Żyła złota dla budżetu? Oto cała prawda o mandatach w Polsce
Istotny wzrost wartości grzywien nałożonych w 2025 r. przez policję i inne polskie służby łatwo uznać za dowód na coraz większy fiskalizm państwa. To nieporozumienie. Jeśli odnieść tę kwotę do poziomu cen oraz wynagrodzeń, albo do natężenia ruchu drogowego, widać, że jej realna wartość szybko topnieje.
W 2025 r. policja i inne polskie służby porządkowe oraz instytucje nadzoru, takie jak Straż Graniczna, Lasy Państwowe czy Inspekcja Ochrony Środowiska, wystawiły blisko 4,05 mln mandatów. Łączna wartość wymierzonych grzywien wyniosła niemal 1,4 mld zł, o 3,2 proc. więcej niż w 2024 r. i aż o 76 proc. więcej niż w 2016 r. – pierwszym roku, dla którego dostępne są takie dane z Ministerstwa Finansów.
Najnowsze statystyki – nie obejmujące kar nakładanych przez straże miejskie - wywołały oburzenie części opinii publicznej. "Państwo polskie znalazło sobie nową żyłę złota, a jest nią portfel polskiego kierowcy, z którego strumień pieniędzy płynie do polskiego budżetu rekordowo szerokim korytem" – głosi jeden z wpisów na facebookowym profilu "LDZ Zmotoryzowani Łodzianie". W podobnym tonie dane MF komentowali politycy i publicyści z kręgów konserwatywno-liberalnych.
Takie reakcje to dobry przykład tzw. iluzji nominału, czyli traktowania nominalnych wielkości za wierne odzwierciedlenie realnych zjawisk. W rzeczywistości bowiem uciążliwość mandatów, jakkolwiek by jej nie mierzyć, od kilku lat maleje i 2025 r. wpisał się w ten trend.
W Tatrach sypią się mandaty. W tych miejscach jest najgorzej
Kary nie nadążają za dochodami Polaków
Po pierwsze, liczba wystawionych mandatów w minionym roku wzrosła o niespełna 2,5 proc., do 4,05 mln (z czego 3,9 mln to zasługa policji) – do czego jeszcze wrócimy. To oznacza, że przeciętna grzywna nałożona w drodze mandatu zwiększyła się o zaledwie 0,7 proc., z 340,8 do 343,2 zł. Jednocześnie poziom cen w Polsce, mierzony wskaźnikiem towarów i usług konsumpcyjnych zwiększył się o 3,6 proc. Realna wartość przeciętnej grzywny zmalała więc o około 2,8 proc., po zniżce o 1,4 proc. w 2024 r.
Wzrost realnej wartości przeciętnej grzywny po raz ostatni nastąpił w 2022 r. Było to związane ze skokowym zaostrzeniem kar za niektóre wykroczenia drogowe. Przykładowo, maksymalna grzywna za przekroczenie limitu prędkości została wtedy podwyższona z 500 do 2500 zł (i 5000 zł w przypadku recydywistów).
W rezultacie suma nałożonych grzywien zwiększyła się w 2022 r. dwukrotnie, do 1,42 mld zł – co do dziś jest rekordem. Ze względu na znaczący spadek liczby wystawionych mandatów, co można wiązać z odstraszającym działaniem bardziej surowych kar, średnia wartość grzywny wzrosła o 122 proc. Za sprawą wystrzału inflacji, w ujęciu realnym zwyżka sięgnęła 94 proc.
W kolejnych latach inflacja utrzymywała się jednak na podwyższonym poziomie, a dotkliwość mandatów zaczęła znów maleć. W 2025 r. realna wartość przeciętnej grzywny była już tylko o 70 proc. większa niż w 2021 r. i o 54 proc. wyższa niż w 2016 r. W porównaniu do 2022 r. stopniała zaś o 12 proc.
Warto podkreślić, że pomijając 2022 r., wynagrodzenia w Polsce rosły wyraźnie szybciej niż poziom cen. Ich siła nabywcza systematycznie więc rosła – a w rezultacie malała dotkliwość finansowych kar za wykroczenia. W 2025 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej było prawdopodobnie o około 8,8 proc. wyższe niż w 2024 r. i o 38 proc. wyższe niż w 2022 r.
To oznacza, że przeciętna grzywna w minionym roku stanowiła mniej niż 3,9 proc. przeciętnej płacy w porównaniu do 5,1 proc. trzy lata wcześniej, w momencie aktualizacji taryfikatora kar. Ubiegłoroczny wynik nie jest już dużo wyższy niż w 2016 r., gdy przeciętny mandat opiewał na 3,4 proc. średniego wynagrodzenia.
Spadek dotkliwości kar w Polsce można pokazać jeszcze inaczej: uwzględniając nie tylko wzrost płac, ale też liczby osób, które je otrzymują. Suma wynagrodzeń wypłacanych nad Wisłą od 2016 r. zwiększyła się o około 123 proc., podczas gdy suma nałożonych mandatami grzywien o wspomniane 76 proc.
Mandaty to kropla w morzu potrzeb państwa
Konsekwencją tych zmian jest to, że dochody z mandatów mają coraz mniejsze znaczenie dla sektora finansów publicznych (w zależności od wykroczenia, wpływy z grzywien trafiają do różnych instytucji). W 2025 r. całkowite dochody tego sektora były o około 8 proc. wyższe niż rok wcześniej i o 135 proc. wyższe niż w 2016 r. Grzywny nie stanowiły w ubiegłym roku nawet promila (jednej tysięcznej części) tych dochodów i to przy założeniu, że skuteczność ich egzekwowania była 100 proc.
Szybki wzrost wpływów do budżetu to zasługa wysokiej inflacji i szybkiego wzrostu płac, ale te zjawiska miały równie duży – a nawet większy – wpływ na wydatki państwa, w tym na służby bezpieczeństwa. Przykładowo, budżet policji w 2025 r. wynosił 20,2 mld zł, o 8 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 122 proc. więcej niż w 2016 r. Nie bez powodu te zmiany są zbliżone do zmian funduszu płac – duża część budżetu policji to bowiem koszty zatrudnienia. Ale niezależnie od przyczyn to, że wydatki na policję i inne służby porządkowe rosną szybciej niż wartość nakładanych przez nie grzywien oznacza, że zwiększa się jednostkowy koszt takich działań.
Na koniec wróćmy do wątku zmiany liczby nałożonych w 2025 r. mandatów. Jej zwyżka sama w sobie może teoretycznie dowodzić większej intensywności karania wykroczeń, co pasowałoby do zarzutu rosnącego fiskalizmu państwa. Ale w praktyce większa liczba mandatów mogła mieć różne przyczyny.
Przykładowo, na polskich drogach systematycznie przybywa pojazdów i zwiększa się natężenie ruchu. O precyzyjne dane trudno, ale można szacować, że w minionym roku nad Wisłą zarejestrowanych było o około 3 proc. więcej samochodów osobowych niż w 2024 r. (to szacunek eliminujący tzw. martwe dusze, czyli auta, które w praktyce nie są już użytkowane) i 8 proc. więcej niż w 2022 r. To oznacza, że nawet w horyzoncie roku, a tym bardziej w horyzoncie trzech lat, liczba mandatów w przeliczeniu na jeden pojazd zmalała. W jakimś stopniu, szczególnie tuż po zaostrzeniu kar, było to odzwierciedlenie poprawy bezpieczeństwa na drogach. Dlatego takie porównanie nie mówią wiele o gorliwości służb w karaniu wykroczeń.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl