Będą otwierać hotele przy CPK. "W Polsce mamy prawdziwie jeden luksusowy obiekt"
Polski Holding Hotelowy w Baranowie planuje cztery nowe hotele. Do Polski chce też przyciągnąć klientów z grubymi portfelami. – W kraju mamy dziś tak naprawdę jeden prawdziwie luksusowy hotel – mówi money.pl prezes PHH Rafał Kincer. Pytamy go również, na czym hotele najwięcej zarabiają... i tracą.
Marcin Walków, money.pl: Jaki jest plan Polskiego Holdingu Hotelowego na Port Polska. Podpisaliście porozumienie ze spółką CPK ws. budowy hoteli przy nowym lotnisku w Baranowie.
Rafał Kincer, prezes Polskiego Holdingu Hotelowego: Były nawet doniesienia, że będziemy finansować budowę całego CPK, dlatego chcę powiedzieć, że to nieprawda. Będziemy współfinansować stworzenie bazy hotelowej przy nowym lotnisku. Jest to element naszej wieloletniej strategii. Aktualnie, razem z CPK wybieramy doradcę, który będzie nas wspierał na dalszych etapach prac.
Jeśli zrealizujemy nasz plan inwestycyjny, to w 2032 r. będziemy dysponować około 800 mln zł wolnych środków. Dwa lata później ma to być już ponad miliard. I jeśli nasz właściciel, czyli Skarb Państwa, nie postanowi inaczej, to te pieniądze chcemy reinwestować w projekt Port Polska. Chcemy tam stworzyć zaplecze hotelowe, aby wesprzeć rozwój polskiej turystyki.
Wrócili po upadłości. Polski produkt hitem na Amazonie
To ilu hoteli można się spodziewać w Baranowie – i jakich?
Jesteśmy partnerem, który doradza w tej kwestii spółce Centralny Port Komunikacyjny – i wspólnie podejmiemy ostateczne decyzje. Plan jest jednak taki, aby w Baranowie powstały co najmniej cztery hotele. Pierwszy i najważniejszy będzie hotel czterogwiazdkowy z około 400 pokojami. Rozmawiamy o tym, czy równolegle nie powinien zostać zbudowany od razu drugi obiekt – trzy lub pięciogwiazdkowy.
Wydaje się, że 400 pokoi to jest minimum, które musi być gotowe w chwili otwarcia nowego lotniska, a w przypadku dwóch hoteli - około 700. I potem rozwijalibyśmy bazę hotelową stosownie do wzrostu ruchu na nowym lotnisku.
A co z zapleczem konferencyjnym nowego lotniska?
Jest to kwestia otwarta, czy już na starcie przy nowym lotnisku powinno być centrum kongresowe. A może, skoro Port Polska ma być bardzo dobrze skomunikowany z Warszawą, powinno być ono ulokowane na terenach lotniska i terminalu Chopina. Na to pytanie dziś jeszcze nie mamy odpowiedzi.
Nasze analizy uwzględniają wariant niekoniecznie dużego zaplecza konferencyjnego przy nowym lotnisku. Przewidujemy, że pojawi się zapotrzebowanie na organizację spotkań dla osób z różnych części Europy i świata. Nasze hotele mają obsługiwać przede wszystkim pasażerów, turystów i część załóg linii lotniczych.
Czyli hotele dla pasażerów opóźnionych i odwołanych rejsów?
Chcielibyśmy, aby opóźnionych i odwołanych lotów było jak najmniej, jest to jednak część naszego biznesu.
Marka Orbis przeszła do historii. Czy doczekamy się budowy prawdziwie polskiej, rozpoznawalnej także za granicą marki hotelarskiej?
Początek końca Orbisu miał miejsce już wiele lat temu, dużo wcześniej niż zapadła decyzja biznesowa o jej zamknięciu.
Powstają nowe, polskie marki hotelarskie – jak choćby Puro. Inna gałąź to marki związane z modelem condo, czyli całkowicie naturalnym kierunkiem rozwoju branży hotelowej. Jednym z prekursorów tego modelu był przecież Donald Trump.
Myślę, że nie musimy budować na siłę nowej, polskiej marki hoteli miejskich. Dlatego w naszej strategii zrezygnowaliśmy z własnej marki w miastach – nie widzimy sensu ekonomicznego w konkurowaniu z największymi, jak Marriott, Hilton, Accor czy IHG. W miejskim portfolio skupiamy się na szerokiej gamie marek międzynarodowych. Wolimy zarabiać na wypracowanym przez nich modelu, ich programie lojalnościowym, itd.
PHH będzie tworzył własne marki?
Polski Holding Hotelowy chce być House of Brands, domem marek – synonimem polskiej gościnności, który przyciąga znane marki zagraniczne. Uważam, że mamy potencjał jako operator hoteli i będziemy go rozwijać. Koncentrujemy się na rozwoju modelu asset light. Aktualnie prowadzimy rozmowy na różnym etapie zaawansowania w ośmiu lokalizacjach.
Nie rezygnujemy jednak z własnej marki. Nasza strategia zakłada dwie marki własne. Pod pierwszą znajdą się kurorty w standardzie czterech gwiazdek, która odpowiadają na zapotrzebowanie gości nastawionych na poprawę jakości życia. Druga marka obejmie nasze nowoczesne sanatoria. Zmieniamy wizerunek i podejście do tego segmentu. Nasze sanatoria będą działały przede wszystkim we współpracy z NFZ, jednak jakość, efektywność i podejście do gości, pensjonariuszy będzie całkowicie odmienne.
W Polsce jest miejsce na ultraluksusowy, sześciogwiazdkowy hotel? Podobno brak takiego obiektu sprawia, że dla niektórych klientów i wydarzeń Polski nie ma na mapie.
Te sześć gwiazdek musimy wziąć w cudzysłów, bo oficjalnie nie ma takiej kategorii. W Polsce mamy dziś tak naprawdę jeden prawdziwie luksusowy hotel, rozpoznawalnej na świecie marki – Raffles Europejski Warsaw. Jest też Hotel Bristol, który jest częścią The Luxury Collection w portfolio Marriottu, ale to marka Raffles jest dziś na świecie synonimem luksusu.
Dlaczego tylko jeden?
Jesteśmy dopiero na początku drogi budowania rynku hotelowego dla luksusowego klienta. Robiliśmy badania pod kątem wyboru marki dla naszego hotelu Regent. Bo jego lokalizacja jest świetna dla luksusowego, dyplomatycznego hotelu. I zastanawialiśmy się, czy postawić na pięć gwiazdek w segmencie luxury, czy na upper-upscale, czyli oczko niżej. I postawiliśmy na luksusową markę JW Marriott. Bo w sąsiedztwie ambasad i Łazienek Królewskich jest miejsce na pierwszy duży luksusowy hotel w Warszawie.
To jednak nadal nie będzie Ritz-Carlton.
Takie marki nie do końca jeszcze wierzą w potencjał Warszawy. Co jest ciekawe o tyle, że zainwestowały w luksusowe hotele w Budapeszcie i Pradze. Chyba za mało jest jeszcze pól golfowych, a w Warszawie nie ma jednej, takiej naprawdę luksusowej ulicy z najdroższymi sklepami.
Gdzie szukać takiego "luksusowego klienta", którego można by przyciągnąć do Polski?
Dane z kart płatniczych pokazują, że najbardziej luksusowi klienci to przede wszystkim Amerykanie, potem Azjaci, a po nich długo, długo nikt. Dla bogatych Niemców Polska nie jest dzisiaj luksusową destynacją.
Dlatego jesteśmy na początku budowy szeroko pojętej oferty – turystycznej, handlowej, rozrywkowej, eventowej dla tego segmentu klientów. Dziś nie do końca mają u nas co robić. W gronie 50 najlepszych hoteli na całym świecie najwięcej ulokowanych jest w Singapurze i, co ciekawe, w Bangkoku. Tam znajdziemy mniej więcej co piąty z tej listy.
Arabowie? Dla nich Zakopane to prawdziwy hit.
I to jest ciekawy mechanizm. Do Warszawy natomiast praktycznie nie przyjeżdżają, a już na pewno nie tak licznie. Wiele wskazuje, że popularność Zakopanego i polskich Tatr w tej grupie turystów to zasługa mediów społecznościowych. Od tego się zaczęło i dopiero za tym poszły inwestycje w promocję, rozwijanie większej liczby połączeń lotniczych.
Dlatego nie da się rozmawiać o hotelach bez rozmowy o promocji Polski za granicą. Polska jako gospodarka ma dziś dobrą prasę – świetne wyniki, super partner w interesach, tygrys Europy. I powinniśmy to przełożyć na turystykę. Jeśli udało się zaciekawić Arabów Zakopanem i Krakowem, to co by się mogło wydarzyć, gdybyśmy wypromowali całą Polskę.
Ludzie będą tu przyjeżdżać, zabierać ze sobą wspomnienia, opowiadać i polecać innym. To postrzeganie Polski jako miejsca atrakcyjnego do inwestowania nie wzięło się znikąd. Ktoś zainwestował w promocję gospodarczą. Musimy mieć dobrą promocję Polski jako marki turystycznej.
Kim jest dziś statystyczny gość hotelowy w Polsce? Rozmawialiśmy o obiektach luksusowych, z drugiej strony – pisaliśmy o tym, że na wakacje część Polaków nadal jeździ do kwater z własnymi kanapkami.
70 proc. całego biznesu hotelowego w naszym kraju to jest ruch wewnętrzny. Gości zagranicznych wciąż jest mało. Niestety, dla niejednego Amerykanina Polska to dziś kraj frontowy, a dla wielu Europejczyków – przyfrontowy. I nad tym musimy pracować, nad zmianą tej percepcji za granicą.
Pozostałe 30 proc. to ruch biznesowy i turyści zagraniczni. Jako PHH mamy przegląd całego rynku, bo prowadzimy i hotel pięciogwiazdkowy, i najtańsze ośrodki wczasowe oraz sanatoria. Główny strumień pieniędzy to pobyty biznesowe – i one też dają największą rentowność. Mniej więcej połowa naszych przychodów pochodzi z kilkunastu hoteli biznesowych. Druga – z pobytów klientów indywidualnych, medycznych.
Jak zmieniły się nawyki polskich klientów hoteli?
Pandemia COVID-19 skróciła okno rezerwacji – zarówno turystów, jak i klientów biznesowych. Kiedyś nie do pomyślenia było, aby zapytanie ws. organizacji konferencji na 500 osób wysłać miesiąc przed wydarzeniem. Takie rezerwacje robiło się rok albo i dwa lata wcześniej. Dziś już nie.
Podobnie jest z pobytami biznesowymi i turystycznymi. Goście nie do końca liczą się z pieniędzmi. Noclegu służbowego albo pobytu weekendowego w Krakowie czy Warszawie nie rezerwują pół roku albo trzy miesiące wcześniej, tylko na kilka dni przed wyjazdem. Pojawia się potrzeba, rezerwują i jadą, a wyższa o kilkaset złotych cena ma mniejsze znaczenie.
Ponadto mniej jest długich pobytów. Polacy wolą wyjeżdżać na krócej, ale za to częściej. Zamiast pojechać dwa razy w roku na 10-dniowe wczasy, pięć razy w roku wybiorą się na czterodniowy citybreak.
Na czym najwięcej zarabia się dziś w biznesie hotelowym, gdzie są najwyższe marże?
Nocleg. Zawsze tak było, że najbardziej dochodowy jest core naszego biznesu.
A gastronomia?
To uzupełnienie oferty.
Jak dużym problemem jest marnowanie żywności? Tureccy hotelarze próbują z nim walczyć w przypadku all inclusive. W jednym z hoteli w Polsce przy wejściu do restauracji widziałem informację o ilości strat żywności w kilogramach poprzedniego dnia.
Zmienia się podejście gości hotelowych do jedzenia, zwłaszcza w obiektach wyższych kategorii. W hotelach premium i luksusowych bufety przestały się uginać. Projektując nasze inwestycje, bierzemy to pod uwagę. To, co zostaje wyłożone w bufecie, nie może już wrócić do kuchni. Nie zostanie wydane komuś innemu.
Nie będzie bigosu na następny dzień?
Nie. Stawia się coraz bardziej na jakość, a nie na ilość. Goście oczekują omleta z łososiem, tosta z awokado, a nie niekończącego się bufetu z zimną płytą.
I jajecznicą z proszku.
22 lata pracuję w hotelarstwie i jajecznicy z proszku nigdy jeszcze nie widziałem. Z masy jajecznej – owszem, ale to nadal jest prawdziwe jajko.
Coraz częściej goście zamawiają śniadanie z karty, trochę za sprawą upowszechnienia się różnych śniadaniowni i targów śniadaniowych. Ten kierunek szczególnie widoczny jest w obiektach miejskich.
Ile hotele na tym tracą?
Staramy się edukować i informować gości, ale również pracowników, aby koszty żywności, współczynnik zużycia artykułów spożywczych, był stosunkowo niski. I jakoś nam się to udaje – widzimy coraz mniej nakładania "z górką" i potem zostawiania połowy talerza. Koszty przetwarzania, utylizacji są nadal wysokie.
Kradzieże ręczników, szlafroków, kieliszków i żarówek z pokoi hotelowych – to nagłówki medialne czy realny problem dla hotelarskiego biznesu?
To jest realny problem. Mamy to wpisane w nasze roczne budżety. I nie zawsze to jest związane z nieuczciwością. Gość hotelowy zabiera łyżeczkę, bo potrzebuje do jogurtu na wynos, wytrze brudne buty ręcznikiem, który nadaje się już tylko do wyrzucenia.
Daleki jestem od zakładania, że ktoś przyjeżdża do hotelu z zamiarem, by coś ukraść. To jest po prostu element hotelowej rzeczywistości, wpisany w nasz biznes. Większe problemy są gdzie indziej - koszty energii, koszty usług pralniczych. I dlatego proponujemy naszym gościom zaangażowanie się w ich ograniczania.
Stąd informacje o odwieszaniu ręczników, które nie muszą być wymienione, albo codzienna zmiana pościeli tylko na życzenie, gdy zostawi się kartkę na łóżku?
Tak, mamy już wypracowane pewne "kody" z gośćmi. Jeśli chodzi o wodę, to od dawna hotelarze starają się mieć koszty pod kontrolą – liczne systemy oszczędzające zużycie, perlatory. W kwestii energii elektrycznej dużą zmianą było oświetlenie LED, które obniżyło koszty.
Nasze nowe hotele będą wyposażone w systemy, które wykrywają obecność gościa, aby lepiej zarządzać ogrzewaniem i klimatyzacją, oświetleniem. Po to modernizujemy nasze starsze obiekty, by w sezonie grzewczym większość ciepła nie uciekała na zewnątrz…
Wspomniał pan o 22-letnim doświadczeniu w hotelarstwie. Co pana przez ten czas najbardziej zaskoczyło lub zszokowało?
Anegdot znalazłoby się całe mnóstwo, ale najważniejszą cechą każdego hotelarza jest dyskrecja. Pracując w hotelarstwie mamy kontakt z osobami, które przyjeżdżają, aby załatwić swoje sprawy, odpocząć lub odreagować.
Odreagować?
Tak. Alkohol jest na porządku dziennym, zdarzają się i narkotyki… I czasem sytuacja wymyka się spod kontroli. Dochodzi do bójek, dewastacji pokoi. Zdarza się, że ktoś w hotelu umiera.
Czyli "Kac Vegas" to dla pana film dokumentalny?
To też są elementy rzeczywistości w branży hotelarskiej. Nie zmienia to faktu, że ktoś, kto w tej branży zostaje na dłużej, musi kochać ludzi. Gdy widzimy, że ktoś ma zły humor, możemy spróbować go poprawić – jakimś drobnym gestem albo detalem. Hotelarstwo polega na służeniu innym.
Przypomina pan sobie jakąś ekstremalną kwotę szkód w pokoju hotelowym?
Gdy trzeba wyremontować pokój hotelowy – a i tak się zdarza – koszty idą w dziesiątki tysięcy złotych. Zdarzało się, że gość zapłacił 30-40 tys. zł za zniszczenia. Najczęściej jest tak, że goście hotelowi są gotowi ponieść konsekwencje swoich czynów.
Rozmawiał Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl