Czarne wizje gospodarcze Przemysława Czarnka. "Czysta demagogia" [OPINIA]

Dzisiejszy przekaz gospodarczy kandydata na premiera na razie wydaje się ograniczać do odgrzewania opowieści o "państwie w ruinie", straszenia długiem, przeregulowaniem, Unią Europejską i "drożyzną Tuska" – pisze w opinii dla money.pl Kamil Fejfer.

Przemysław CzarnekPrzemysław Czarnek wmawia Polakom, że Polska tonie
Źródło zdjęć: © GETTY, PAP | Tomasz Wojtasik, Piotr Skornicki, Jon Cherry
Kamil Fejfer
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Kiedy zajrzymy na social media Przemysława Czarnka, kandydata na premiera ze strony Prawa i Sprawiedliwości, znajdziemy bardzo wiele narzekania na to, że obecna koalicja rządząca nie radzi sobie na polu gospodarczym. Problemy z tą narracją są dwa. Po pierwsze, krytyka jest prowadzona często bez ładu i składu. To można jeszcze opozycji wybaczyć. Takie jej wilcze prawo. Większym kłopotem jest to, że z wypowiedzi polityka ubiegającego się o jeden z dwóch najważniejszych urzędów w kraju nie wyłania się niemal żadna wizja ekonomiczna poza liberalną i antyunijną demagogią.

W jednym z ostatnio opublikowanych na profilu facebookowym filmików Przemysław Czarnek przekonuje, że "Polska tonie na naszych oczach". W tym kontekście polityk Prawa i Sprawiedliwości zwraca uwagę na problemy z finansowaniem ochrony zdrowia i drożejące paliwa.

O ile zarzuty wobec jakości ochrony medycznej w Polsce są słuszne (ale próżno szukać w narracjach snutych przez PiS recept w stylu zwiększenia składki zdrowotnej), tak drożejąca ropa, benzyna i gaz to jest wynik bezsensownego ataku Donalda Trumpa na Iran. Polska władza niewiele tu może zrobić.

Sceny na spotkaniu z Czarnkiem. Polityk Konfederacji wszedł siłą

Wojna Trumpa a ceny w Polsce

Warto jednak tu wspomnieć, że wzrost cen paliw nie doprowadził – przynajmniej na ten moment – do wyraźnego podwyższenia inflacji. Marcowy 3-procentowy odczyt, choć podwyższony względem odczytu lutowego (obecny wzrost cen jest wynikiem działań Donalda Trumpa związanych z wojną z Iranem), wciąż oznacza inflację w celu NBP (2,5 proc. plus/minus jeden punkt procentowy).

Wszystko to jednak nie oznacza, że "Polska tonie na naszych oczach". Oczywiście jak każdy kraj na świecie borykamy się z pewnymi problemami i niedomaganiami polityk publicznych (ochrona zdrowia). Ale z wielu makrowskaźników wyłania się pozytywny obraz naszego kraju. W zeszłym roku mieliśmy do czynienia z trzecim najwyższym wzrostem płac realnych w potransformacyjnej historii. Wbrew informacjom, które pojawiają się w niektórych mediach, bezrobocie utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie.

Tu słowo wyjaśnienia. Generalnie bezrobocie raportuje się na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest tak zwane bezrobocie rejestrowane. To zależy od liczby osób, które zapisały się w urzędach pracy. Z drugiej strony mamy tak zwane bezrobocie według BAEL (akronim od GUS-owskiego Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności). Ten drugi wskaźnik pokazuje, ile realnie osób pozostaje bez pracy. W IV kwartale 2025 roku – to najświeższe dane – było to 3,2 proc. osób. Informacje te zbieżne są z danymi Eurostatu. Europejski urząd statystyczny zresztą wskazuje, że bezrobocie w Polsce jest na jednym z najniższych poziomów we wspólnocie.

Dołóżmy do tego pozycję europejskiego lidera we wzroście PKB. Zarówno w tym roku, jak i w prognozach na kolejne lata. Jedynym czynnikiem (poza zagrożeniem ze strony Rosji oczywiście), który może załamać te pozytywne trendy, jest obecnie nieobliczalna polityka Donalda Trumpa.

Żeby było jasne – nie twierdzę, że te pozytywne rzeczy wydarzyły się dzięki obecnej ekipie rządzącej. Złożyły się na nią procesy, na które obecny rząd nie ma większego wpływu. Trudno jednak uznać, że Polska jest krajem 'tonącym' jak chciałby Przemysław Czarnek. To jest po prostu nieprawda. I kandydat na premiera z pewnością zdaje sobie z tego sprawę.

Nietrafiony przykład Chin

Kandydat na premiera z ramienia PiS, który swego czasu zasłynął zawołaniem "OZE-sroze", grając na eurosceptycznej nucie, niedawno stwierdził również, że powinniśmy wyjść z systemu ETS. Powołał się przy tym na Chiny, które – w domyśle – politykę klimatyczną mają w nosie. Tymczasem to właśnie Państwo Środka jest liderem nie tylko w emisyjności (odpowiadają one za około 1/3 generowanych przez ludzkość gazów cieplarnianych), ale również w dodawaniu mocy z energii odnawialnej.

We wrześniu zeszłego roku Xi Jinping podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego zapowiedział, że Chiny zetną swoje emisje o 7-10 proc. do 2035 roku. W 2020 roku z kolei chiński przywódca zadeklarował, że szczyt emisji jego kraj osiągnie w 2030 roku. Wielu analityków wskazuje, że azjatyckie mocarstwo już osiągnęło ten cel. To by z kolei oznaczało, że Chiny wyrobią się z ograniczeniem emisji o 10 proc. znacznie przed wyznaczonym przez siebie terminem.

Dodatkowo Państwo Środka planuje osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2060 roku. A w ostatnich latach mieliśmy naprawdę sporo dowodów na to, że jeśli najwyżsi urzędnicy chińscy coś mówią, to dotrzymują słowa.

Jeśli więc mowa o współczesnych Chinach, to rzeczywiście Państwo Środka może stanowić wzór, ale w realizacji ambitnych celów klimatycznych. Między innymi dzięki dodawaniu do miksu energetycznego "OZE-sroze".

Cięcia emerytur? Czysta demagogia

Przemysław Czarnek straszy również deficytem, twierdząc, że grozi nam "grecka tragedia". Ta ma doprowadzić do cięć wynagrodzeń i emerytur o kilkadziesiąt procent. To jest już czysta demagogia. Rzeczywiście od kilku lat drastycznie przebijamy zalecane przez UE poziomy deficytu (3 proc. względem PKB; Polska przeskakuje 6 i dobija do 7 proc.).

Problemem nie jest jednak sam deficyt, ile wieloletnia suma deficytów składająca się na dług publiczny. W tym przypadku również zbliżamy się do wyznaczonego przez wspólnotę bezpiecznego poziomu 60 proc. PKB. Warto jednak pamiętać, że jest to pułap bardzo "orientacyjny". Nie ma żadnych twardych naukowych podstaw, które mówiłyby, że przestrzelenie tej granicy powoduje automatyczne bankructwo państwa. Wiele państw europejskich jest zadłużone o wiele bardziej i nic strasznego z tego nie wynika.

Pamiętajmy również o kontekście zadłużenia – za większość wzrostu deficytów odpowiada obronność. Oczywiście istnieje sposób, żeby ten deficyt zbijać – jest to podwyżka podatków oraz cięcia socjalne. O żadnej z tych rzeczy Przemysław Czarnek się nie zająknie.

Kandydat PiS na premiera marudzi również na system KSeF, który miałby utrudniać funkcjonowanie małym i średnim przedsiębiorcom. System, zdaniem Czarnka, powinien być obowiązkowy tylko dla dużych podmiotów. Dla małych i średnich przedsiębiorców powinien być dobrowolny. Mamy więc refren deregulacyjny.

W jednej ze swoich wypowiedzi kandydat na premiera pyta również "po co było nam wejście do Unii Europejskiej? Po to, żeby się integrować dla integracji, czy po to, żeby zapewnić dobrobyt obywatelom Rzeczpospolitej?". Tym samym delikatnie suflując sugestię, że obecnie integracja nie szczególnie przyczynia się do wzrostu dobrobytu Polaków.

Tymczasem niedawna analiza Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazuje, że dzięki UE polskie PKB wzrosło o ponad 40 proc. Gdyby nie wspólnota, "dobrobyt obywateli Rzeczpospolitej" byłby więc znacznie niższy. Nie integrujemy się "tylko dla integracji". UE zapewniła nam również ekonomiczno-cywilizacyjny skok.

Chlubny wyjątek

Jednym z niewielu pomysłów wskazujących na pewną polityczno-gospodarczą wizję, o którym w ostatnim czasie mówił, choćby w Bydgoszczy, Przemysław Czarnek, jest zwiększenie środków przeznaczanych na naukę i szkolnictwo wyższe do 3 proc. z obecnych zaledwie nieco ponad 1 proc. To jednak (chlubny) wyjątek na tle całej narracji.

Ogólny ton gospodarczego przekazu Przemysława Czarnka, a więc i PiS-u, wydaje się pozbawionym wizji narzekactwem i odwoływaniem się do ekonomicznego chłopskiego rozumu podlanego sceptycyzmem wobec UE.

Widać to w narzekaniu na ETS, w sugestiach, że UE integruje się "dla integracji". Trudno jednak znaleźć jakiś program pozytywny, nie mówiąc już o środkach, które miałyby zapewnić polepszenie sytuacji Polaków.

Z pomysłami ekonomicznymi "starego" PiS-u można było się nie zgadzać. Można było krytykować program 500 plus czy rozmach CPK, jednak te pomysły były "jakieś".

Dzisiejszy przekaz gospodarczy kandydata na premiera na razie wydaje się ograniczać do odgrzewania opowieści o "państwie w ruinie", straszenia długiem, przeregulowaniem, Unią Europejską i "drożyzną Tuska". Tymczasem o ile o jakiejkolwiek drożyźnie możemy obecnie mówić, to jest to drożyzna Trumpa. A czy Polska jest pogrążona w ruinie? Jeśli tak, to całkiem przyjemne rumowisko, z jednym z najniższych wskaźników bezrobocia na świecie i jednym z najwyższych wzrostów gospodarczych wśród krajów rozwiniętych.

Autorem jest Kamil Fejfer, dziennikarz piszący o gospodarce, współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta".

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Historyczny rekord. Światowe giełdy tracą, ale ten europejski rynek idzie pod prąd
Historyczny rekord. Światowe giełdy tracą, ale ten europejski rynek idzie pod prąd
Śledztwo ws. Zondacrypto. Finansowych afer z polityką w tle kilka już w Polsce było
Śledztwo ws. Zondacrypto. Finansowych afer z polityką w tle kilka już w Polsce było
Morawiecki zapowiada Polski Ład 2.0. "Jak tylko wygramy wybory"
Morawiecki zapowiada Polski Ład 2.0. "Jak tylko wygramy wybory"
Afera Zondacrypto. Narasta spór rządu z prezydentem
Afera Zondacrypto. Narasta spór rządu z prezydentem
Zygmunt Solorz spotkał się z Donaldem Trumpem. Są kulisy
Zygmunt Solorz spotkał się z Donaldem Trumpem. Są kulisy
Atak na tankowiec w cieśninie Ormuz. Iran zamyka szlak
Atak na tankowiec w cieśninie Ormuz. Iran zamyka szlak
USA dają czas serbskiemu gigantowi. Gazprom musi odejść
USA dają czas serbskiemu gigantowi. Gazprom musi odejść
Infrastruktura naftowa na celowniku. Ukraina: Rosja traci na tym 100 mln dol. dziennie
Infrastruktura naftowa na celowniku. Ukraina: Rosja traci na tym 100 mln dol. dziennie
Azja wraca do węgla. Blokada Ormuzu juz wywołała kryzys
Azja wraca do węgla. Blokada Ormuzu juz wywołała kryzys
Zondacrypto bez dostępu do potężnych pieniędzy. Polacy ucierpieli na "handlu wiatrem" [OPINIA]
Zondacrypto bez dostępu do potężnych pieniędzy. Polacy ucierpieli na "handlu wiatrem" [OPINIA]
Nowe fakty ws. Zondy. Nie pokazali kluczowego dokumentu
Nowe fakty ws. Zondy. Nie pokazali kluczowego dokumentu
Atak dronów na rosyjski port nad Bałtykiem. Rosjanie nie pozostali dłużni
Atak dronów na rosyjski port nad Bałtykiem. Rosjanie nie pozostali dłużni