biznes klasa (strona 2 z 10)

"Na tym się zarabiało poważne pieniądze". Biznesmen mówi o swoich pierwszych krokach
WIDEO

"Na tym się zarabiało poważne pieniądze". Biznesmen mówi o swoich pierwszych krokach

- Miałem smykałkę biznesową już w czasie studiów. To było jeszcze za czasów minionego ustroju. Handlowałem obrazkami. Był wśród studentów taki trend wyjazdów do Skandynawii, głównie do Norwegii i Finlandii, i sprzedawało się takie hologramiczne obrazki, które oczywiście pod względem artystycznym nie przedstawiały żadnej wartości, ale nie wiem z jakich powodów cieszyły się dość dużą popularnością wśród mieszkańców Skandynawii - mówił w "Biznes Klasie" Paweł Łossowski z firmy EVER GRUPA. - Nie wiem, dlaczego ci ludzie to kupowali, a rzeczywiście kupowali, i to na tym się zarabiało poważne pieniądze jak na tamte czasy. Wiem, że z takiego touru, który trwał miesiąc-dwa miesiące wakacji potrafili ludzie przywieźć po kilka tysięcy dolarów. Jak na tamte czasy to była fortuna. Oni sobie kupowali po przyjeździe do Warszawy mieszkania. Ja może zarobiłem trochę mniej, ale też nie narzekałem, pamiętam, że kupiłem sobie całkiem fajny zachodni samochód. Dla studenta to było naprawdę duże osiągnięcie. W porównaniu z tym, co zarabiali moi rodzice, pracownicy naukowi, to była fortuna. I wiele osób się na tym, jeżdżąc tam dosyć często, dorobiło - opowiadał. - To były moje takie pierwsze kroki w biznesie. Później nawet trochę handlowaliśmy z kolegami samochodami, bo zauważyliśmy, że ceny używanych samochodów w Finlandii były bardzo niskie. I sprowadzaliśmy je do Polski. Kupowaliśmy stare Skody dosłownie za 100-150 dolarów, a tutaj się sprzedawało za tysiąc dolarów - wyliczał.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało
WIDEO

Zaliczył bankructwo i powrócił. Mówi szczerze, co go uratowało

Atlantic to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek bielizny, która po spektakularnym bankructwie wróciła na rynek. Jej współtwórca Wojciech Morawski w "Biznes Klasie" mówi wprost o ryzyku, upadku, intuicji i jakości, która uratowała markę. Atlantic w szczycie popularności osiągał skalę około 140 mln zł przychodów rocznie, zanim doszło do bankructwa. Sam Morawski mówi o tym okresie jako o momencie, który "zgolił go do zera". Po upadku marka wróciła na rynek, opierając się na rozpoznawalności i jakości produktu. Dziś, jak podaje w rozmowie, skonsolidowane przychody grupy wynoszą ponad 30 mln zł, a firma notuje spokojny, stabilny wzrost. - W biznesie zarabia się dlatego, że jest ryzyko. Bez ryzyka nie ma dużych pieniędzy - mówi Wojciech Morawski. Podkreśla, że bankructwo nie jest wyjątkiem, lecz naturalnym elementem rynkowej biografii, choć w Polsce wciąż bywa stygmatyzowane. Jak zaznacza, zna wiele osób prowadzących firmy było "kilka razy na granicy" i to, jego zdaniem, jest normalne. Biznes wymaga odporności psychicznej, a ta zaczyna się od zrozumienia samego siebie.- Psychika jest królem - mówi Morawski dodaje, że bez uporządkowania siebie, bez szczerości wobec własnych ograniczeń i predyspozycji, nie da się przejść przez kryzys. Jak przyznaje, jemu samemu zajęło to wiele lat. Zobacz całą rozmowę.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Nie gryzie się w język. "Na budowie najważniejsza jest modlitwa"
WIDEO

Nie gryzie się w język. "Na budowie najważniejsza jest modlitwa"

- Na wielu projektach i wielu budowach podstawowym narzędziem kontroli jest modlitwa - mówi Adam Wiśniewski, współzałożyciel AI Clearing. - To jest trochę śmieszne, trochę straszne, ale tak to jest - dodaje. Dlatego stworzył firmę, która ma to zmienić i już dziś podbija USA. AI Clearing oferuje automatyzację procesów nadzoru nad dużymi projektami budowlanymi dzięki sztucznej inteligencji. Zanim Adam Wiśniewski założył swoją firmę, przez długi czas pracował na budowach, przy największych projektach w Polsce. - Spędziłem jakieś 10 lat na dużych placach budowy. (...) Miałem w zespole 50 inżynierów, którzy ze mną pracowali. Nadzorowaliśmy na przykład budowę Stadionu Narodowego, Gazoportu w Świnoujściu i autostrad, m.in. A4 i A1 - opowiada.To właśnie tam podpatrzył, że problem niedoróbek jest nagminny i generuje na końcu projektu najwięcej strat. - To trochę działa tak, że wszyscy liczą na to, że a nuż się uda. Zamkniemy oczy i przejedziemy przez tę bramkę i będzie dobrze. Czasem to działa. Natomiast przeważnie nie działa. Globalne statystyki potwierdzają, że wszystkie duże projekty nie mieszczą się nigdy w czasie ani w budżecie.(...) Wszystko idzie dobrze, aż potem następuje kumulacja tych wszystkich błędów i niedoróbek, które wydarzyły się w międzyczasie, i na koniec te ostatnie 10 proc. budowy może trwać 10 lat, tak jak w przypadku lotniska w Berlinie - mówi. Zobacz całą rozmowę na kanale "Biznes Klasa" na YouTube.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
W co inwestować w 2026? Doradca odpowiada
WIDEO

W co inwestować w 2026? Doradca odpowiada

Gościem ostatniego odcinka "Biznes Klasy" był Paweł Malik, popularny doradca inwestycyjny. - Jeśli chodzi o inwestycje, ludźmi kierują dwie emocje. Po pierwsze, to jest chciwość. Stąd bardzo wchodzą w rzeczy ryzykowne, których nie rozumieją, chcą szybko zarobić. Coś, co rosło na przykład mocno w przeszłości, to liczę na to, że dalej będzie rosło. A drugą emocją jest strach - mówił Malik. W co zatem warto inwestować, by uniknąć nadmiernego ryzyka? - Taki portfel, który jest bezpieczny i według mnie zrozumiały będzie dla przeciętnego Kowalskiego, to część bezpieczna w obligacjach skarbowych i tutaj na przykład mamy obligacje rodzinne, jak ktoś ma dzieci, na przykład obligacja dwunastoletnia, która daje inflację plus 2,5 proc. i w każdej chwili można z tego wyjść, nie tracąc tych pieniędzy za malutką prowizję, po roku, po dwóch, po trzech. W tej chwili te 4-6 proc. gwarantowane co roku przez 3 lata jest całkiem dobrą rzeczą, bo w bankach będzie na pewno na zwykłej lokacie poniżej 4 proc. Natomiast każdy powinien mieć jeszcze część akcyjną. I tu nie powinien się za bardzo wysilać na wyszukiwanie spółek indywidualnie, albo kupić sobie jakiś fundusz akcyjny, który ma fajną historię, albo popularny w tej chwili jest ETF na mWIG40 lub sWIG80, można go kupić na giełdzie, tak jak każdą inną akcję i sobie zbudować z tego portfel - mówi Paweł Malik. Zobacz całą rozmowę na kanale "Biznes Klasa".
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer
WIDEO

Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer

Kamil Makula, prezes Superauto.pl, tłumaczy w "Biznes Klasie", jak wyglądają marże sprzedawców samochodów i dlaczego największe pieniądze dealerzy zarabiają dopiero po sprzedaży pojazdu. Choć proces zakupu samochodu wydaje się prosty, liczba podmiotów uczestniczących w transakcji zaskakuje nawet klientów obeznanych z rynkiem. Producent, dealer, pośrednik, firma leasingowa, bank, każdy element łańcucha musi na czymś zarobić. Makula przyznaje, że z zewnątrz wygląda to tak, "jakby każdy zarabiał po 20 procent". Tymczasem marża dealera jest znacznie niższa. Jak mówi, gdy klient otrzymuje rabat rzędu 20 procent, łatwo wysnuć wniosek, że sprzedawcy zostaje podobna kwota. - Trudno uwierzyć, że na końcu zostaje mu 2 procent - zaznacza. Przy zakupie auta za gotówkę według Makuli marża to zwykle "3, może 4 procent", a finansowanie zakupu pojazdu może zwiększyć ten zysk o kolejne 2-3 procent. Do tego dochodzą drobne marże na wyposażeniu dodatkowym, nawet tak podstawowym, jak dywaniki. Prawdziwe pieniądze dealerzy zarabiają dopiero po sprzedaży. Makula podkreśla, że ich model biznesowy skupia się na zupełnie innym etapie niż sam zakup. - Dealer chce, żeby klient do niego wracał i auto serwisował. To jest wtedy jego czysty zysk - wyjaśnia. Przeglądy, naprawy, lakiernia, blacharnia, wypożyczalnia – to tam znajdują się właściwe marże. I choć klienci często irytują się kosztami przeglądów, prezes Superauto.pl podkreśla, że "tam są pochowane marże tych, którzy te usługi wykonują". To właśnie dlatego salonom zależy, by samochody sprzedane dziś wróciły jutro do serwisu. Zobacz całą rozmowę na kanale You Tube "Biznes Klasa".
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Sprzedaje 650 aut miesięcznie. Ujawnia, co się dzieje z cenami
WIDEO

Sprzedaje 650 aut miesięcznie. Ujawnia, co się dzieje z cenami

Rosnąca presja ze strony chińskich producentów i powrót rocznikowych wyprzedaży sprawiają, że wielu kierowców liczy na tańsze auta. Kamil Makula, prezes Superauto.pl w "Biznes Klasie" tłumaczy, że realne obniżki już się pojawiły. Po pandemicznych latach, gdy ceny nowych samochodów nieustannie rosły, rynek zaczął się zmieniać. Do Europy ofensywnie weszli producenci z Chin, a europejskie marki zareagowały rabatami i zatrzymaniem podwyżek. Jak mówi Kamil Makula, to moment, w którym kupujący rzeczywiście widzą różnicę w cenach. - Od pandemii auta tylko drożały. Weszły chińskie samochody bardzo ofensywnie i Europejczycy muszą coś teraz zrobić. Na razie przestali dźwigać ceny i pojawiają się coraz większe rabaty - mówi. Dodaje też, że w praktyce "spadła cena transakcyjna sprzedawanego nowego auta”, co jest jego zdaniem twardym dowodem zmian. A co z wyprzedażami rocznika? Według Makuli ich siła już nie jest taka jak kiedyś. - Wyprzedaże rocznika to piękne hasło, ale grupa klientów wyczekujących tych rabatów z roku na rok jest coraz mniejsza- mówi. Prezes Superauto.pl podkreśla też, że obniżki są rzeczywiste, ale często mniejsze, niż sugeruje reklama. Jego zdaniem wielu klientów przywiązuje zbyt dużą uwagę do skali przecen, patrząc jedynie na dużą liczbę z reklamy. - Widzimy rabat 15 proc., a gdy w styczniu kosztuje 17 proc. taniej, to wydaje nam się, że dostaliśmy 17 proc. A tak naprawdę to już jest bardzo duży rabat, ale zwykle delikatnie pogłębiony - wyjaśnia. Zobacz całą rozmowę na YouTube.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Najgorszy październik od 20 lat. Analityk nie ma złudzeń
WIDEO

Najgorszy październik od 20 lat. Analityk nie ma złudzeń

- Niektórzy twierdzą, że w najbliższych latach 300 milionów miejsc pracy. Przecież już teraz Amazon zwalnia 30 tysięcy ludzi. Za nami najgorszy październik od 20 lat, jeżeli chodzi o liczbę zwolnień w USA. To już są pierwsze efekty sztucznej inteligencji, taka jest prawda. Na świecie miejsca pracy będą znikały. Już programiści w wielu firmach mają olbrzymie problemy, bo jest wykorzystywana sztuczna inteligencja do tego. Koderzy już nie są potrzebni - mówi Piotr Kuczyński w "Biznes Klasie". Analityk Xeliona ma wątpliwości co do optymistycznych prognoz, które zakładają, że rozwój AI stworzy nowe miejsca pracy i podniesie wydajność pracy. - Profesor Kołodko mówi, że nowe technologie zwiększą wydajność i powstaną nowe zawody. Ale w mojej opinii, nie wierzę, że ludzie, którzy teraz nie radzą sobie z podstawami technologicznymi, staną się inżynierami sztucznej inteligencji - zaznacza Kuczyński. Jego zdaniem, nie wszyscy będą w stanie dostosować się do zmieniającego się rynku pracy, a wymiana ról, którą przewidują niektórzy optymiści, to daleki ideał. - Za 20–30 lat, zobaczycie państwo, nie będzie pracy dla rąk, bo to wszystko będzie robione automatycznie, przez roboty, sztuczną inteligencję - mówi Kuczyński. Choć może to zabrzmieć jak scenariusz dystopijny, analityk przekonuje, że przyszłość może nie być aż tak przerażająca, jeśli w odpowiedzi na te zmiany wprowadzony zostanie np. dochód podstawowy. - Kiedyś trzeba będzie opodatkować roboty. Bill Gates mówi o konieczności opodatkowania prac robotów, czyli właścicieli sztucznej inteligencji - dodaje Kuczyński, wskazując na konieczność dostosowania systemu podatkowego do nowej rzeczywistości. Zobacz całą rozmowę w "Biznes Klasie".
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Szczerze o ostrych szefach. "Zabierają pieniądze"
WIDEO

Szczerze o ostrych szefach. "Zabierają pieniądze"

- Menedżer, który dostarcza pracownikom zbyt wiele zbędnego stresu, zabiera właścicielowi pieniądze - mówi w "Biznes Klasie" Miłosz Brzeziński, psycholog, konsultant biznesowy i autor książek. Według niego przemocowa kultura zarządzania często wynika z braku umiejętności regulowania emocji przez szefów. - Zbyt wysoki poziom stresu wszędzie, są badania w wykonywaniu zadań, powoduje, że przestaniesz się zastanawiać nad sytuacją, a zaczynasz się zastanawiać nad sobą i nad osobą, która tę sytuację powoduje. Czyli to jest zbędna czynność w środowisku pracy. Ja się nie muszę zastanawiać, czy jestem coś wart w pracy. Ja się powinienem zastanawiać, co się stało i jak to poprawić - dodaje. W jego opinii zarządzanie ludźmi jest jednym z najtrudniejszych etapów dojrzewania zawodowego. Surowość jest dopuszczalna, ale agresja - nigdy. - Ludzie powinni mieć poczucie, że proces oceny jest transparentny, że każdy ma do niego dostęp, że wiadomo o co chodzi, wiadomo co miałem zrobić i wiadomo, czego dotyczy informacja zwrotna, która jest mi przekazywana i że ona zawsze powinna być przekazywana z godnością, nie dlatego, że biznes jest nośnikiem jakichś wielkich wartości moralnych. My rozmawiamy tylko o tym, że jak ludzie się dobrze czują, to robią więcej pieniędzy. To jest jedyny argument w tej rozmowie - mówi Brzeziński. Zobacz cały odcinek na YouTube.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek