ekonomia (strona 4 z 8)

Raty kredytów w górę. RPP podniosła stopy procentowe. Ekspert wylicza kwoty
WIDEO

Raty kredytów w górę. RPP podniosła stopy procentowe. Ekspert wylicza kwoty

W środę RPP podjęła decyzję o podwyższeniu stopy referencyjnej NBP o 0,4 pkt proc., tj. do poziomu 0,50 proc. Co to oznacza w praktyce? - To będzie miało duży wpływ na nasze finanse. Jeżeli spojrzymy na statystycznego kredytobiorcę, który ma kredyt w złotych, to rata - uśredniając - powinna wzrosnąć o około 35 złotych miesięcznie. Docelowo wzrośnie o tyle, bo to też nie jest tak, że rata będzie wyższa już od dziś. Aktualizacja oprocentowania zwykle trochę trwa - miesiąc, dwa, trzy. Maksymalnie kilka miesięcy - powiedział w programie "Newsroom" Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. - Oczywiście zwykle tak jest z tymi danymi uśredniającymi, że mało kto dokładnie tyle zarabia i mało kto ma dokładnie taki kredyt. Dlatego warto pokazać przykład, który każdy może odnieść do siebie. Jeżeli zadłużyliśmy się na 25 lat, to na każde 100 tysięcy złotych pożyczonego kapitału musimy spodziewać się, że w konsekwencji tej podwyżki stóp procentowych, nasza miesięczna rata wzrośnie o około 20 zł. Czyli jeśli mamy kredyt na 200 tysięcy złotych, to rata wzrośnie o około 40 złotych, przy 300 tysiącach będzie to 60 złotych i tak dalej. Co paradoksalne, podniesienie stóp procentowych umocniło złotego, dlatego na przykład osoby mające kredyty we frankach będą miały nieco niższą ratę, bo frank potaniał wobec złotego - dodał.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Budżet państwa. Zerowy deficyt w 2021 roku? Prof. Orłowski: Fikcja i kabaret. Rząd może manipulować liczbami
WIDEO

Budżet państwa. Zerowy deficyt w 2021 roku? Prof. Orłowski: Fikcja i kabaret. Rząd może manipulować liczbami

Więcej wpływów do kasy państwa to zmniejszenie deficytu budżetowego. Rząd zapowiada, że w tym roku dziura budżetowa wyniesie mniej niż 13 mld zł, ale może być nawet bliski zera. To sztuczki księgowe, czy faktycznie jest lepiej niż prognozowano? - Nie muszę tego mówić sam, stwierdziła to Najwyższa Izba Kontroli w swoim raporcie. Sposób raportowania sytuacji budżetowej przez rząd zamienił się w kompletną fikcję. To jest kabaret. Zależy wyłącznie od humoru premiera i ministra. Jeśli założą sobie, że jest na przykład 50 miliardów złotych nadwyżki, to tak to pokażą. A jak będą chcieli pokazać 10 miliardów złotych deficytu, to tak to pokażą - powiedział w programie "Money. To się liczy" prof. Witold Orłowski, ekonomista, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Gdyby chciało się pokazać prawdziwą sytuację, to wyszłoby co najmniej kilkadziesiąt miliardów deficytu. Cały czas mamy problem z nazewnictwem. To nie jest budżet państwa tylko budżet rządu. Państwo wydaje kilka razy więcej, niż jest to zapisane w budżecie rządu. To efekt ukrywania wydatków, przenoszenia ich poza budżet. Dlatego premier może sobie ogłosić dowolną liczbę, która mu tylko przyjdzie do głowy. Proszę sobie wyobrazić, że prowadzi się firmę i samemu ustala się prawo. A prawo jest takie, że tworzy się filie firmy, do której się przepisze połowę kosztów. Pokazuje się w głównej firmie zysk, dlatego, że połowa kosztów została przerzucona do filii. To jest niby zgodne z prawem, ale sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. A Unia Europejska wymaga raportowania finansów całej firmy, a nie tylko centrali, bez tej filii, na którą przerzuciło się koszty - podkreślił prof. Orłowski.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski
Rekordowa inflacja. Tak drogo nie było od 20 lat. Prof. Orłowski: Najbardziej martwi mnie skokowy wzrost cen żywności
WIDEO

Rekordowa inflacja. Tak drogo nie było od 20 lat. Prof. Orłowski: Najbardziej martwi mnie skokowy wzrost cen żywności

Inflacja bije kolejny rekord - 5,4 proc. według danych GUS. Ceny nie rosły tak mocno aż od 20 lat. - Nie dzieje się nic, co mogłoby być zaskoczeniem. Zaskakuje tylko tempo tego, co się dzieje - powiedział w programie "Money. To się liczy" prof. Witold Orłowski, ekonomista, wykładowca Akademii Finansów i Biznesu Vistula. - Zaskakuje też Narodowy Bank Polski, który ciągle informuje, że inflacja doszła już do szczytu i zaraz zacznie spadać. A ona zamiast spadać, to się ciągle rozkręca. Jednak emocjonujemy się niewłaściwymi wskaźnikami. Inflacja na poziomie 5,4 proc. to jeszcze nie jest groźne zjawisko, bo ten poziom wynika głównie ze wzrostów cen ropy naftowej i paliw. Natomiast to, co mnie naprawdę niepokoi, to na przykład wskaźnik wzrostu cen żywności, który z miesiąca na miesiąc się zwiększa. Jeszcze niedawno był bliski zera, a teraz to 4 proc. To skokowy wzrost. A prezes NBP i jego analitycy ciągle podkreślają, że wzrost inflacji to właśnie kwestia drogich paliw, że mamy zacisnąć zęby i z tym żyć. A skokowy wzrost cen żywności i usług, co wszyscy widzimy, to już ewidentnie efekt dwóch składowych. Po pierwsze, to popyt rosnący szybciej niż gospodarka jest w stanie dostarczyć podaż. Po drugie, to bezrobocie na prawie zerowym poziomie, więc nie można znaleźć ludzi do pracy. Dlatego mnie od kilku miesięcy niepokoi rosnąca dynamika cen usług i żywności. Jeśli to się nie zatrzyma, to może być kiepsko - dodał prof. Orłowski.
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski