaszcza w tym koszyku produktów podstawowych. Bo tu te podwyżki są znacznie wyższe niż wskazuje inflacja, to jest więcej niż 17-18 proc. To był słaby pomysł z jego strony. Pewnie poszedł po raz pierwszy. Takie deklaracje to rodzaj PR-u i to nie jest nic złego. Trzeba powiedzieć, że tym razem prezes NBP wykazał się większą umiejętnością komunikowania się ze społeczeństwem. To, że powiedział o tym pójściu do sklepu, nie jest niczym złym. Poprzednie wystąpienia oceniam jako absolutnie fatalne dla niego samego i reprezentowanej przez niego instytucji. Był bardzo źle przygotowany. Dziś to nadal nie jest standard światowy komunikowania się szefa banku centralnego z obywatelami. Robi pogadanki i ja tego naprawdę nie rozumiem.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
RPP wstrzymuje podwyżki stóp. Co dalej? Prof. Marek Belka: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich
WIDEO

RPP wstrzymuje podwyżki stóp. Co dalej? Prof. Marek Belka: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich

- Zatrzymanie podwyżek stóp procentowych przez RPP to prezent na święta dla Polaków, ale bardzo spodziewany - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, były premier, były szef NBP, europoseł. - Jak popatrzeć na decyzje RPP w ostatnich kilku latach, to w grudniu zwykle stopy nie były zmieniane. Poza tym członkowie RPP obiecują pauzę w podwyżkach. Muszę powiedzieć, że gdybym był członkiem RPP, to byłbym bardziej "jastrzębi", a gdybym był szefem NBP, to byłbym w swoich wypowiedziach bardziej zdecydowany, bo inflacja jest nadal olbrzymia. Samo to przyhamowanie ze stopami nie jest dla mnie ani niespodzianką, ani katastrofą merytoryczną. Ale nie wykluczam podwyżek w przyszłości. To nie jest tak, że stopy procentowe będą rosły do poziomu inflacji bieżącej. One powinny współgrać z inflacją oczekiwaną, ale pytanie jest: jaka ona będzie? Tutaj mamy chaos i niejasność, które płyną ze strategii komunikacyjnej NBP. Mamy potężny impuls inflacyjny w postaci likwidacji tarczy antyinflacyjnej, mamy też niewiadomą związaną z wydatkami państwa, zwłaszcza w okresie przedwyborczym. Są też impulsy deflacyjne z rynku surowców i z rynku żywnościowego. Osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w Polsce już następuje, a jego najwyraźniejszym antyinflacyjnym symptomem jest spowolnienie wzrostu płac w relacji do wzrostu cen. Mówiąc krótko: zaczynamy płacić za ekscesy z lat poprzednich spadkiem płac. Jest też możliwy scenariusz taki, że z jakiś nieokreślonych przyczyn inflacja przyspieszy i RPP nie będzie miała wyjścia, będzie pod naciskiem opinii publicznej i podwyżki stóp wrócą.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Za mało elektrowni i awarie. "Sytuacja niebezpieczna. Możemy pomóc. Pralkę włączmy później"
WIDEO

Za mało elektrowni i awarie. "Sytuacja niebezpieczna. Możemy pomóc. Pralkę włączmy później"

- Rząd zachęca do zaglądania na stronę PSE w celu sprawdzenia aktualnych godzin szczytu zużycia mocy po to, by zachęcić nas do zmniejszania swojego zapotrzebowania na energię – tłumaczył w programie "Newsroom" WP Jakub Wiech z portalu Energetyka24.com. - Ma to związek z trudną sytuacją, w której jest nasz system elektroenergetyczny. O co chodzi? Mamy za mało jednostek wytwórczych, za mało elektrowni, czyli mamy za mało mocy, żeby pokrywać zapotrzebowanie w całym roku. Zwłaszcza, że dochodzi do awarii elektrowni, które zdarzają się losowo. W grudniu ubiegłego roku awarie elektrowni węglowych połączone ze słabą generacją systemów doprowadziły do tego, że trzeba było prosić operatorów innych państw o pomoc mocową. Było to niebezpiecznie. Bo jeśli operator nie ma dość mocy, staje przed koniecznością ograniczenia jej podaży. W pierwszej kolejności takie ograniczenia napotykają przemysł, gospodarstwa domowe są chronione. Ale jeśli w naszych domach wygospodarowalibyśmy pewne zmniejszenia zużycia, to więcej zostałoby dla przemysłu. To jest sens nowoczesnego patriotyzmu. Dbamy o kraj, oszczędzając energię w godzinach krytycznych. Pralkę, zmywarkę można przecież włączyć w późniejszych godzinach, można także przykręcić ogrzewanie elektryczne, wyłączyć określone sprzęty. W Kalifornii mieszkańcy otrzymują smsy z informacją, kiedy takie ograniczenie zużycia energii jest potrzebne. Tak też powinno być w Polsce i w tym celu powinien być wykorzystywany alert RCB. Polacy mogą pomóc systemowi, przerzucając domowe czynności na inne, mniej obłożone godziny. Jak energii brakuje, musimy ją importować, kupować. Wówczas przecież my za to płacimy w swoich rachunkach. Zatem jest to kwestia oszczędzania pieniędzy.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Nowe godziny szczytu zużycia energii. "Są codzienne obliczane. Ważna jest pogoda i nasze zachowania"
WIDEO

Nowe godziny szczytu zużycia energii. "Są codzienne obliczane. Ważna jest pogoda i nasze zachowania"

- Polskie Sieci Energetyczne codziennie publikują dane na temat godzin szczytu zapotrzebowania na moc w polskim systemie - powiedział w programie "Newsroom" WP Jakub Wiech z portalu Energetyka24.com. – Przewiduje w ten sposób, jak będzie wyglądało zużycie i dostosowuje do tego pracę jednostek wytwórczych. Mówiąc prościej: patrzy na to, jakie są prognozy zużycia prądu, na warunki pogodowe, na to czy mamy dzień wolny, czy roboczy i na tej podstawie oblicza, kiedy możemy się spodziewać największego zużycia mocy. Kiedy już to wie, kontaktuje się z elektrowniami i ustala, jakie jednostki i z jaką mocą mają pracować, tak by energii nie zabrakło. Tak się ustala balans polskiego systemu. Czasem okazuje się, że tej energii jest za mało i wówczas trzeba ją importować lub uruchamiać jednostki rezerwowe. W krytycznych sytuacjach operator musi podejmować decyzje ryzykowne, czyli prosić innych operatorów z państw sąsiednich, by pożyczyli trochę tej mocy. Te wahania zużycia mocy zależą m.in. od pogody, od tego czy jest zimno, czy święcie słońce i wieje wiatr. Obliczenia są także oparte o nasze zachowania, czyli porę, o której wychodzimy do pracy i z niej wracamy. W różnych dniach szczyt przypada w różnych porach. Inaczej jest w lato, inaczej w zimie. Jest też tzw. "dolina nocna", czyli czas kiedy zapotrzebowanie na moc jest minimalny. To się zaczyna po północy, od 2-3 w nocy zapotrzebowanie na moc jest bardzo małe.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu
WIDEO

"Jesteśmy krajem biednym". Ekspert ostrzega: można łatwo wpaść w spiralę długu

- Otrzemy się o 20 proc. inflacji na początku przyszłego roku. Trudno powiedzieć, czy to będzie prawie 20 proc., czy ciut mniej. To jest magia liczb, bo jest symbolika, ale to patrząc na wpływ na gospodarkę, to nie ma to znaczenia - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Piotr Maszczyk z SGH. - Polska jest krajem na dorobku i jest krajem biednym – mówię to z całą mocą. Jeśli spojrzymy na wskaźnik PKB, to jesteśmy notowani jako kraj gdzieś od końca UE. Ciągle się dorabiamy. Ostatni ranking przedcovidowy pozwolił nam myśleć, że przyspieszyliśmy w tym gonieniu Zachodu, prawdą jest, że wyprzedzamy kolejne kraje, ale dalej jesteśmy biedni. Dla części osób, których realne dochody są bardzo niskie, istnieje pokusa zaciągania pożyczek. One są bardzo wysoko oprocentowane i wpędzają w spiralę, z której ciężko wyjść. Ale jak pieniędzy brakuje i człowiek chciałby, żeby na stole jednak była ryba, sałatka oraz makowiec i widzi, że nie ma za to tego kupić, to trudno tej pożyczki nie zaciągnąć. Tym bardziej, że szczyt reklam, które będą oferować łatwe pieniądze, dopiero przed nami. Mogę tylko zwrócić uwagę na jedno: nie patrzcie na to, co reklama mówi dużymi literami, ale na to, co mówi literami małymi. Patrzcie na realne oprocentowanie. Nawet oferty parabanków różnią się od siebie. Można zaciągnąć pierwszą pożyczkę nieoprocentowaną: pożyczacie 2 tys. zł i tyle samo oddajecie pół roku później. Patrzmy na parametr RRSO.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Orban zmienia kurs wobec Brukseli. "Kasa w budżecie się kończy. Popieranie Rosji musi się opłacać"
WIDEO

Orban zmienia kurs wobec Brukseli. "Kasa w budżecie się kończy. Popieranie Rosji musi się opłacać"

- Od września Węgry wdrażają wszystkie mechanizmy, których Komisja Europejska zażądała. Mówimy o warunkach, po których spełnieniu Węgry dostaną pieniądze z KPO. Węgry nie mają też pieniądzy z funduszu spójności - powiedział w programie "Newsroom" WP dr Dominik Hejj z Instytutu Europy Środkowej. – Do niedawna wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze, ale nowe sygnały nie są optymistyczne dla Victora Orbana. KE przedstawiła Węgrom 27 kamieni milowych w drodze do pieniędzy z KPO i zapowiada, że nie wystąpi o to, by zakończyć procedurę warunkowości, czyli możliwości zawieszenia 7,5 mld euro z funduszu spójności. Widać, że ta atmosfera na linii Budapeszt-Bruksela bardzo się zmieniła. To Victor Orban na początku września wycofał się z negocjacji, krytykując sankcje nałożone na Rosję. Kością niezgody jest to, czy Węgry stworzą mechanizm przeciwdziałania korupcji i wykonają krok ku większej transparentności w wydawaniu środków unijnych. Na tym przede wszystkim zależy Brukseli. Co ciekawe, ustawy, które to miały regulować, zostały napisane w Brukseli tak, by była gwarancja, że te środki zostaną Węgrom wypłacone. Na zmianę postawy Orbana wobec Brukseli wpłynęła sytuacja gospodarcza kraju. Kasa w budżecie się kończy. Jest wysoka inflacja, ceny żywności poszły w górę o 40 proc., paliwa zdrożały o 50 proc. Dopłaty do energii są, ale już brakuje pieniędzy, by równoważyć podwyżki cen prądu. Orban mówił o tym, że współpraca z Rosją się opłaci, ale wcale tak nie jest, bo gaz nie jest tani. Trwa takie balansowanie, by popieranie Rosji Węgrom się opłacało. Niedawno jeden z ministrów powiedział, że "nie ważne ile to kosztuje, ważne, że jest". Takie jest obecnie założenie węgierskiej polityki.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak