USA dystansują Europę? Ekonomistka: nie gramy w tę samą grę [WYWIAD]

Tym, co hamuje rozwój gospodarczy w Europie, nie jest Unia Europejska i jej regulacje. Problemem jest nadal rozdrobnienie rynków, które utrudnia firmom zbudowanie odpowiedniej skali – tłumaczy w rozmowie z money.pl Marieke Blom, główna globalna ekonomistka w grupie ING.

Donald Trump, Ursula von der Leyen i Friedrich Merz Donald Trump, Ursula von der Leyen i Friedrich Merz
Źródło zdjęć: © GETTY | Krisztian Bocsi, Andrew Harnik
Grzegorz Siemionczyk
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Grzegorz Siemionczyk, money.pl: Unia Europejska chyli się ku upadkowi. Zamiast walczyć o własne interesy, paraliżuje gospodarkę regulacjami klimatycznymi oraz równościowymi. To dlatego traci konkurencyjność i przegrywa wyścig technologiczny z USA – taką narrację buduje dzisiaj administracja Donalda Trumpa, ale chętnie podejmują ją prawicowi politycy w Europie. Czy rzeczywiście UE ma antyrozwojowy model gospodarczy?

Marieke Blom, główna ekonomistka grupy ING: Popularność tej narracji wzmocnił raport Draghiego, który ukazał się jesienią 2024 r.

Za każdym razem, gdy sięgam do tej publikacji, dostrzegam tam inne wątki. Ale przy pierwszej lekturze wydźwięk tego raportu jest dość dramatyczny. Rozumiem, że to był świadomy zabieg autorów, aby sprowokować w UE poważną dyskusję i zmotywować decydentów do reform.

Skutek uboczny był jednak taki, że raport podkopał zaufanie do europejskiej gospodarki. To było wyraźnie widać na przykład podczas ubiegłorocznego forum ekonomicznego w Davos, gdzie dominował pogląd, że Europa nic nie potrafi zrobić dobrze. W rzeczywistości Europejczycy mają wiele powodów do dumy. Jeśli chodzi o fundamenty dobrobytu, takie jak oczekiwana długość życia i jego jakość, Europa wyprzedza USA. Wbrew pozorom, mamy też wciąż naprawdę prężny przemysł wytwórczy. Przede wszystkim zaś UE odniosła ogromny sukces jako projekt pokojowy.

Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało

W Europie Środkowo-Wschodniej spore oburzenie wywołał fakt, że raport Draghiego pominął doświadczenia tej części kontynentu. Autorzy nie konsultowali się z żadną osobą, instytucją ani przedsiębiorstwem z tego regionu, który przecież rozwijał się prężnie.

Ja dostrzegam w raporcie Draghiego jeszcze jeden brak. Różnice w tempie wzrostu gospodarczego między USA a krajami zachodniej Europy w ostatnich dwóch dekadach wynikały w pewnym stopniu z odmiennej polityki fiskalnej. W USA dług publiczny w tym czasie podwoił się z około 65 do 125 proc. PKB, a w strefie euro wzrósł z około 70 do 88 proc. PKB. Wiele państw Europy po kryzysie finansowym prowadziło politykę zaciskania pasa. A w trakcie pandemii Covid-19 skala wydatków publicznych w USA była znacznie większa niż w strefie euro. Jeśli rząd wykreuje dużo popytu, pojawi się też podaż. Ceną za ten wzrost gospodarczy w USA jest jednak to, że dzisiaj finanse publiczne są tam w gorszym stanie niż w Europie.

Trump uderzył w NATO. Tak powiedział o Sojuszu i Grenlandii

Patrząc z tej perspektywy, Europa ma dziś większą przestrzeń do zwiększenia wydatków publicznych, aby pobudzić gospodarkę. Pytanie jednak, czy będzie w stanie to wykorzystać?

Zwiększenie wydatków inwestycyjnych, w tym właśnie publicznych, jest jedną z rekomendacji Draghiego. Tą drogą idą dzisiaj między innymi Niemcy. Warto jednak podkreślić, że raport byłego prezesa EBC – wbrew pozorom – nie dotyczy tylko produktywności europejskiej gospodarki i sposobów na jej pobudzenie. Wezwania do zwiększenia wydatków na obronność oraz ochrony niektórych sektorów gospodarki przed konkurencją zagraniczną, które pojawiają się w raporcie, to nie jest agenda ekonomiczna.

Te rekomendacje mogą nie być efektywne w sensie ekonomicznym, ale zwiększą odporność Europy na globalne zawirowania. Dlatego właśnie, jak mówiłam, osiągnięć Europy nie należy oceniać tylko przez pryzmat tempa wzrostu gospodarczego.

Większe wydatki na obronność nie będą miały jednoznacznie pozytywnego wpływu na europejską gospodarkę? Wiele osób na to liczy.

Ta polityka będzie miała zarówno wygranych, jak i przegranych. Przyjmijmy, że wydatki na obronność w UE to obecnie około 2 proc. PKB i chcemy je zwiększyć do 3,5 proc. PKB. Część tych pieniędzy trafi bezpośrednio do ludzi, bo rosło będzie zatrudnienie w wojsku i przemyśle zbrojeniowym i w jakimś stopniu także w budownictwie. Ale populacja Europy nie rośnie, więc tych pracowników będzie trzeba przeciągnąć z innych sektorów. W tych sektorach będzie to więc oznaczało wzrost barier podażowych.

Trzeba sobie również odpowiedzieć na pytanie, jak te dodatkowe wydatki zbrojeniowe sfinansujemy. Rządy mogą ograniczyć inne wydatki, zwiększyć podatki albo zaciągnąć pożyczki. Ta ostatnia opcja jest jednak problematyczna, jeśli zbrojenia będą w dużej mierze polegały na imporcie. To będzie oznaczało transfer pożyczonych pieniędzy za granicę. Biorąc to wszystko pod uwagę, mam wątpliwości, czy wzrost wydatków na obronność będzie miał korzystny wpływ na europejską gospodarkę. Mimo to uważam, że jest niezbędny.

Jeśli chodzi o finansowanie inwestycji w Europie, Mario Draghi zaleca m.in. dokończenie budowy jednolitego rynku kapitałowego oraz szersze wykorzystanie obligacji wspólnotowych. To oznaczałoby zacieśnienie integracji europejskiej, wbrew krytyce, że to właśnie nadmierna centralizacja i związana z tym biurokracja są dla UE hamulcem. Europa potrzebuje więcej Unii czy mniej?

Myślę, że Europa potrzebuje obecnie przede wszystkim większej odporności. To oznacza – w tej kolejności – większe nakłady na obronność, silniejszy system finansowy, lepszy system wsparcia rozwoju nowych technologii, większą autonomię w energetyce i mniejsze uzależnienie od eksportu. Jeśli chcemy to osiągnąć, gdy innymi graczami są USA, Chiny czy Rosja, musimy mieć właściwą skalę. Żaden kraj UE z osobna tej skali nie ma. To jedność buduje siłę. Co do tego nie ma chyba wątpliwości.

Pytanie jednak, czy wszystkie kraje członkowskie są w stanie zgodzić się na ustępstwa, których ta jedność wymaga. To samo dotyczy kwestii konkurencyjności gospodarczej.

Jeśli Europa ma z tym problemy, to nie dlatego, że istnieje Unia Europejska, która tworzy zbyt wiele rozmaitych regulacji. Źródłem tych problemów jest to, że równolegle funkcjonują systemy regulacyjne poszczególnych państw z różnymi językami i różnymi preferencjami społecznymi.

To utrudnia firmom skalowanie się na europejskim rynku. Unijne regulacje, jeśli służą budowie dużego, jednolitego rynku, wzmacniają konkurencyjność Europy.

Miniony rok był dla europejskiej gospodarki nieco bardziej udany, niż oczekiwała większość ekonomistów. Czy scenariusz przyspieszenia wzrostu gospodarczego w UE, który był prognozowany na 2026 r., pozostaje aktualny? Inaczej mówiąc: bieżący rok może być lepszy niż miniony?

Nie sądzę, aby był wyraźnie lepszy. Większość ekonomistów jest umiarkowanie optymistyczna, ale to właśnie oznacza wzrost PKB w strefie euro o nieco ponad 1 proc., czyli taki sam, jak w 2025 r. To jest scenariusz podstawowy, ale wokół niego jest sporo niepewności.

Wciąż mamy do czynienia z napięciami w globalnej gospodarce, takimi jak pogarszające się stosunki między USA i Europą oraz USA i Chinami. To nie są zjawiska o charakterze szokowym, tylko procesy, które powoli osłabiają perspektywy rozwoju – zarówno w Europie, jak i gdzie indziej.

W 2025 r. najważniejszym tematem debaty ekonomicznej była wojna celna, którą wypowiedział światu Donald Trump. I to było wiadomo od jesieni poprzedniego roku, czyli wyborów prezydenckich w USA. Czy dostrzega pani tematy, które będą emocjonowały ekonomistów w 2026 roku?

Takich tematów jest kilka. Na pewno będziemy rozmawiali o konsekwencjach rozwoju AI, w tym wysokich cenach akcji niektórych spółek. Więcej uwagi mogą budzić też kwestie długu publicznego. W USA deficyt w sektorze finansów publicznych pozostanie prawdopodobnie wysoki, ale do tego łagodzona będzie polityka pieniężna. To może skutkować wzrostem rentowności długoterminowych obligacji skarbowych. No i oczywiście geopolityka będzie wciąż dostarczała wielu emocji.

W Polsce i wielu innych krajach Europy coraz większy niepokój budzi rosnący import z Chin, który – jak się wydaje – jest konsekwencją ostrego wzrostu ceł w USA. Czy UE powinna pójść w ślady USA i zwiększyć cła na chińskie towary, aby chronić lokalny przemysł?

To nie jest moim zdaniem pytanie do ekonomistów, raczej do polityków. Z perspektywy ekonomicznej UE powinna walczyć tylko z nieuczciwą konkurencją w handlu zagranicznym. I to się dzieje, Komisja Europejska przygląda się praktykom chińskich eksporterów. Ale perspektywa polityczna może być inna. Być może istnieją powody pozaekonomiczne, aby chronić niektóre branże nawet przed uczciwą konkurencją zza granicy.

Czy ekspansywna polityka fiskalna w Niemczech, o której pani wspomniała, skompensuje z nawiązką negatywne skutki spadku popytu na niemieckie towary w USA i w Chinach? Czy największa gospodarka UE będzie w stanie przełamać stagnację, w której tkwi od lat?

Bez wątpienia Niemcy są bardziej narażone na skutki polityki celnej Trumpa niż inne kraje UE. Dlatego zmiana w polityce fiskalnej, gotowość tamtejszego rządu do zwiększenia długu publicznego, aby sfinansować inwestycje infrastrukturalne i zbrojeniowe, to jedno z najbardziej pozytywnych wydarzeń minionego roku. Oczywiście, może minąć trochę czasu, zanim z tej butelki wyleci ketchup.

Czy sądzi pani, że UE jako całość jest zbyt konserwatywna pod względem polityki budżetowej? Skoro w USA dług publiczny przebił 120 proc. PKB i najwyraźniej nie spotkało się to z negatywną reakcją rynku finansowego, jaki jest sens utrzymywania w UE limitu zadłużenia na poziomie 60 proc. PKB?

Myślę, że w niektórych państwach UE, w tym właśnie w Niemczech, polityka budżetowa była zbyt konserwatywna. Trudno chwalić rządy, które oszczędzają na inwestycjach w infrastrukturę, system edukacji, ochronę zdrowia, jakość usług publicznych. To jest jak oszczędzanie na zapałkach. Dobrze, że Niemcy porzuciły to podejście. Ale nie wszystkie kraje UE są w tej samej sytuacji.

We Francji wysoki i narastający dług publiczny jest konsekwencją wydatków o charakterze konsumpcyjnym, finansowanych bardzo wysokimi podatkami, które i tak okazują się niewystarczająco wysokie. Rozwiązaniem problemów Francji byłoby raczej podwyższenie wieku emerytalnego, a nie zwiększenie wydatków publicznych. W każdym kraju historia jest nieco inna. Natomiast ważne jest, abyśmy nie byli zbyt surowi porównując UE do USA, które grają w inną grę.

Tytuł "Gospodarki roku", który przyznaje tygodnik "The Economist", zdobyła w 2025 r. Portugalia. W poprzednich latach triumfowała Hiszpania i Grecja. Czy kraje z południa strefy euro, które zmagały się z kryzysem fiskalnym, stanęły już na nogi, czy po prostu bardziej niż inne skorzystały z unijnego Funduszu Odbudowy oraz ożywienia w turystyce?

Z tych trzech państw najlepiej znam Hiszpanię. I nie mam wątpliwości, że ten kraj przeprowadził udaną restrukturyzację. Jest dzisiaj w znacznie lepszej sytuacji finansowej niż po globalnym kryzysie. Konsolidacja finansów publicznych przez całe lata wywierała presję na tamtejszą gospodarkę, ale przyniosła w końcu oczekiwane skutki. Hiszpania jest też otwarta na imigrantów, co w jej sytuacji demograficznej jest koniecznością i potrafi wykorzystać ich potencjał. Do tego dużo inwestuje w transformację energetyczną, co też przynosi jej duże korzyści. Fundusz Odbudowy z pewnością w tym pomógł. Transformacja energetyczna to z kolei dobry punkt wyjścia do tego, aby dywersyfikować gospodarkę, która wciąż mocno bazuje na turystyce.

Rozmawiał Grzegorz Siemionczyk, główny ekonomista money.pl

Wybrane dla Ciebie
GUS potwierdza. Ostatni odczyt inflacji w 2025
GUS potwierdza. Ostatni odczyt inflacji w 2025
Zapasy gazu w UE topnieją szybciej niż zwykle. KE uspokaja
Zapasy gazu w UE topnieją szybciej niż zwykle. KE uspokaja
Niepokojący trend na rynku. Nikt nie chce tych mieszkań
Niepokojący trend na rynku. Nikt nie chce tych mieszkań
Młodzi nie płacą czynszu. Zaskakujące dane samorządów
Młodzi nie płacą czynszu. Zaskakujące dane samorządów
Pekin reglamentuje zakup chipów Nvidii. Nowe zasady po decyzji USA
Pekin reglamentuje zakup chipów Nvidii. Nowe zasady po decyzji USA
Koniec zbędnych decyzji. Zmiany w bonie ciepłowniczym
Koniec zbędnych decyzji. Zmiany w bonie ciepłowniczym
Budują wielkie termy koło Warszawy. Wydobędą wodę z głębokości prawie 2 km
Budują wielkie termy koło Warszawy. Wydobędą wodę z głębokości prawie 2 km
Nie tylko z Mercosur. UE podpisze umowę z Indiami
Nie tylko z Mercosur. UE podpisze umowę z Indiami
Strategiczna dla NATO droga w Polsce. Oto przebieg trasy
Strategiczna dla NATO droga w Polsce. Oto przebieg trasy
Takiego płotu już nie postawisz. Oto co zmieni się w przepisach
Takiego płotu już nie postawisz. Oto co zmieni się w przepisach
Nie będzie już "ubierania" ludzi w bikini. Grok zaktualizowany
Nie będzie już "ubierania" ludzi w bikini. Grok zaktualizowany
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 15.01.2026
Ile kosztuje euro? Kurs euro do złotego PLN/EUR 15.01.2026